22 kwi 2015

Kobiece nowości z Sheinside.

W ostatnim poście obiecałam, że pokażę Wam trochę nowości ubraniowych, ale zanim zabiorę się za przegląd szafy i tego co ostatnio kupiłam, muszę zrobić jeszcze małą rundkę po centrum handlowym i zorientować się, jaka część z tych nowości jest jeszcze dostępna w sklepach, bo jak się pewnie domyślacie, wiosenną garderobę uzupełniałam na przestrzeni ostatnich kilku(nastu?) tygodni.
Dzisiaj natomiast, zanim zostanę uwięziona na uczelni do samego wieczora, chciałam pokazać Wam nowości z Sheinside, które tym razem dotarły do mnie wyjątkowo szybko, bo po niecałych dwóch tygodniach od momentu złożenia zamówienia. Dzięki uprzejmości Sheinside, wybrałam sobie kolejną skórzaną kurtkę, tym razem w dużo bardziej kobiecym wydaniu niż poprzednio (KLIK) oraz biały, ażurowy sweterek dla siostry. Zobaczcie same:



Czarno-beżowa kurtka skórzana
Rozmiar S


Jestem nią zachwycona, moim zdaniem jest przepiękna i będzie pasować mi do wielu rzeczy. Wybrałam rozmiar S i pasuje idealnie, zgadza się z wymiarami podanymi na stronie, więc warto zwrócić na nie uwagę. Materiał, który połączono z ekoskórą jest dość cienki, więc póki co jest na nią jeszcze trochę za zimno, ale na późniejszą wiosnę i chłodniejsze, letnie wieczory sprawdzi się idealnie. Już widzę ją z czarnymi rurkami, jasną koronkową bluzką i szpilkami w kolorze nude. :)))



Ażurowy biały sweterek
One size


Wybrała go sobie moja siostra, jest bardzo dobrze wykonany (z tyłu wystaje z niego jedna nitka, ale bez problemu można się jej pozbyć) i według mnie wygląda dużo ładniej niż na zdjęciach na stronie. Ma fajny krój (super do spodni z wysokim stanem i szortów) i przyjemny materiał. Jak zaraz zobaczycie, jest dość krótki i występuje tylko w jednym, "uniwersalnym" rozmiarze, więc koniecznie zwróćcie uwagę na wymiary na stronie, bo dla wielu osób może okazać się za mały!


Koniecznie dajcie znać co myślicie, a ja lecę robić owsiankę i powoli zbieram się na zajęcia. Miłego dnia :*

ZOBACZ TAKŻE:
1) Gotowa na wiosnę- nowości z Sheinside.  
2) Nowości z Sheinside.
3) Pierwsze zamówienie z Sheinside. 

MÓJ INSTAGRAM

https://instagram.com/sonnaillee/

19 kwi 2015

Kosmetyczne radości, czyli zakupowo.

Tak jak się obawiałam, (a może bardziej spodziewałam?) proces mojego dziczenia internetowego postępuje. Dni uciekają mi przez palce i chwilami ciężko mi uwierzyć, że od magicznego sylwestra minęły już prawie cztery miesiące. Woda moich blogowych planów pozostała przez ten czas niewzruszona, a mnie coraz bardziej niepokoi i denerwuje ten zastój. Odzywa się we mnie wewnętrzny głos perfekcjonistki, która depcząc mi po piętach uparcie przekonuje, że jak mam robić coś byle jak, to może lepiej nie robić tego wcale? Z drugiej strony nie wyobrażam sobie od tak po prostu zostawić tego miejsca... I pewnie dlatego, pomimo narastającej frustracji i towarzyszącej jej bezsilności, chwytam spróchniałe wiosła moich możliwości i próbuję bywać tutaj jak najczęściej... Z różnym skutkiem.
Od długiego czasu planuję zmierzyć się z postem, w którym opowiem Wam o tym, jak wyglądało moje ostatnie pół roku i odpowiem na najczęściej zadawane przez Was pytania. W tak zwanym między czasie pojawi się też trochę nowości ubraniowych, a także buble i kosmetyczne rozczarowania ostatnich miesięcy. Nie pozostaje mi nic innego, jak poprosić Was o sporą ilość cierpliwości, a sobie życzyć dłuższej doby (albo lepszej organizacji), a teraz zaprosić Was na post zakupowy, czyli mini przegląd kosmetycznych nowości. Miłego czytania!


