1 wrz 2014

Ulubieńcy sierpnia!

W zeszłym roku początek września zdecydowanie mi nie sprzyjał, w tym zaczyna się za to zupełnie cudownie. Wszystko jest jakieś... lepsze. :) Panujące za oknem pseudolato, któremu coraz bliżej do stuprocentowej jesieni, usprawiedliwia mój leniwie spędzony weekend. Pochłaniam zaległe odcinki tvnowskich seriali i uprawiam ostry biblioteking, by zdążyć ze wszystkimi ciekawymi pozycjami przed początkiem października, kiedy to pochłonie mnie chemia leków i zredukuje do minimum czas na czytanie do poduszki. ;) Póki mam go jednak jeszcze trochę w zanadrzu, zapraszam Was na kolejny post z dużą dawką kosmetycznych rewelacji. Mam nadzieję, że wypatrzycie dla siebie coś ciekawego, dzisiaj w głównej roli ulubieńcy sierpnia. Miłego czytania! 


1) WODA TERMALNA URIAGE
Mam wrażenie, że trąbię Wam o niej na okrągło, ale w sierpniu sięgałam po nią jeszcze częściej niż zazwyczaj. Idealnie sprawdziła się w czasie wakacyjnego wyjazdu jak i po powrocie, kiedy wdrożyłam się w bardziej przeciwtrądzikową pielęgnację (o której na razie nie jestem jeszcze w stanie zbyt wiele Wam powiedzieć). Świetnie koi podrażnienia i łagodzi skórę, zresztą co ja się będę powtarzać, odsyłam Was do recenzji -> KLIK

2) ŻEL-OLIWKA POD PRYSZNIC LIRENE (OLIWKA Z BAWEŁNY)
W lipcu wychwalałam pod niebiosa ananasowy żel z Balea, w sierpniu natomiast zauroczył mnie ten produkt. :) Przepięknie pachnie! Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że ja, miłośniczka wszystkiego co kokosowe i waniliowe, zakocham się w takim delikatnym i neutralnym zapachu, to chyba puknęłabym się w głowę. A jednak! :) Strasznie polubiłam ten żel i na pewno jeszcze nie raz zagości w mojej łazience. Nie zauważyłam co prawda żadnych szczególnych właściwości pielęgnacyjnych, ale tak jak wiele razy powtarzałam, nie wymagam ich od produktów tego typu. Grunt, że nie przesusza skóry i dobrze spełnia swoje zadanie. Bardzo polecam!

3) LEKKI KREM OCHRONNY ALANTAN DERMOLINE
Wspominałam Wam o nim przy okazji ostatniego posta i w przeciągu ostatnich trzech dni, nie zmieniłam o nim zdania: 
Zawiera alantoinę i d-panthenol, jest bardzo delikatny, ma prosty skład i dobrze sprawdza się przy cerze problematycznej. Rzeczywiście jest lekki, szybko się wchłania, nie obciąża skóry, nie zapycha porów i choć nie wykazuje jakiegoś nadzwyczajnego działania, to dobrze nawilża skórę. Dla mnie to fajna alternatywa dla kremu na dzień w dni, kiedy się nie maluję lub nie wychodzę z domu. Niekoniecznie lubię stosować go pod makijaż, bo pozostawia na skórze taką delikatnie tępą (? nie jestem pewna, czy to dobre określenie) powłoczkę, ale jako kojący przerywnik od typowo anty trądzikowej pielęgnacji sprawdza się idealnie. Dostaniecie go w aptekach za przysłowiowe grosze. :)

4) OLIWKA HIPP 
Oliwka gości na moim blogu już też nie po raz pierwszy, to mój kosmetyczny niezbędnik w sezonie jesienno-zimowym. :) Jako, że niebawem upływa jej termin przydatności, a upały na dobre nas opuściły, używałam jej namiętnie przez całą drugą połowę sierpnia i co tu dużo mówić, po raz kolejny się zachwycam. Nie pamiętam kiedy ostatnio moja skóra była tak ładnie nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Uwielbiam jej zapach (zresztą nie tylko ja, bo nawet mój facet wiecznie zwraca na niego uwagę :P), skład i to jak dba o moje ciało, bardzo polecam, jeśli jeszcze jej nie znacie. :)

