30 sie 2012

Na życzenie.

Dla wszystkich nieposiadających konta na bloggerze, facebooku, nie mających odwagi zapytać, albo po prostu ciekawych...


Pozdrawiam! 

28 sie 2012

Zakupione niewspomniane, czyli zaległy haul zakupowy.

Gorące kakao, kanapki z almette, przeglądanie blogów i stacja TVNu w tle - właśnie tak wygląda mój dzisiejszy poranek. Lenię się i odpoczywam po wczorajszym ciężkim dniu i przedwczorajszej nieprzespanej nocy. Czas na chwilę oddechu, na wypitą w spokoju kawę, na książkę, na długie rozmowy, może na spacer?

No i na blogowanie. W końcu obiecałam pokazać Wam swoje sierpniowe kosmetyczne nabytki.


Nie jest tego dużo, ale to tylko kolejny dowód na to, że czasem potrafię jednak robić zakupy z rozsądkiem. Chcieć to móc. :)

  • Krem Kozie Mleko (1 nawilżanie) Ziaja- recenzja TU
  • Tonik BIO aloesowy Ziaja- bardzo lubię toniki Ziaji, do tej pory moimi faworytami był nagietkowy i ogórkowy, ale od kiedy wypróbowałam ten, po tamte już nie sięgam. Jest zdecydowanie najlepszy! 
  • Odżywka wygładzająca z olejkiem z Babassu Isana- recenzja TU
  • Antyperspirant Calm&Care 48h Nivea- zabrałam go ze sobą podczas wyjazdu nad morze i muszę stwierdzić, że jest całkiem fajny. Nie podrażnia, ładnie pachnie, robi to co ma robić. Do tej pory byłam wierna kulkom, ale chyba powoli zaczynam się przekonywać i do takiej formy antyperspirantu. Za sztyftami z kolei zupełnie nie przepadam.
  • Kokosowe masło do ciała Synergen- zdecydowanie mój ulubieniec ostatniego miesiąca. Bardzo ładnie nawilża, przyjemnie pachnie (jest to taki delikatny, kokosowo-śmietankowy zapach) no i kosztuje grosze. Za 250 m produktu zapłacimy jedynie osiem złotych z kawałkiem. Polecam wypróbować, a nóż u Was też się sprawdzi. :)
  • Lakier do paznokci Wibo z serii Trend Edition Back to Nature #1- póki co porzuciłam pastele i zaczęłam kompletować lakiery w bardziej stonowanych, jesiennych kolorach. A takie zgaszone brązy wprost uwielbiam! Lakier kupiłam w osiedlowej drogerii za 3 zł. :)
Wybaczcie, że na każdym zdjęciu jest inne światło i nie najlepsza jakość, ale robiłam je nie dość, że na raty, to jeszcze na szybko, bo koniecznie chciałam coś dla Was napisać.
W najbliższym czasie możecie spodziewać się prezentacji moich sierpniowych zużyć, a także (W KOŃCU!) kolekcji szminek nude. Planuję też zrobić zbiorczy haul ubraniowy, bo dawno takiego nie było.

Tymczasem żegnam się już z Wami, miłego dnia! :)

25 sie 2012

O nowej współpracy.

O współpracach na moim blogu przez ostatnie kilka miesięcy było zupełnie cicho. Nie decydowałam się na nie ze względu na brak czasu i nadmiar obowiązków.

Ostatnio powróciłam jednak do "dawnego stanu rzeczy", o ile tak można powiedzieć i współpracę z moim blogiem podjęła drogeria e-kobieca. Dzięki uprzejmości Pana Piotra będę mogła przetestować dwa produkty i podzielić się z Wami swoją opinią na ich temat. Mam również mini bonus dla Was, także wytrwajcie do końca posta. :)

A oto co znalazłam w przesyłce, która czekała na mnie po powrocie znad morza:

Paletka cieni do Smokey Eyes 12P Misty Mauve Manhattan [12,99 zł /8g]

"Profesjonalna paletka z 4 cieniami do powiek od Manhattan. Kompakt oprócz cieni zawiera także dwustronny aplikator, który ułatwi aplikację cieni i sprawi, że będzie ona bardzej profesjonalna. Cienie w paletce zostały specjalnie dobrane aby pasowały do siebie, ponieważ służa do wykonania makijażu Smokey Eyes. Harmonijnie dobrane kolory umożliwiają cieniowanie, przez co zyskujemy efekt przydymionego oka.
Z tyłu opakowania znajduje się instrukcja jak wykonać makijaż smokey eyes krok po kroku. Zastosuj się do instrukcji i nadaj oczom tajemniczego wyglądu."