Zbierałam się z tym postem jak sójka za morze i połowa rzeczy, które kupiłam już dawno jest zdenkowana, dlatego wrócę do nich przy okazji innego posta. Dzisiaj natomiast trochę o tym, co udało mi się pozbierać z czterech kątów mojego mieszkania, choć to więcej niż pewne, że o czymś zapomniałam. ;)

1) Żel pod prysznic i balsam Dove z serii purely pampering pistacja&magnolia- poprzednie opakowania zabrałam  ze sobą do Zakopanego i zaraz po powrocie kupiłam drugi taki sam zestaw. Zakochałam się w tym zapachu (ciepły, otulający i nieziemsko słodki), a jako że pod względem pielęgnacyjnym też nie wypadają najgorzej, jestem bardzo na tak. :)

2) Nawilżające mleczko do ciała Bielenda acai&avokado- nawilżaczy do ciała u mnie pod dostatkiem, ale przyznaję się bez bicia, skusił mnie zapach, promocja i opakowanie z pompką. Jeszcze go nie używałam, zobaczymy jak się sprawdzi.


3) Odżywczy balsam pod prysznic z olejkiem arganowym Eveline- nie jestem fanką balsamów Nivea, bo oprócz tego, że pięknie pachną, nie robią na mojej skórze dosłownie nic. Konkurencja podobno wypada w tej kwestii dużo lepiej, ale po zaledwie kilku użyciach nie wyrobiłam sobie jeszcze zdania. Na plus za pewno super opakowanie z pompką i bardzo dobry skład.

4) Oliwka babydream fur mama- uwielbiam oliwkę Hipp, ale potrzebowałam małej odmiany, więc skusiłam się na tą. Pięknie pachnie, super nawilża, krótko mówiąc sprawdza się bez zarzutu, więc jeśli lubicie tego typu produktu, to zdecydowanie mogę ją Wam polecić.

5) Serum antycellulitowe Perfecta slim fit- nie mam i nigdy nie miałam problemów z cellulitem, ale jako że moja współlokatorka namiętnie używa tego typu produktów twierdząc, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dałam się skusić cenie na do widzenia i wrzuciłam to serum do koszyka. Prawdę mówiąc i tak nie sięgam po nie regularnie...


6) Odżywka regenerująca Nivea intense repair- hit blogosfery, którego wcześniej nie miałam okazji używać. Nie jestem włosowym freakiem, moje włosy (pomijając fakt, że lecą jak szalone) są w bardzo dobrej kondycji i nie wymagają specjalnej pielęgnacji, dlatego też nie wymagam od odżywki zbyt wiele. Ma ładnie pachnieć, nie obciążać włosów i ułatwiać ich rozczesywanie. I ta to wszystko robi, więc jestem zadowolona.

7) Szampon oczyszczający Garnier Ultra Doux cytryna i biała glinka- średnio się z nim polubiłam i raczej do niego nie wrócę, bo pomimo tego, że super oczyszcza skórę głowy i sprawia, że włosy są długo świeże i uniesione u nasady, to koszmarnie je plącze i przesusza. Są takie tępe, matowe i bez wyrazu. Bez odżywki ani rusz...


8) Krem Effaclar Duo (+) La Roche-Posay- krem, który w znacznym stopniu poprawił stan mojej cery, kupiłam już trzecie opakowanie, a to chyba mówi samo za siebie. ;) Więcej opowiedziałam Wam o nim w TYM poście, więc tam odsyłam wszystkich zainteresowanych. Oddzielna recenzja też na pewno z czasem się pojawi.

9) Krem Effaclar K La Roche-Posay- zawiera retinol z kwasami LHA i ma za zadanie zapobiegać nawrotom niedoskonałości. Używam go jako zamiennik Effaclaru Duo, w dni kiedy moja skóra wygląda lepiej i muszę Wam powiedzieć, że cały ten duet sprawdza się u mnie doskonale, cera wygląda po prostu dobrze. Z czasem na pewno opowiem Wam o nim więcej, ale jestem dopiero w połowie pierwszego opakowania, więc to zdecydowanie za krótko na jakąkolwiek recenzję.