5) TUSZ DO RZĘS FALSE LASH WINGS L'OREAL
W sierpniu mój makijaż bardzo często ograniczał się tylko do tej maskary. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje i jego trwałość, tusz trzyma się na rzęsach w nienagannym stanie naprawdę cały dzień. Poświęciłam jej cały oddzielny post, w którym pokazałam jak wygląda na moich cienkich i ledwo widocznych rzęsach, więc jeśli jesteście zainteresowane, odsyłam Was tutaj -> KLIK

6) LAKIER DO PAZNOKCI GLAZEL #600
Znalazłam go w ShinyBoxie i zakochałam się w tym kolorze (rozbielony, pudrowy róż). Co prawda lakier jest dość trudny w obsłudze, bo trochę smuży i do pełnego krycia potrzebuje aż trzech warstw, ale efekt jaki daje i to jak długo trzyma się na moich paznokciach wywołuje u mnie zachwyt. :) Odcień idealny do szkoły, pracy i na tak zwane większe okazje, teraz co prawda trochę go sobie oszczędzam (jest dość drogi, kosztuje 25 zł ), ale od października zamierzam męczyć go w kółko. Dajcie znać co myślicie!



Jeśli przegapiłyście post z poprzedniego miesiąca, zostawiam Wam na dole link do niego. Warto tam zajrzeć, bo nadal z wielką przyjemnością używam wszystkich produktów, o których Wam w nim opowiedziałam (z wyjątkiem dwóch, które niestety dotknęły już dna, ale o nich w projekcie denko ;)).

Odkryłyście w sierpniu coś ciekawego? Po jakie kosmetyki sięgałyście ostatnio najczęściej? 

29 sie 2014

O zaległych zakupach pierwszej potrzeby.

Gorączka odpuściła i czuję się dziś znacznie lepiej, nie ma więc opcji bym pozwoliła Wam czekać na ten post nawet jeden dzień dłużej. :)
Lubicie haule zakupowe? Ja bardzo, ale tak jak lubię je czytać, tak sama mam problem z ich regularnym publikowaniem. Początki znajomości z niektórymi z bohaterów dzisiejszego posta sięgają nawet końcówki czerwca... Wiele z nich to tak zwani stali bywalcy, którzy goszczą w mojej kosmetyczce już nie po raz pierwszy, ale pojawi się też kilka kosmetycznych debiutów, także mam nadzieję, że zarówno nowi, jak i starzy czytelnicy bloga, znajdują w tym poście coś dla siebie. Zapraszam do czytania!


Kiedy przytargałam to wszystko z łazienki, doszłam do wniosku, że pojęcie "kosmetyki pierwszej potrzeby" sprawdzi się w tym przypadku idealnie. ;) Dzisiaj w stu procentach o podstawowej, niedrogiej i łatwo dostępnej pielęgnacji, zaczynamy!


EMULSJA DO MYCIA TWARZY GRANAT I ALOES ALTERRA 

Choć robi furorę w blogosferze, ja długi czas nie mogłam się do niej przekonać. Zupełnie nie nadaje się do demakijażu, jest rzadka, a przy tym koszmarnie niewydajna, ale muszę przyznać, że do porannego oczyszczania twarzy i tak zwanego "drugiego mycia" sprawdza się naprawdę dobrze. Rozprowadzam ją na suchej skórze, bez użycia wody, nadmiar usuwam przy użyciu płatka kosmetycznego, a następnie spłukuję. Emulsja jest delikatna, łagodna i ma bardzo przyjemny skład, ale zdecydowanie trzeba się do tego produktu przyzwyczaić. Nie zauważyłam zapychania ani podrażnienia, prawdopodobnie skuszę się na nią ponownie. Szukajcie jej w Rossmannach, opakowanie o pojemności 125 ml kosztuje mniej niż 9 zł. :)

LEKKI KREM OCHRONNY ALANTAN DERMOLINE 

Zawiera alantoinę i d-panthenol, jest bardzo delikatny, ma prosty skład i dobrze sprawdza się przy cerze problematycznej. Rzeczywiście jest lekki, szybko się wchłania, nie obciąża skóry, nie zapycha porów i choć nie wykazuje jakiegoś nadzwyczajnego działania, to dobrze nawilża skórę. Dla mnie to fajna alternatywa dla kremu na dzień w dni, kiedy się nie maluję lub nie wychodzę z domu. Niekoniecznie lubię stosować go pod makijaż, bo pozostawia na skórze taką delikatnie tępą (? nie jestem pewna, czy to dobre określenie) powłoczkę, ale jako kojący przerywnik od typowo anty trądzikowej pielęgnacji sprawdza się idealnie. Dostaniecie go w aptekach za przysłowiowe grosze. :)

WODA TERMALNA URIAGE

Kolejne (chyba już czwarte lub piąte) opakowanie, więcej o niej opowiadałam Wam w TYM poście.