W drogerii dostępny jest również tester tej paletki, bez opakowanie w cenie 4,99 zł (KLIK). Myślę, że to fajne rozwiązanie dla dziewczyn, które posiadają swoje magnetyczne paletki i wolą przechowywać wszystkie cienie razem, w jednym miejscu.

Drugim produktem, który otrzymałam jest Czarna kredka do oczu KOHL PENCIL W7 Blackest Black [6,99 zł /1g]

"Kredka KOHL PENCIL w kolorze czarnym ułatwi Ci wykonanie precyzyjnego makijażu. Możesz ją stosować jako kredkę do luku brwiowego aby podkreślić brwi, możesz też narysować nią kreskę tuż przy linii rzęs- nie potrzebujesz wtedy eyelinera, bo kredka jest trwała i miękka. Istnieją też inne opcje np makijaż Smoke-eyes (...) Kredka zawiera w swym składzie parafinę, wosk pszczeli i lanolinę dzięki czemu jest miękka, nie kruszy się, a ponadto pielęgnuje skórę." 

Oczywiście nie byłabym sobą gdyby nie zabrała się już za testowanie. :) Recenzji możecie spodziewać się całkiem niedługo! 

A teraz czas na obiecywaną mini niespodziankę, w postaci 5% kodu rabatowego na zakupy w drogerii e-kobieca:

  5PROCXYZ

Mam nadzieję, że skorzystacie. :) 
Wszystkich bliżej zainteresowanych asortymentem drogerii i aktualnymi promocjami odsyłam na jej stronę internetową- TUTAJ



Ja tymczasem lecę z książką na balkon, a Wam życzę miłego weekendu! Postaram odezwać się w poniedziałek, choć nie wiem jak mi to wyjdzie, bo czeka mnie wyjazd i ostatnie formalności związane z mieszkaniem. Tak czy siak, wrócę do Was najszybciej jak się da. Buziaki!

23 sie 2012

Zawartość wyjazdowej kosmetyczki.

Po kilku dniach nieobecności, wróciłam do domu i korzystając z wolniejszej chwili przychodzę do Was z nowym postem. Podczas rozpakowywania walizki wpadłam na pomysł, aby pokazać Wam co zebrałam ze sobą na wyjazd, mam nadzieję że przegląd mojej wyjazdowej kosmetyczki przypadnie Wam do gustu. :)
Zapowiada się na dłuższy wpis, ze sporą ilością zdjęć i treści, także bez zbędnego gadania od razu zaczynam. :)

  • Podkład Manhattan (seria clear face) Natural Mat #70 Vanilla- zabrałam go zamiast Revlona CS, bo jest lżejszy i bardziej odpowiedni przy wysokich temperaturach. Nakładany pędzelkiem prezentuje się całkiem ładnie, niestety szybko zaczynam się po nim świecić, dlatego puder jest niezbędny. 
  • Maskrara Rimmel Scandaleyes- ten tusz początkowo był dla mnie totalnym bublem, ale w połączeniu ze szczoteczkę od maskary Maybelline One by One sprawuje się naprawdę nieźle! Ładnie pogrubia i wydłuża rzęsy, nie kruszy się, jest niesamowicie czarny. Daje radę. :) Jeżeli Wam też zupełnie nie odpowiada ta wielgachna szczoteczka, to spróbujcie użyć jakiejś innej, bo tusz sam w sobie naprawdę nie jest zły.
  • Korektor Essence Stay All Day 16h #10 Natural Beige- TUTAJ znajdziecie jego recenzję. Mój ulubieniec, świetnie sprawuje się pod oczami. Niestety już mi się kończy. :(
  • Korektor w słoiczku NYX #CJ03 LIGHT- używam na niedoskonałości, których ostatnio mam sporo... Recenzowałam go TUTAJ.
  • Szminka NYX w odcieniu nude #522 Circe- wzięłam tą, bo jest moją ulubioną. :) Najładniejszy nude jaki posiadam! Recenzja TU.
  • Żelowa kredka Avon Super SHOCK (czarna)- zamiast eyelinera, zajmuje mniej miejsca i nie potrzeba zabierać pędzelka. Bardzo trwała, bardzo czarna, łatwo się nią pracuje. Recenzja pojawi się za jakiś czas.
  • Biała kredka Essence kajal #04 White- na linię wodną, niezbędna przy codziennym makijażu.
  • Pędzle Hakuro H50S (flat-top) i H21- więcej na ich temat niebawem. 
  • Bronzer + róż Essence SunClub (wersja dla blondynek) #01 Good Morning Sunshine- różu zbytnio nie używam, bo jest za jasny i zbyt perłowy ale bronzer zdecydowanie należy do moich ulubionych, niestety duo nie jest już dostępne w sprzedaży. :( Używam oszczędnie. TUTAJ znajdziecie więcej na jego temat.
  • Puder w kompakcie Synergen #03 Three- osłabiony na blogach i youtubowych kanałach, na mnie nie zrobił jakiegoś większego wrażenia... Miewałam lepsze pudry, choć ten nie jest zły. Posiadam wersję najjaśniejszą, która niestety dość mocno wpada w róż...
Nie zabierałam ze sobą żadnych cieni do powiek, bo nie chciało mi się aż tak kombinować z makijażem, odpuściłam sobie także róż, bronzer na te kilka dni w zupełności mi wystarczył. Wiadomo, trzeba się ograniczać. :)