10) Płyn micelarny BeBeauty- to już chyba setne opakowanie. ;)

11) Krem nawilżający-matujący 25+ Ziaja- jeden z moich ulubionych kremów na dzień, zużywam, kupuję i tak w kółko. Polecam dla cery problematycznej, idealny pod makijaż. Nie zapycha, nie podrażnia, przyzwoicie nawilża. 

12) Mydło siarkowe antybakteryjne Barwa- moja siostra pozbyła się dzięki temu produktowi całkowicie problemów z trądzikiem, więc próbuję i ja, choć muszę przyznać, że brakuje mi regularności i przekonania, że stosowanie mydła w kostce jest higieniczne... 


13) Krem do rąk Ziaja z proteinami kaszmiru i masłem shea- miałam go już jakiś czas temu i całkiem przyzwoicie sprawdził się jako "krem do torebki", więc przy okazji innych zakupów, wrzuciłam go do koszyka po raz drugi. Zapłaciłam za niego niecałe 3 zł, więc jak za taką cenę jest jak najbardziej w porządku. ;)

14) Lotion do rąk Isana- znalazł się w ulubieńcach ostatnich tygodni, więc jeśli macie ochotę przeczytać na jego temat ciut więcej, odsyłam Was TUTAJ


15) Żel do higieny intymnej Perfecta Femina Balance- jeśli chodzi o produkty do higieny intymnej, to pierwszy raz postawiłam na Perfectę. Do tej pory byłam wierna Ziaji i choć pewnie pozostanę (głównie przez stosunek ceny do jakości i wydajności) to muszę przyznać, że produkt z Perfecty wypada naprawdę bardzo dobrze i nie ma się do czego przyczepić. Jest delikatny, nie podrażnia, ładnie pachnie, a opakowanie z pompką fajnie sprawdza się pod prysznicem. 

16) Żel do golenia Olay Gillette- skusiłam się na niego, bo miał masę pozytywnych opinii w internecie, a moja skóra stała się ostatnio bardzo podatna na podrażnienia, ale muszę Wam powiedzieć, że jak dla mnie to nie różni się on zupełnie od o połowę tańszego żelu do golenia z Isany. Jest fajny, ale nie widzę sensu, żeby przepłacać. ;) 

17) Antyperspirant Rexona- robi to co ma robić i już. Nie jest zbyt wymagająca jeśli chodzi o produkty tego typu, bo wszystkie sprawdzają się u mnie tak samo dobrze.

Chyba dotarłyśmy do końca, więc zamykam laptopa i lecę się pakować, bo lada moment wracam do Bydgoszczy. Miłej niedzieli kochani ;* 

PS. Kupiłyście coś fajnego w ostatnim czasie? :)


MÓJ INSTAGRAM

8 kwi 2015

Cudowna moc olejków? Vis Plantis.

Święta pozwoliły mi złapać duży oddech po ostatnich pędzących dniach, o których powinnam może napisać w pierwszej kolejności, ale zakładając sobie plan bardziej regularnego blogowania (nawet kosztem jeszcze mniejszej ilości snu), wrócę do nich przy następnej okazji.
Zmęczona i szczęśliwa (z naciskiem na to drugie), zapraszam Was dzisiaj na stricte kosmetyczny post, w którym opowiem Wam o serii trzech olejków Vis Plantis, które zostały wypuszczone na rynek przez markę Green Pharmacy.

Otrzymałam je do przetestowania w ramach uczestnictwa w klubie Elfa Pharm, do którego może dołączyć każda z Was, o ile posiadacie bloga. Jeżeli jesteście zainteresowane, po więcej szczegółów odsyłam Was TUTAJ oraz TUTAJ.