NAWILŻAJĄCY ŻEL MICELARNY BEBEAUTY

Opinie na jego temat są skrajnie różne, u mnie sprawdza się bez zarzutów i wracam do niego za każdym razem, kiedy mój portfel potrzebuje odetchnąć. :) Jest niedrogi, wydajny, łatwo dostępny i w moim przypadku robi to co do niego należy. Używam go zarówno do demakijażu twarzy, jak i oczyszczania jej z resztek kosmetyków po nocy, w obu przypadkach zasługuje u mnie na piątkę. Więcej o nim w TYM poście.

POMADKA OCHRONNA VITAMIN SHAKE NIVEA

Lubię pomadki Nivea, całkiem fajnie dbają o moje usta. Ta pachnie malinową mambą i nadaje ustom delikatnego różowego koloru, więc na lato sprawdza się bardzo fajnie. Polecam!

PŁYN MICELARNY BEBEAUTY 

Dobry, niedrogi płyn micelarny, był czas kiedy mnie podrażniał, ale teraz sprawdza się bez zarzutu. Non stop kupuję koleje opakowania.


PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ ZIAJA INTIMA (wersja MIGDAŁ)

W tej kategorii Ziaja wiedzie u mnie prym, chyba nie ma produktu, który by się u mnie nie sprawdził. Olbrzymia butla, śliczny zapach, bardzo przystępna cena, nie mam się do czego przyczepić.

KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC HAPPY MOMENTS BEBEAUTY

Tańszy, a równie dobry zamiennik słynnego żelu Happy Time marki Nivea. Uwielbiam za zapach, konsystencję i śmiesznie niską cenę i bardzo, bardzo polecam. Dla mnie ten produkt pachnie wakacjami i bardzo przyjemnie mi się kojarzy. :)

PIANKI DO GOLENIA ISANA

Kolejny ulubieniec za grosze, nie widzę sensu żeby przepłacać za droższe produkty tego typu.


SZAMPON PRZECIWŁUPIEŻOWY DO SKÓRY ŁOJOTOKOWEJ PHARMACERIS 

Lubię szampony Pharmaceris, a to jest zdecydowanie najlepiej oczyszczająca skórę głowy wersja, do której wróciłam po raz drugi. Jeśli szukacie super wydajnego, aptecznego szamponu, który nie podrażni Waszej skóry głowy, ale ładnie ją oczyści i nie przesuszy przy tym włosów, to bardzo Wam ten produkt polecam. Nie zauważyłam spektakularnego działania przeciwłupieżowego, ale też nie w takim celu go kupiłam. Z czystym sercem mogę polecić Wam również wersję do włosów wypadających i osłabionych, a także wersję kojącą do skóry przesuszonej i wrażliwej, obie sprawdziły się równie dobrze jak powyższa. Polecam polować na promocje, albo przejrzeć apteki internetowe, tam można dorwać go sporo taniej. :)

ODŻYWKA ISANA Z EKSTRAKTEM Z BAWEŁNY

Swego czasu byłam zakochana w niedostępnej już odżywce z olejkiem z Babassu, a jako że ta została w blogosferze okrzyknięta jej godną następczynią, postanowiłam spróbować. Muszę jednak przyznać, że mimo niskiej ceny (zapłaciłam za nią bodajże 3 zł) nie przypadła mi do gustu... Na moich włosach nie robi kompletnie nic i równie dobrze mogłabym nie używać jej wcale. Przyjemnie pachnie, ale niestety nic poza tym. Dajcie znać jakie Wy macie zdanie na jej temat, jestem ciekawa jak sprawdza się u Was.