  • Celia Tropic (niestety zdarł mi się numer :<)
  • Wibo kolekcja różana #1- wygrałam go w rozdaniu i jeszcze Wam o nim nie wspominałam. Przepiękny na stopy!
  • Golden Rose (seria proteinowa) - tutaj też nie znam numerka, również się zdarł...
  • Odżywka Isana wygładzająca z olejkiem z Babassu- mój KWC i ente opakowanie, wracam do niej za każdym razem kiedy dobije dna. TUTAJ możecie przeczytać na jej temat coś więcej.
  • Szampon Herbapol do włosów tłustych- przepisany przez dermatologa, cały czas go używam, nie wyrobiłam sobie jeszcze o nim zdania.
  • Ziaja Intima (konwalia)- kolejny standard, zawsze wracam do tego produktu. 
  • Żel pod prysznic BeBeauty Happy Moments (bambus+ kwiat pomarańczy)- tańszy odpowiednik żelu Nivea. :) Sprawdza się równie dobrze, ślicznie pachnie, jest bardzo kremowy, polubiliśmy się. 
  • Kokosowe masło do ciała Synergen- kupiłam je jakiś czas temu, jeszcze Wam go nie pokazywałam, mam zaległości z haulach. :( W każdym razie masełko jest naprawdę godne polecenia. Cudnie pachnie, super nawilża, kosztuje niewiele. Czego chcieć więcej?
  • Żel micelarny BeBeauty- chyba nie muszę nic pisać na jego temat, bo wspominałam o nim już tysiąc razy. Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać mojej opinii o tym produkcie, odsyłam do recenzji, którą znajdziecie TU.
  • Płyn do demakijażu oczu Kolastyka Refresh- najgorszy płyn jaki miałam... Niesamowicie wysusza i podrażnia okolice oczu, lada moment wyląduje w koszu. Zdecydowanie nie polecam!
  • Tonik Ziaja Bio alesowy- również ente opakowanie, lubię i zawsze do niego wracam.
  • Krem masło kakaowe- niezbędny na noc i po opalaniu. :) Recenzja TU.
  • Krem Kozie Mleko (1 nawilżanie)- na dzień, pod makijaż. Recenzja- KLIK
Nie wzięłam nic pod oczy, bo najzwyczajniej w świecie zapomniałam, ale jakoś się obeszło. :)
Darowałam też sobie wszelkie peelingi do ciała, twarzy i stóp, zajęłam się tym przed wyjazdem.

  • Antypespirant Nieca Caml&Care 48h- (powinnam go umieścić w pielęgnacji ciała, ale zapomniałam...) kolejny kosmetyk kupiony i jeszcze niepokazany, użyłam go zaledwie kilka razy, ale już mogę powiedzieć, że całkiem dobrze się sprawdza. Choć preferuję jednak kulki. 
  • Mgiełka Victoria Secret Love Spell- baaaardzo słodki zapach, który na początku był dla mnie wręcz za słodki, ale ostatnio o go polubiłam. Lekka, plastikowa buteleczka świetnie sprawdza się w czasie wyjazdów, a także wrzucona do torebki. Myślałam o tym, żeby zrobić post o zapachach Victorii Secret, jesteście zainteresowane?
  • Isana Rasier Schaum (Sensitiv, wersja z aloesem)- niedrogi produkt, który dobrze spełnia swoje zadanie.
  • Zmywacz do paznokci Poezja- zmywacz jak zmywacz, zawsze to powtarzam. :)
  • Kremy do rąk Nivea i Dove- oba na wykończeniu, nic tam już prawie nie zostało. Z Dove się nie polubiłam, Nivea był trochę lepszy. Więcej o nim w projekcie DENKO. 
  • Spray przyspieszający opalanie Ziaja masło kakaowe- kocham za zapach, nie mogło go zabraknąć. :) Recenzja TUTAJ.
Różności ciąg dalszy. :)
Zasuwana kosmetyczka, a w niej płatki, patyczki, pomadka ochronna, gumki, spinki, próbki i inne tego typu, niezbędne drobiazgi.