Wracając do samych olejków: w skład serii Vis Plantis wchodzą trzy produkty:
  • olejek arganowy do włosów 
  • olejek różany do twarzy
  • olejek macadamia do ciała 

Opakowania o pojemności 30 ml dotarły do mnie zabezpieczone kartonikami, na których znajdziemy informacje o zastosowaniu i składzie produktów:

OLEJEK MACADAMIA:
Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal. Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

OLEJEK RÓŻANY:
Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid,Citronellol, Geraniol

OLEJEK ARGANOWY:
Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid

Zacznijmy od spraw czysto technicznych. ;) Na plus zaliczam opakowanie (zamykane "na klik"), jest praktyczne i wygodne w użytkowaniu. Żałuję natomiast, że olejki dostępne są jedynie w takiej małej pojemności. O ile w przypadku olejku do twarzy czy włosów jest ona jeszcze wystarczająca, to olejek do ciała spokojnie mógłby być dostępny w 100 ml buteleczkach. Nie wiem jak u Was, ale u mnie oliwki/olejki do ciała w okresie zimowym idą dosłownie jak woda...


Z całej trójki najbardziej polubiłam się właśnie z olejkiem macadamia. Strasznie podoba mi się jego zapach i właściwości. Jest lekki, nietłusty i nie brudzi ubrań. Zaaplikowany bezpośrednio po kąpieli, pozostawia skórę wygładzoną, nawilżoną i odżywioną aż do następnego kontaktu z wodą. Pachnie bardzo delikatnie i nienachalnie, jest przyjemny w użytkowaniu, ale niestety szalenie niewydajny. Trzydzieści mililitrów produktu wystarczyło mi na 1,5 tygodnia stosowania co drugi dzień... Biorąc pod uwagę cenę (około 15 zł) nie jest to najlepszy wynik.

Jeśli chodzi o olejek  arganowy, to mam mieszane uczucia. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje na włosach (nakładam go na włosy od ucha w dół, na noc, przed porannym myciem włosów)- są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku, ale niestety obciążone, bez względu na to jakiego szamponu użyję do zmycia olejku... Być może wynika to po prostu z faktu, że mam trzy włosy na krzyż, które w dodatku są cienkie i mają tendencję do szybkiego przetłuszczania się? W każdym razie używanie olejku jako serum np na suche końcówki w moim przypadku już totalnie nie wchodzi w grę...
Duży plus za zapach i wydajność, w tym przypadku jest ona zdecydowanie na plus.

Najmniej natomiast spodobał mi się olejek różany. Pomijając już fakt, że nie mogę znieść różanego zapachu, który dla mojego nosa jest wyjątkowo drażniący, to po prostu średnio zauważam dobroczynne działanie tego produktu. Używałam go jako dodatku do maseczek i glinek, zapobiegał ich wysychaniu i sprawia, że w czasie aplikacji nie towarzyszy nam uczucie ściągniętej skóry, ale pod względem działania serum olejkowe z Biochemii Urody czy Starej Mydlarni bije ten produkt na głowę. Olejek różany z założenia ma być prawdziwym panaceum na problemy skóry suchej i wrażliwej. Moja jest tłusta, trądzikowa, podejrzewam że u posiadaczek suchych skórek czy delikatnych podrażnień mógłby sprawdzić się lepiej.
Uprzedzając Wasze pytania, nie zapchał mnie i nie zauważyłam w czasie jego stosowania żadnego wysypu niedoskonałości, ale spektakularnego odżywienia czy poprawy stanu skóry również nie...




Podsumowując- z przyjemnością kupiłabym olejek macadamia w większej pojemności, jeśli chodzi o pozostałe dwa, to raczej nie zostaną ze mną na dłużej.

A jak jest z Wami? Stosujecie olejki w swojej codziennej pielęgnacji twarzy, ciała i włosów? Macie swojego ulubieńca w tej kategorii? Co myślicie o serii Vis Plantis? Skusiłyście się, macie zamiar?

Dobrej nocy :*

MÓJ INSTAGRAM

 Skład: Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid,Citronellol, Geraniol

3 kwi 2015

Marcowy projekt denko: garść mini recenzji.

Okres świąteczny sprezentował mi kilka dni wolnego, porzuciłam więc Bydgoszcz, farmację, myślenie o obowiązkach i przyjechałam do rodzinnego domu i do rodziców. Nigdzie nie odpoczywam tak, jak tutaj. Szykujące się do zajścia słońce, którego ostatnio jak na lekarstwo, zagląda do okien, a ja delektuję się spokojem znajomych ścian i maminymi pierogami z serem. Są prawie tak dobre jak babci.