MASKA DO WŁOSÓW SŁABYCH ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA BIOVAX

Sama się sobie dziwię dlaczego tak długo zwlekałam z jej zakupem... Wychodziłam z założenia, że po pierwsze tego typu produkt obciąży moje pięć włosów na krzyż, po drugie zakodowałam sobie w głowie, że nakładanie maski na skórę głowy w przypadku włosów wypadających na potęgę jest kiepskim rozwiązaniem i przyniesie mi więcej szkody niż pożytku. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o wzmocnienie włosów i ich wpływ na wypadanie nie zauważyłam żadnych rezultatów. Ale również strat, z czego jestem bardzo zadowolona. :) Dodatkowo maska przepięknie nawilża włosy i skórę głowy, włosy są wygładzone, miękkie, sypkie i świetnie się rozczesują. Nakładam ją pod czepek i ręcznik na około pół godziny raz w tygodniu i na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie. Z tego co kojarzę jest teraz na promocji w SuperPharm, także koniecznie tam zajrzyjcie jeśli macie na nią ochotę. :)

I to już wszystkie zakupowe zaległości, o których koniecznie chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć. Dajcie znać, czy używałyście któregoś z bohaterów dzisiejszego posta, może jest wśród nich Wasz ogromny ulubieniec, albo totalny bubel na który nie skusicie się ponownie? Najbardziej ciekawi mnie Wasza opinia o odżywce Isana i emulsji z Alterry, dajcie znać jak się u Was sprawdzają.

Ja wracam do książki, bo przede mną już tylko miesiąc wakacji, a książkowych zaległości do nadrobienia znacznie więcej. :) Ściskam!

26 sie 2014

Sierpniowe pudełko ShinyBox.

Zakatarzona i z bolącym gardłem, tęsknię dziś za ciepłym słońcem i dniami, kiedy dłonie nie były wiecznie zimne. Jeszcze niedawno wygrzewałam się nad naszym polskim morzem, a od wczorajszego wieczoru męczę się ze wstrętnym przeziębieniem, które w zmowie z deszczową aurą za oknem, uparcie daje do zrozumienia, że jesień coraz bliżej. Lubię jesień, ale jeszcze nie czas dla niej. Chłodne podmuchy, zmienne nastroje i przytulne schronienie ciepłej kuchni, mogłyby poczekać co najmniej do października...

Ekipa ShinyBox jest chyba podobnego zdania, bo zawartość sierpniowego boxa została dobrana w taki sposób, by pozwolić Nam poczuć kojący dotyk odżywczej pielęgnacji na rozgrzanej słońcem skórze. W środku znalazłam pięć produktów, z czego tylko jeden jest kosmetykiem pełnowymiarowym. Jeśli jesteście ciekawe o czym mowa, zapraszam do dalszej lektury!


1) Krem intensywnie nawilżający BANDI- nie miałam wcześniej styczności z tą marką, także chętnie wypróbuję ten produkt, tym bardziej że właśnie kończy mi się krem Alantan. Bardzo podoba mi się opakowanie, zobaczymy czy zawartość będzie równie udana.

2) Serum koncentrat piękna DERMIKA- potrójna technologia korekcji zmarszczek, to niekoniecznie produkt dla dwudziestolatki, ale moja mama po zużyciu 5ml zakochała się w tym serum i zażyczyła sobie pełnowymiarowe opakowanie. Dla mnie to niestety niezbyt trafiony produkt. 

3) Odświeżająca mgiełka chłodząca do nóg YASUMI-  miałam okazję współpracować z marką Yasumi i bardzo cenię sobie ich produkty, ale przyznam szczerze, że obecność mgiełki w edycji sierpniowej, nie przyjęłam z jakimś wielkim entuzjazmem, nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to zwyczajnie zbędny kosmetyk. Zdecydowanie fajniej byłoby gdyby w pudełku znalazła się miniatura genialnego peelingu do ciała (KLIK) lub chociażby maseczka, o której opowiem Wam na dniach. 

4) Konturówka do brwi GLAZEL (produkt pełnowymiarowy)- jestem bardzo na tak, kolor o dziwo bardzo mi pasuje, a sama kredka po pierwszych testach miło mnie zaskoczyła, fajnie że znalazła się w pudełku.