Uff, i to już wszystko, myślałam że nie dobrnę do końca.
Dużo, mało, w sam raz? Jak uważacie? :)

PS. Tęskniliście?

20 sie 2012

Z pamiętnika plażowiczki.

Hej kochane!
Nie odzywam się od piątku i to wcale nie dlatego, że zaszkodził mi nadmiar jodu- jak się niektórzy obawiają (:D), ale po prostu najzwyczajniej w świecie nie mam kiedy pisać. Nawet tutaj, z dala od codziennego pędu, brakuje mi doby...

Co u mnie? Wstaję wcześnie, na śniadanie jadam naleśniki z nutellą, dużo spaceruję, na plaży chłodzę się mrożoną kawą, a popołudniu cieszę podniebienie potrójną porcją lodów o smaku kinder niespodzianki, sernika z rodzynkami i słodkiego latte machiatto. W między czasie zdarza mi się też latać po sklepach w poszukiwaniu niebanalnych nadmorskich zdobyczy. Ostatnio upolowałam na przykład lampion szczęścia, który wraz ze swoimi marzeniami mam zamiar wysłać do nieba. :)

A żeby nie być gołosłowną, na dowód tego wszystkiego, przygotowałam dla Was kilka (dosłownie) zdjęć. Miłego oglądania! :)


źródło: http://fakty.interia.pl

To tylko taka mini porcja na zachętę. Ciąg dalszy oczywiście nastąpi! 

17 sie 2012

Władysławowo '12.

Szybka decyzja, pakowanie w wariackim tempie, kilkugodzinna jazda zupełnie przed siebie, bez obranego miejsca docelowego podróży, mała przerwa na shake'a waniliowego w Mc'u, trochę stania w korkach i jesteśmy.

Póki co świeci słońce, jest umiarkowanie ciepło i o zapowiadanym pełnym zachmurzeniu i opadach przynajmniej na razie zdaje się nie być mowy.


Czas się rozpakować!


PS. TĘSKNIĘ!!!

15 sie 2012

Zasypana pytaniami, czyli moja odpowiedź na TAG.

Za mną kolejny dzień z serii tych "w biegu". Wróciłam do domu późno, w dodatku zmęczona, zła i z pretensjami do całego świata, bo znowu nic nie udało się załatwić... Jak tak dalej pójdzie to chyba nie wyrobię się do tego października.

Z TAGami już się na przykład nie wyrabiam. Przyznaję się bez bicia- dawno nie miałam takich zaległości w blogowych zabawach. Dzisiaj czas na małe ich nadrabianie. :)

TAG- 11 pytań (od Lejdziakowej)

Ile czasu mija Ci od wstania z łóżka do wyjścia do pracy/szkoły w normalny dzień?
Godzina? Na pewno nie więcej. Wstaję od razu po pobudce budzika, szybka poranna toaletka, makijaż, ciut dłuższe wybieranie garderoby, kilka łyków kawy lub herbaty i jestem gotowa. Śniadań tak wcześnie nie jadam.


Ulubiony kolor?
Na to pytanie to już chyba odpowiadałam z tysiąc razy. Nie mam jednego ulubionego koloru. Lubię jasne, stonowane barwy, beże, kremy, szarości, pudrowe róże, biel, granat... i mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Co byś w sobie zmieniła?
Lepiej byłoby zapytać czego bym w sobie nie zmieniła. :D

Palisz? Jeśli nie, to czy przeszkadzają Ci papierosy?
Nie palę i nigdy nie będę palić. Nie wiem czy "przeszkadzają" to nie za duże słowo, ale na pewno nie lubię gdy ktoś pali.

Jakie trzy pierwsze rzeczy kupiłabyś po wygraniu kilku milionów?
Szampana, żeby to opić, najdroższy flakonik perfum o jakim zawsze marzyłam i szpilki- ich nigdy za wiele.