Was natomiast uraczę dzisiaj marcowym projektem denko, na którego napisanie cieszyłam się od początku tygodnia. Wcale nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubionych postów na Waszych blogach. Zapraszam na garść mini recenzji!


Spod prysznica wyniosłam w tym miesiącu aż trzy puste opakowania, z których najlepszym pod względem skrywanej zawartości okazał się być
  • kremowy żel pod prysznic marki Dove o zapachu wanilii i masła shea. Pięknie pachnie i charakteryzuje się gęstą, kremową formułą, dzięki której nasza skóra nie będzie wołała pić, nawet jeśli raz czy dwa zapomnimy sięgnąć po balsam. ;) Żel był bardzo wydajny i miałam wrażenie, że używam go już całe wieki. Generalnie bardzo się z nim polubiłam i jestem więcej niż pewna, że gdy przebrnę w końcu przez skumulowane zapasy podobnych produktów tego typu, wrócę do niego z niemałą przyjemnością. Polecam! 
  • żel pod prysznic Alpen-Gluck Isana-  żele Isana mają pewnie tyle samo zwolenników co i przeciwników. Ja je lubię, bo są niedrogie, mają ładne zapachy, a moja skóra nie jest bardzo wymagająca. Moim faworytem jest wersja olejkowa z gruszką i melonem, nie tylko pod względem zapachu ale i przyjemnej konsystencji. Alpen-Gluck w przeciwieństwie do poprzedników, których miałam okazję używać, pachniał niestety bardzo chemicznie i zdecydowanie nie trafia do mojej prywatnej "isanowej czołówki". Z tego co wiem, była to edycja limitowana, więc pewnie nie znajdziecie jej już na półkach, ale szczerze powiedziawszy nie specjalnie jest czego żałować. ;) 
  • pianka do higieny intymnej Facelle- fajna odmiana od typowych żelowo-kremowych produktów tego typu. Sprawdziła się bez zarzutu i była bardzo wydajna, a biorąc pod uwagę niską cenę (dorwałam ją za mniej niż 5 zł) tym bardziej jestem na tak. Bardzo polecam!
  • płyn micelarny BeBeauty- kupuję, zużywam, kupuję, zużywam i tak w kółko. Jakikolwiek dodatkowy komentarz jest chyba całkowicie zbędny. ;)
  • płyn micelarny Biały Jeleń- znalazłam go w którymś z pudełek ShinyBox i muszę Wam powiedzieć, że sprawdził się bardzo, bardzo fajnie. Był delikatny, dobrze radził sobie z demakijażem oczu, nie podrażniał ich i najzwyczajniej w świecie spełniał swoje zadanie. Nie mam mu nic do zarzucenia. 
  • krem redukujący podrażnienia do skóry z trądzikiem różowatym Ziaja Med- przyjemny krem na dzień, który poleciłabym posiadaczkom skóry z niedoskonałościami. Jest lekki, szybko się wchłania i bardzo dobrze współgra z podkładami. Ma lekko żółtawą barwę przez co delikatnie niweluje wszelkiego rodzaju zaczerwienienia i podrażnienia. Przyjemnie nawilża, a jednocześnie nie szkodzi cerze- nie zapycha jej i nie podrażnia. Nie zauważyłam by w jakiś pozytywny sposób wpływał na trądzik czy naczynka, ale jest bezpieczny dla mojej kapryśnej cery i za to go lubię. Ma nie najgorszy skład, dostaniecie go w aptekach i sklepach firmowych Ziaji za około 13-14 zł. Jeśli szukacie czegoś niedrogiego do stosowania na co dzień, przyjrzyjcie mu się bliżej. Ja jestem naprawdę miło zaskoczona. :) 
  • płyn micelarny Lierac- jak widzicie płyny micelarne idą u mnie jak woda. ;) Ten, pod względem szybkości pozbywania się maskary, cieni i czarnego linera jest moim dotychczasowym numerem jeden. Niestety, czar pryska w momencie oderwania wacika od skóry powiek, chwilami miałam poważny problem ze zniesieniem pieczenia i łzawienia po użyciu tego kosmetyku, przy czym moje oczy nie są specjalnie wrażliwe... Biorąc pod uwagę zawrotną cenę, którą musimy zapłacić za pełnowymiarowe opakowanie tego produktu, nie polecam Wam jego zakupu. Opakowanie sobie zostawiam, przyda się na jakiś wyjazd. ;)
  • pianka do golenia Isana- stały bywalec z mojej łazience. Mam już kolejne opakowanie. ;)
  • antyperspirant Dove
  • antyperspirant Adidas- tak jak wielokrotnie Wam już wspominałam, nie jestem szczególnie wymagająca jeśli chodzi o produkty tego typu, bo właściwie wszystkie sprawdzają się u mnie tak samo dobrze. Z obu byłam zadowolona, choć biorąc pod uwagę formę aplikacji, chyba jednak preferuję wersję "w kulce". 
  • zmywacz do paznokci Isana- zmywacz jak zmywacz. Ten jest niedrogi, wydajny i dostępny w każdym Rossmannie. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję. 
  • oliwkowa maska kaolinowa z cynkiem Ziaja- odkąd zakochałam się w glinkach, drogeryjne maseczki nie robią na mnie niestety żadnego wrażenia. Przyjemna aplikacja, fajna konsystencja, ładny zapach, ale raczej nic poza tym. Nie zauważyłam żadnego zbawiennego wpływu na moją skórę i raczej nie skuszę się na kolejne opakowanie. 
  • łagodzący krem pod oczy Sylveco- całkiem przyjemny, próbka wystarczyła mi na 8 aplikacji, bardzo możliwe, że skuszę się na pełnowymiarowy produkt.
  • biosiarczkowy szampon do włosów Balneokosmetyki- o ile żel do mycia twarzy tej marki mnie oczarował, o tyle szampon był po prostu w porządku. Dobrze oczyszczał włosy i generalnie nie mam mu nic do zarzucenia, ale nie czuję potrzeby zamawiania kolejnego opakowania. 
  • serum pod oczy Age Performance Rival de Loop- według mnie bardzo kiepski produkt, który pomimo fajnego składu właściwie nic nie robi i równie dobrze można by nie stosować go wcale. Dla mnie to taka trochę gęstsza woda, szkoda pieniędzy i zachodu. Nie polecam. 
Wzięło mnie ostatnio na nadrabianie zaległości w kinematografii, dlatego tym niezbyt przyjemnym akcentem żegnam się z Wami (ale nie na długo!) i lecę odpalić jakiś dobry wyciskacz łez.
Życzę Wam wesołych świąt, dużo uśmiechu, rodzinnej atmosfery i więcej słońca, bo wszystkim Nam potrzeba naładować wyczerpane po zimie akumulatory. Trzymajcie cię ciepło, do napisania niebawem! :))