5) Masło do ciała z olejkiem arganowym THE BODY SHOP- jakiś czas temu używałam masła grejpfrutowego z TBS i jakoś szczególnie mnie nie zachwyciło, pokusiłam się nawet o stwierdzenie, że to produkt totalnie przereklamowany, ale muszę przyznać, że to ma zupełnie inną, gęstszą i znacznie bogatszą konsystencję, w dodatku pięknie pachnie i mam ochotę dać tej marce drugą szansę. Mam zamiar używać go do stóp, zobaczymy jak się sprawdzi, jestem bardzo ciekawa.

W pudełku znalazłam dodatkowo cztery próbki.


Podsumowując, trzy produkty bardzo przypadły mi do gustu, pozostałe dwa w moim przypadku są niezbyt trafione. Gdybym zapłaciła za to pudełko 49 zł, byłabym jednak chyba trochę zawiedziona... A jakie Wy macie zdanie na ten temat?

OGÓLNA OCENA: 3/5

Dajcie znać co Wy myślicie o sierpniowym ShinyBoxie, z których kosmetyków ucieszyłybyście się najbardziej? Zamówiłyście edycję sierpniową, czy może wręcz przeciwnie stronicie od boxów?


Odpalam serial i wracam do łóżka, życzcie mi szybkiego powrotu do zdrowia, bo w czwartek czeka mnie mała rodzinna impreza i muszę być na siłach. :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Zakatarzona ;)

23 sie 2014

Wakacyjna kosmetyczka- letni makijaż.

Zgubiłam gdzieś przedwczoraj wenę twórczą, a w końcu bez niej ani rusz. Z jednej strony trochę żałuję, że zaniedbałam archiwa i obiecany post się nie pojawił, z drugiej lubię to, że tu nic nie muszę. Okropna pogoda za oknem też nie sprzyja tworzeniu. Świat rozmazuje się w deszczu już drugi tydzień z rzędu, a ja- rasowy zmarzluch z niedomagającą tarczycą, mam ochotę zaszyć się pod kocem i nie wystawiać z niego nosa dopóki nie zrobi się trochę cieplej.

Na przekór iście jesiennej pogodzie zapraszam Was dzisiaj na ciąg dalszy przeglądu mojej wakacyjnej kosmetyczki. Mam zamiar pokazać Wam jakie kosmetyki kolorowe zabrałam ze sobą na wyjazd, a przy okazji opowiedzieć trochę o tym, jak najczęściej maluję się latem. Mam nadzieję, że post przypadnie Wam do gustu, a może i uda się przywołać nim jakieś resztki lata? :) Zapraszam do czytania!


Skłamałabym mówiąc, że na wakacjach w ogóle się nie maluję. O ile na plażę swój make up ograniczam do tuszu do rzęs, wychodząc wieczorami lubię delikatnie podkreślić oczy i przykryć niedoskonałości. Nie widzę ku temu żadnych przeciwskazań. :)