Do jakiej chodzisz klasy (profil)/ jako kto pracujesz?
W tym roku skończyłam liceum (biol-chem), od października studia.

Twoje najlepsze wspomnienie? 
Zapisane w głębi serca, ściśle tajne. :)

Masz takie miejsce gdzie uciekasz, kiedy jest Ci smutno/źle?
Parapet w moich czterech ścianach, albo po prostu łóżko. Poduszka jest dla mnie zdecydowanie najlepszym pochłaniaczem łez i powiernikiem wszystkich smutków.


Twoje ulubione danie?
O swoich ulubionych potrawach pisałam już TUTAJ.

Masz tatuaż? Chcesz mieć? Jaki?
Nie mam, tatuaże mi się nie podobają i na pewno nigdy się na taki nie zdecyduję.

Twoja ulubiona gama zapachowa?
O tym też pisałam już wielokrotnie- uwielbiam słodkie zapachy typu wanilia, czekolada, cynamon, kokos, karmel... Mogłabym otaczać się nimi non stop, przez całe życie, nigdy mi się nie znudzą.


Ciekawa jestem czy odpowiedziałybyście podobnie na któreś w powyższych pytań. Też lubicie słodkie zapachy? A może w przeciwieństwie do mnie zawsze marzyłyście o tatuażu? Zapraszam do dyskusji! :)

12 sie 2012

Wizyta u dermatologa- mini relacja.

Dostaję od Was sporo pytań dotyczących mojej wizyty u dermatologa w zeszłym tygodniu. Pytacie czego się dowiedziałam, jaką diagnozę postawiono, jakie otrzymałam leki i czy włosy przestaną mi wypadać (to akurat sama chciałabym to wiedzieć :<). Postanowiłam zebrać więc najważniejsze informacje w jednym poście, być może będą jakąś wskazówką dla kogoś kto boryka się z podobnym problemem.

Wybrałam dermatologa w Płocku, ale nie będę podawać tutaj żadnych szczegółów typu nazwisko, adres, numer telefonu, jeśli ktoś będzie zainteresowany namiarami, to proszę o kontakt mailowy. :)
W skrócie- po krótkim wywiadzie, obejrzeniu wyników i skóry głowy, Pani Doktor stwierdziła, że włosy wypadają mi od łojotoku (łysienie łojotokowe), co mnie wydało się trochę z księżyca wzięte, bo włosy nie przetłuszczają mi się aż tak bardzo, myję je co drugi dzień... Przyplątał mi się do tego podobno łupież tłusty, a wszystko co do tej pory stosowałam tylko mi szkodziło! Ampułki Radical i olejek Sesa, były za tłuste, szampon Fitoval za mocno drażniący, Seboradin lotion tym bardziej za silny. Nawet łagodny BabyDream mi nie służył, bo ze względu na brak silnych detergentów w składzie nie domywał mi skóry głowy i też pogłębiał problem. Tabletki które stosowałam (Fitoval, magnez) zupełnie nie odpowiednio dobrane do mojego problemu też nie przynosiły rezultatów.
Zamiast tego otrzymałam preparaty cynkowe do łykania, suplement diety Falvit i Visaxinum. Do tego mam myć włosy TYLKO szamponem ziołowym Herbapol do włosów tłustych i zero masek i odżywek na skalp. Usłyszałam też pocieszające- "na pewno nie wyłysiejesz, za dwa-trzy tygodnie zaczniesz zauważać stopniową poprawę".

Zakupiłam od razu trzy butelki szamponu, bo w aptekach w moim mieście jest niedostępny, a nie chcę co tydzień składać zamówienia na DOZie, tym bardziej że jest realizowane od minimum 20 zł, a butelka Herbapolu kosztuje 8,05 zł.


Teraz pozostaje mi tylko stosować się do zaleceń i czekać, czekać i jeszcze raz czekać. Dam Wam znać za te dwa-trzy tygodnie czy poprawa rzeczywiście jest, czy diagnoza okazała się niesłuszna. Trzymajcie kciuki, żeby w końcu, po ponad trzech miesiącach pojawiły się rezultaty i problem zaczął ustępować!

Mam świadomość tego, że post zainteresował pewnie tylko nielicznych i nie każdemu taka tematyka odpowiada, bo nie każdego też dotyczy, ale jeśli to co napisałam miałoby okazać się dla kogokolwiek pomocne, to bardzo się cieszę.

Ściskam Was mocno! :)

10 sie 2012

Pastelowa morela dla lakieromaniaczek i trochę prywaty dla ciekawskich.