PS. Miałyście okazję używać któregoś z bohaterów dzisiejszego posta?

MÓJ INSTAGRAM
https://instagram.com/sonnaillee/

27 mar 2015

Gift of love & Girl on fire

Trochę za dużo, trochę za szybko. Ostatnio mój świat przysłoniła niemała plama zmęczenia i stresu. Zdarzyło mi się zaciskać łzy pod powiekami, kulić się pod kołdrą i kląć jak szewc, a przeładowana głowa z utęsknieniem czekała na piątek i chwilę wytchnienia, by dać w końcu wcisnąć się beztroskim myślom. Upragniony weekend w końcu nadszedł i dziś jest już trochę lepiej, choć nerwy nadal chowają się po kątach. Ale nie narzekam... Z każdym kolejnym dniem jestem o krok dalej i wyżej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Małe-wielkie sukcesy sprawiają, że sięgam po więcej, a przez palce przepływa błoga satysfakcja. Marzę tylko o tym, by czas płynął trochę wolniej, a sny były trochę lepsze. I by wiosna w końcu zadomowiła się u nas na dobre. Póki co, przystosowuję się do deszczowej aury i pozawijana w koc, bluzę i herbaciane opary, zapraszam Was na krótką prezentację zawartości pudełek ShinyBox- walentynkowego i marcowego. Jestem ciekawa czy takie dwumiesięczne zestawienie przypadnie Wam do gustu i która wersja boxa spodoba Wam się bardziej. Zapraszam do czytania!