Zabrałam ze sobą:
  • Paletkę Au Naturel ze Sleeka- głównie ze względu na duże lusterko, ale zdarzyło mi się skorzystać i z samych cieni.
  • Maskarę False Lash Wings od L'Oreal- to jeden z moich ulubionych tuszów do rzęs, opowiadałam Wam o nim w TYM poście. 
  • Czarną, żelową kredkę do oczu Avon SuperShock- bardzo ją lubię, bo jest dobrze napigmentowana i szalenie trwała, ale szczerze powiedziawszy na wyjeździe nie sięgnęłam po nią ani razu. 
  • Turkusową, żelową kredkę do oczu Emily #118 Golden Rose- kupiłam ją chyba dwa lata temu w osiedlowej drogerii za 3-4 zł i używam namiętnie w okresie wakacyjnym. Jest naprawdę bardzo dobra i o dziwo ładnie podkreśla zieloną tęczówkę.
  • Cień w kremie Maybelline Color Tattoo #35 On and On Bronze- cień, który robi cały makijaż dosłownie w sekundę. :) Mój ogromny ulubieniec nie tylko na lato. 
  • Matujący krem BB 8w1 Eveline- kolejny letni ulubieniec, do którego aplikacji nie potrzebujemy nawet pędzla. :) Rozwodziłam się na jego temat w poście z kosmetycznymi rewelacjami lipca i właśnie tam Was odsyłam, jeśli macie ochotę przeczytać na jego temat coś więcej -> KLIK
  • Korektor rozświetlająco-kryjący Art Scenic #04 Light Eveline- bardzo fajny, niedrogi korektor, duży plus za jasny kolor i naprawdę przyzwoite krycie. Ładnie się trzyma, jedyny minus jest taki, że lubi wysuszać okolice pod oczami, więc krem lekki nawilżający pod spód jest jak najbardziej wskazany.
  • Puder ryżowy Mariza- jedyny puder jaki aktualnie posiadam, więc wzięłam i zużywam. Jest w porządku, ale nie powala na kolana, więc raczej nie wrócę do niego ponownie. Nie podoba mi się też jego skład, bo zawiera aż 6 (!) parabenów... 
  • Zestaw do brwi Essence- jaśniejszy cień idealnie mi pasuje, ciemniejszym często rysuję kreskę na powiece, więc duet jak najbardziej się sprawdza. Opakowanie jest jednak okropne i doprowadza mnie do szału ciągłym otwieraniem się i rysowaniem, ale biorąc pod uwagę cenę chyba nie powinnam jakoś bardzo wybrzydzać.
  • Bronzer "czekoladka" #52 Bourjois- ten produkt albo się kocha, albo się nienawidzi, mnie on jak najbardziej odpowiada zarówno pod względem samego koloru, jak i pigmentacji, trwałości. Nie sposób zrobić sobie nim krzywdę, w dodatku ma tak urocze opakowanie i zapach, że dosłownie uwielbiam po niego sięgać.
  • Róż w kremie Maybelline Dream Touch #02- kupiłam go z myślą o lecie i wakacyjnych wyjazdach i jak najbardziej się sprawdza. Ma piękny brzoskwiniowy kolor i delikatnie błyszczące wykończenie, łatwo się aplikuje, bez problemu rozciera, zdecydowanie mogę go Wam polecić, nawet jeśli jesteście posiadaczkami tłustej cery, tak jak ja.
  • Koralowy błyszczyk do ust Eveline Colour Celebrities #591- lubię go za kolor, zapach i to, że właściwie się nie klei. Z jednej strony zupełnie nie rzuca się w oczy, z drugiej bardzo ładnie ożywia twarz, to fajne rozwiązanie dla tych z Was, które nie mogą przekonać się do bardzo odważnych kolorów na ustach.
  • Pomadka ochronna Nivea Vitamin Shake- ładnie nawilża i nadaje ustom delikatnego różowego koloru, bardzo często po nią sięgałam
  • Wiśniowy Carmex- uwielbiam Carmex, chyba nie trzeba dodawać nic więcej. :)

Zabrałam ze sobą jeszcze podstawowe pędzelki, które właściwie w ogóle mi się nie przydały i moje dwa najnowsze lakiery do paznokci z delikatnymi drobinkami, kupione specjalnie z myślą o tym wyjeździe:
  • malinowy: Wibo Celebrity Nails #Sweet Candy
  • koralowy: Wibo Celebrity Nails #My Charming
Muszę przyznać, że na odżywce Eveline trzymały się świetnie przez cały tydzień, więc niepotrzebnie w ogóle je ze sobą zabrałam, nie było sensu niczego poprawiać ani zmywać. Jestem mile zaskoczona serią Celebrity Nails, być może skuszę się jeszcze na jakiś egzemplarz. 


Na dobrą sprawę mogłam ograniczyć się do produktów, które widzicie na zdjęciu powyżej (zapomniałam o cieniu w kremie z Maybelline!), bo to właśnie po nie sięgałam najczęściej i to do nich ograniczał się mój letni, wieczorny makijaż, ale tak to już w moim przypadku jest, że nie mogąc się zdecydować, zabieram więcej niż powinnam. ;)

Dajcie znać czy zabieracie ze sobą jakieś kosmetyki do makijażu na wakacje i co na wyjazdach sprawdza się u Was najlepiej. A może w ogóle się nie malujecie i dajecie swojej skórze zupełnie odpocząć przez te kilka dni? Czekam na Wasze komentarze, a wszystkich, którzy przegapili część pierwszą tego posta, w której pokazywałam Wam kosmetyki pielęgnacyjne, odsyłam do notki poniżej:
Lecę na obiad, miłego weekendu i do napisania w poniedziałek!