Odrobinę Was ostatnio zaniedbuję, mam coraz większe zaległości w śledzeniu na bieżąco naszej blogosfery, a rytuał co dwudniowych postów na moim blogu powoli zaczyna odchodzić w zapomnienie. Wszystko to dlatego, że dużo się ostatnio u mnie dzieje... Tak dużo, że sama za tym wszystkim do końca nie nadążam. Biegam od lekarza do lekarza, szukam mieszkania, co minutę zmieniam plany (i humor :)) i cały czas walczę z tymi moimi nieszczęsnymi włosami. I choć momentami brakuje chwili żeby odetchnąć, zebrać myśli, to taka "gonitwa", życie na wysokich obrotach całkiem mi odpowiada. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie nie ma nic gorszego niż bezczynność... Może właśnie tego było mi trzeba?


W każdym razie wczesny poranek to właściwie jedyny moment w ciągu dnia kiedy mogę napisać dla Was co nieco. Niestety w robieniu zdjęć w miarę na bieżąco też mam zastój, także muszę poratować się jakimiś starociami. :(

Stąd dzisiaj coś dla maniaczek lakierów, szczególnie w pastelowych, wakacyjnych odcieniach.


Lakier Miss Sporty w morelowym kolorze #452 kupiłam prawie miesiąc temu w Rossmannie. Wspominałam Wam o tym w TYM poście. Od tamtej pory użyłam go dwa razy i myślę, że wyrobiłam sobie na jego temat już jakąś opinię.

Za lakierami Miss Sporty przepadam raczej średnio... Głównie dlatego, że strasznie szybko gęstnieją i mają tendencje smużenia. O dziwo odcień #452 całkiem przypadł mi do gustu.

Łatwo się aplikuje, do pełnego krycia potrzebuje dwóch warstwach, choć jakby się ktoś uparł to i jedna grubsza wystarczy. Schnie szybko i bez żadnych wspomagaczy utrzymuje się na paznokciach ponad dwa dni. Jak na moje dotychczasowe doświadczenia z lakierami tej firmy, to naprawdę całkiem niezły wynik. W przypadku miętowego koloru odpryski pojawiały się już tego samego dnia...

Wracając do moreli, zobaczcie jak prezentuje się na paznokciach:

Zdjęcie było robione o ile dobrze pamiętam przy pierwszej aplikacji i wierzcie lub nie, ale od tego czasu paznokcie strasznie mi się wzmocniły i niesamowicie urosły! Nie pamiętam kiedy ostatnio były takie długie, zdrowe i kiedy mogłam nosić na nich frencha. Chyba te wszystkie suplementy diety i witaminy wzmocniły mi nie ten wytwór naskórka co trzeba było. :D

Na koniec miałam zamiar odpowiedzieć jeszcze na TAG, do którego zaprosiła mnie Lejdziakowa (swoją drogą mam chyba z dziesięć zaległych TAGów do zrealizowania, aż wstyd się przyznać :< ), ale boję się że zanudzę Was na śmierć taką długością posta, także wstrzymam się z tym już do następnego razu.

Pozdrawiam Was serdecznie i z góry przepraszam za moją ewentualną nieobecność tutaj w najbliższych dniach. Poprawię się jak tylko wszystko sobie w końcu trochę uporządkuję, obiecuję!

To co... do napisania. :) 

7 sie 2012

O mini zakupach z rozsądkiem.

Choć mój zakupoholizm cały czas nie odpuszcza i wizyta w centrum handlowym/drogerii mogłaby okazać się zbawienna przy moich depresyjnych nastrojach, które łapią mnie od czasu do czasu, staram się nie kupować zbyt wiele, a jeśli już to robić, to zdecydowanie z głową! Oszczędzanie pełną parą. :) Dzisiejsza notka to trochę takie potwierdzenie, że Kasia też czasem jednak potrafi. :)

Te urocze bransoletki dorwałam w Rossmannie, kiedy wracałam z pobrania krwi. Były przecenione z 34,99 zł na 15 zł. :) Grzechem było się nie skusić. Moim zdaniem są prześliczne! No i ta cena. :)

Kolejny mój nabytek do lotion Seboradin Niger- kuracja do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania. Zawiera wyciąg z czarnej rzepy i naturalny ekstrakt z siedmiu ziół. Śmiedzi niemiłosiernie, ale ja jestem w stanie użyć w tym momencie wszystkiego, jeżeli chodzi o zaprzestanie wypadania. Zamówiłam go na DOZie i użyłam póki co dopiero trzy-cztery razy, także nie mogę jeszcze wypowiedzieć się zbytnio na temat jego działania. Choć wydaje mi się, że póki co leci mi po nim jeszcze więcej włosów... Ale może tak musi być? Jeżeli używałyście tego produktu i macie coś do powiedzenia na ten temat, to bardzo chętnie poczytam Wasze komentarze.