GIFT OF LOVE- ShinyBox luty 2015

  • Żel pod prysznic werbena FM GROUP (produkt pełnowymiarowy 20 zł/250 ml)
  • Drożdżowa maska do włosów Bania Agaffi (produkt pełnowymiarowy 13 zł/300 ml)
  • Krem pod oczy Creme Bare (produkt pełnowymiarowy 69 zł/15 ml)
  • Kolagenowe serum do paznokci Syis (produkt pełnowymiarowy 35 zł/10 ml)
  • Ekspresowa maska sheakerowa Yasumi (produkt pełnowymiarowy 20 zł/zestaw)
  • Mydło naturalne Biały Jeleń (produkt pełnowymiarowy 6zł/85 g)
+ próbki maseł do ciała z nowej serii Farmony 

Walentynkowe pudełko uważałabym za całkiem udane, gdyby nie fakt, że otrzymałam chyba najgorszą z dostępnych wersji tej edycji. Gdybym zamiast żelu pod prysznic Fm Group (w dodatku o zapachu, którego nie lubię) znalazła kosmetyk TBS (żel pod prysznic lub masło) i trafiła na inną wersję shakerowej maseczki (moja zawiera komórki macierzyste i przeznaczona jest do skóry dojrzałej...) pewnie moja opinia byłaby bardziej pochlebna. ;) Tymczasem cieszy mnie jedynie obecność maski drożdżowej i próbki maseł do ciała. Z kremu pod oczy byłam zadowolona do momentu kiedy nie wywołał  on na fanpagu ShinyBox lawiny negatywnych opinii o niesamowitym podrażnianiu okolic oczy. Teraz szczerze powiedziawszy boję się go używać... Jeśli chodzi o serum do paznokci, to nie używam tego typu produktów, jest mi ono zupełnie zbędne. Natomiast mydło Biały Jeleń jest dla mnie totalną klapą...
Podsumowując- trochę mało walentynkowo. Widziałabym tu raczej jakiś balsam do ciała o smakowitym zapachu, nawilżający olejek, maskarę, próbkę perfum czy czerwony lakier do paznokci.

GIRL ON FIRE- ShinyBox marzec 2015 


Pudełko marcowe według mnie również nie powala na kolana... Jego zawartość miała zapewnić nam zmysłowość, energię i pewność siebie. Produkty miały propagować kobiecość i podkreślać naszą zmysłową naturę. Chyba średnio ma się to do rzeczywistości...
  • Czysty olejek z awokado Delawell (produkt pełnowymiarowy 22 zł/30 ml)
  • Biała glinka Mokosh (produkt pełnowymiarowy 23 zł/200 ml)
  • Krem do stylizacji włosów Goldwell (miniaturka, 57 zł/75 ml)
  • Czarna kredka do oczu Etre Belle (produkt pełnowymiarowy 38zł/sztuka)
  • Skarpetki SPA do stóp Świt Pharma (produkt pełnowymiarowy 15 zł/opakowanie) 
+ gratis mydło w kostce Dove

Cieszy mnie obecność skarpetek, lubię dbać o swoje stopy, więc chętnie sprawdzę co to za cudo. Z przyjemnością przetestuję też białą glinkę (moim faworytem w tej kategorii jest Organique) i olejek z awokado. Czarna kredka do oczu zawsze się przyda, natomiast jeśli chodzi o kolejne mydło i krem do stylizacji włosów, to niestety jestem na nie.

A wy co myślicie o dwóch ostatnich edycjach pudełka ShinyBox? Która z nich wypada według Was lepiej? Ja w tym miesiącu muszę stwierdzić, że propozycja konkurencji bardziej przypadła mi do gustu.

Zostawiam Was z tymi pytaniami, a sama lecę na obiad i zabieram się za stertę notatek do uporządkowania, która złowrogo spogląda na mnie z podłogi. Miłego weekendu kochani! Oby do Świąt! :)))


MÓJ INSTAGRAM

http://instagram.com/sonnaillee
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...