Pora na Biedronkę. :) Po obejrzeniu ostatniej gazetki promocyjnej, myślałam że zostawię tam majątek, a jak przyszło co do czego to wyszłam jedynie ze sprawdzonym, ukochanym żelem micelarnym, który jest w stałej ofercie i malinową maseczką do twarzy. Dlaczego? Bo błyszczyków nie lubię i nie używam, róży mam dużo za dużo, bronzer z drobinkami dla mnie odpada, a gama kolorystyczna lakierów okazała się trochę uboga... Ostatecznie nic do mnie jakoś szczególnie nie przemówiło.

O żelu micelarnym BeBeauty pisałam już TUTAJ, także nie będę się rozgadywać na jego temat, wszystkich zainteresowanych odsyłam do recenzji.

Z kolei maseczek nigdy za wiele. :) Ostatnio mam problem z przesuszeniem twarzy (chyba przez te hormony...) i używam ich wyjątkowo namiętnie. Tych z AA nie miałam jeszcze okazji testować. A że maliny kochałam, kocham i kochać będę skusiłam się na wersję intensywnie odżywiającą z olejkiem arganowym i witaminą E. Zapłaciłam za nią 1,99 zł.

I to już wszystko. Jak widzicie wcale nie zaszalałam i wygląda na to, że zakupy z głową są jednak w moim przypadku możliwe. Czasem. :)

A teraz uciekam od komputera, cieszyć się zapachem świeżo zaparzonej kawy i wtorkowego śniadania.


Miłego dnia dla wszystkich!

4 sie 2012

Coś optymistycznego, czyli o wygranych rozdaniach.

Na początku chciałam podziękować Wam za ogromny odzew w związku z poprzednim postem, nie spodziewałam się aż takiej liczby wiadomości, tylu rad i słów wsparcia! To szalenie cieszy i podnosi na duchu. Dziękuję! 

A dzisiaj zgodnie z tytułem, trochę bardziej optymistycznie, bowiem w ostatnim czasie, pierwszy raz od dawien dawna, udało mi się wygrać rozdanie. I to nie jedno, a aż dwa! Jak widać los mi jednak czasami sprzyja. :)
Obie paczki już do mnie dotarły i wprost nie mogłam doczekać się, aby pokazać Wam ich zawartość. Dalsza część notki może powodować działania niepożądane w postaci lekkiego ukłucia zazdrości, ostrzegam. :)


Mini masełko The Body Shop o zapachu różowego grejpfruta (50ml) zgarnęłam u Marty. Zawsze chciałam spróbować czegoś z TBS i sprawdzić na czym polega fenomen tych produktów, ale ich ceny skutecznie mnie odstraszały. Dlatego bardzo ucieszyłam się z tej wygranej. :)
Produktu póki co użyłam raz i szczerze powiedziawszy, uważam że te masła są najzwyczajniej w świecie przereklamowane i nie warte swojej ceny... Na rynku jest wiele produktów równie dobrze nawilżających, o pięknych zapachach i przede wszystkim kilka razy tańszych.
Różowy grejpfrut na pewno zużyję i to z przyjemnością, bo pachnie cudnie, ale z własnej kieszeni na pewno nie skuszę się na nie ponownie. Najzwyczajniej w świecie nie widzę sensu wydawać pieniędzy na coś, co nie jest niezastąpione.


Ci, którzy śledzą mojego bloga dość regularnie i zaglądają od czasu do czasu w zakładkę lista życzeń, wiedzą że o pędzlach Hakuro marzyłam od dłuższego czasu. Wygrana w rozdaniu u Annabelle spadła mi dosłownie z nieba. :) W końcu mam podstawy do kompletowania swojej kolekcji makijażowych pomocników.
Otrzymałam pędzel do podkładu typu flat top- H50S, który jest mniejszą wersją Hakuro H50 oraz pędzelek do konturowania H21. Od wczoraj nie mogę przestać ich oglądać i dotykać, są cudowne!


Flat-topem nałożyłam dzisiaj rano Revlon CS i muszę powiedzieć, że różnica w wyglądzie podkładu na twarzy jest bardzo duża. Wygląda niesamowicie naturalnie, jest bardzo dobrze rozprowadzony, po prostu cud miód i malinka.
H21 z kolei cały czas czeka na swój debiut. Trochę przeszkadza mi jego zapach, bo jest wykonany z włosia naturalnego (o czym wcześniej nie wiedziałam...) i to niestety czuć. Z tego co czytałam też na wizażu "problem" nasila się szczególnie kąpieli, wtedy podobno śmierdzi mokrym psem. No ale zobaczymy, nie ma się co zniechęcać. :)


 Do tematu pędzli na pewno jeszcze wrócę, jak tylko się nimi nacieszę i trochę ich poużywam.

Tymczasem wracam do kuchni skończyć ciasto, bo biszkopt pewnie już dawno zdążył wystygnąć i można zabierać się za resztę. A Wam życzę udanego sobotniego popołudnia! Choć zanim uciekniecie relaksować się po minionym tygodniu i nabierać sił na następny, dajcie znać co sądzicie o produktach TBS i pędzlach Hakuro. Może macie wśród nich jakichś swoich ulubieńców, których moglibyście mi polecić? :)

2 sie 2012

Walka z wypadaniem trwa.

Z wypadaniem włosów walczę już przeszło dwa miesiące i niestety problem cały czas się nasila. Wspominałam już o tym w TYM, a także TYM poście.
Aktualnie w dniu z myciem głowy pozbywam się od 250 (przy dobrych wiatrach) do nawet 400 włosów, bez mycia też wcale nie jest dużo lepiej. :( Wszystkie specyfiki, których do tej pory używałam, a było ich już całkiem sporo, nie przynoszą żadnych rezultatów... Lista poniżej:

* Kuracja SkrzypoVitą (zero efektów po ponad dwumiesięcznej kuracji),
* Ampułki Radical (strasznie podrażniały mi skórę głowy i nasilały wypadanie),
* Olejek Sesa (również nasilał wypadanie, musiałam go odstawić),
* Szampon Fitoval (chyba przyplątał mi się od niego łupież, nie zauważyłam żeby cokolwiek pomagał, ale z kolei kiedy go odstawiam i sięgam po coś innego (np Baby Dream) to włosów leci chyba jeszcze więcej, nie wiem co zrobić z tym fantem),
* Kapsułki Fitoval (cały czas łykam, od ponad 40 dni, na razie brak poprawy),
* Picie pokrzywy (minęło 7 tygodni, na temat pokrzywy pojawi się oddzielny post).


W ostatnim tygodniu robiłam badania krwi, przebadałam się wzdłuż i wszerz. Morfologię mam książkową, żelazo, ferrytyna, elektrolity, wszystko w normie. Podobnie z hormonami, nie można im nic zarzucić, o łysieniu androgennym całe szczęście też nie może być mowy. Problem natomiast pojawił się z tarczycą...

TSH miałam bardzo podwyższone, wydawało się że to na bank niedoczynność, ale dla pewności kilka dni później powtórzyłam wynik, zrobiłam też jeszcze dodatkowo resztę badań tarczycowych (fT3, fT4, przeciwciała TPO) żeby mieć komplet przed wizytą u lekarza i uwaga- TSH spadło mi do prawie normy! Nie mam pojęcia skąd takie duże wahania w tak krótkim odstępie czasu bez żadnych środków farmakologicznych... Czyżby stres?

Przedwczoraj byłam u endokrynologa w Toruniu i właściwie nadal stoję w miejscu. Powiedziała mi, że z tarczycą coś zaczyna się dziać, że niedoczynność na pewno będzie się pogłębiać, ale że problem nie jest na tyle poważny, żeby aż tak bardzo leciały mi włosy... Że to nie tarczyca jest główną przyczyną mojego wypadania, o ile w ogóle nią jest.


Dostałam hormony (Euthyrox N50), witaminę PP, D3 i skierowanie na USG, zobaczymy. Jestem też zapisana do dermatologa na siódmego sierpnia, choć coraz częściej mam wrażenie, że przydałby mi się zamiast tego psychiatra, bo zwyczajnie siada mi już psychika od tych włosów... Ale zrozumieć to  może tak naprawdę tylko ten, kto przez to przechodzi bądź przeszedł, niestety.

Wybaczcie, że wyszedł taki tasiemiec, w dodatku na temat, który na pewno nie każdego zainteresuje, ale potrzebowałam się tym wszystkim tutaj z Wami podzielić. Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca. :*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...