20 sie 2014

Wakacyjna kosmetyczka- kosmetyki pielęgnacyjne.

Czyli o tym co zabrałam ze sobą na wakacje. :) Jako, że prosiłyście o taki post, a i mnie wydał się on ciekawy, oto jestem!

Przyznaję się bez bicia, nie jestem osobą która skrupulatnie ogranicza swój wakacyjny kosmetyczny ekwipunek do niezbędnego minimum, albo co gorsza- miniaturek. Zgodzę się, że wyglądają uroczo i całkowicie rozumiem ich sens w przypadku podróżowania samolotem, a także jeśli mowa o takich kosmetykach jak szampon czy odżywka do włosów, po które sięgniemy dwa razy w czasie całego wyjazdu, ale żel pod prysznic czy balsam? Nie wiem jak u Was, ale u mnie na wakacjach idzie to jak woda i zawsze targam ze sobą pełnowymiarowe opakowanie. :) Miniaturki są zresztą drogie i cholernie nieopłacalne, a i wybór wśród nich delikatnie mówiąc- kiepski. Jako, że tym razem ograniczał mnie tylko bagażnik auta, pozwoliłam sobie na małą kosmetyczną rozpustę. Małą, bo według mnie cały czas w granicach zdrowego rozsądku. Zresztą nazwijcie to jak chcecie, ja wychodzę z założenia, że przezorny zawsze ubezpieczony i lubię mieć ze sobą kilka rzeczy na tak zwany wszelki wypadek. :)


KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE

Produkty do pielęgnacji ciała: 
  • Żel + oliwka pod prysznic Lirene (oliwka z bawełny) - zakochałam się w zapachu tego produktu, bardzo przypadł mi do gustu. 
  • Wygładzające mleczko do ciała z masłem shea Nivea - bardzo przyjemny balsam, szybko się wchłania, super na lato. 
  • Pianka do golenia ISANA (wersja aloesowa) - mój ulubieniec z tej półki cenowej. :) 
  • Antyperspirant Adidas (wersja soften) - ślicznie pachnie i robi to co ma robić, nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń. Kupiłam go na promocji za około 8 zł i jak najbardziej polecam. :) 
  • Krem do stóp ze srebrem Clarena - miniaturka, którą znalazłam w ShinyBoxie. Przyzwoity krem, ale nie zapłaciłabym za niego regularnej ceny. W każdym razie na wyjazd był jak znalazł, plus za to, że jest lekki i bardzo szybko się wchłania. 
  • Wulkaniczny peeling do stóp Perfecta - według mnie ten produkt nie robi nic... równie dobrze mogłabym nie użyć go wcale... Dajcie znać czy znacie ten produkt i jakie Wy macie zdanie na jego temat, jestem bardzo ciekawa. 
Produkty do pielęgnacji twarzy: 
  • Antybakteryjny żel do twarzy Normacne Preventi Dermedic - bardzo fajny produkt zarówno do porannego jak i wieczornego oczyszczania twarzy. Mam go już na wykończeniu i głównie z tego względu pojechał ze mną nad morze. Na blogu pojawiła się jego dokładna recenzja -> KLIK 
  • Krem nawilżająco-kojący SPF 30 (seria T) Pharmaceris - mój aktualny krem na dzień i zarazem wielki ulubieniec, więcej opowiedziałam Wam o nim w poście z ulubieńcami lipca i właśnie tam odsyłam wszystkich bliżej zainteresowanych -> KLIK
  • Alantan Dermoline lekki krem ochronny - niedrogi apteczny produkt o prostym, fajnym składzie. Używam go na noc, krem jest lekki, ale całkiem przyjemnie nawilża skórę, nie zapycha jej i szybko się wchłania. Na pewno poświęcę mu oddzielny post! 
  • Płyn micelarny BeBeauty - przelany w mniejsze opakowanie po micelu Dermedic (do skóry suchej), którego recenzję znajdziecie TUTAJ 
  • Pasta cynkowa - błyskawiczny wysuszacz niedoskonałości ;) 
Produkty do włosów: 
  • Szampon wzmacniający Pharmaceris - przelany w mniejsze opakowanie po świetnym, ale koszmarnie drogim szamponie Phenome, który pachniał jak gumy orbit i bardzo dobrze oczyszczał skórę głowy. 
  • Odżywka Alterra z granatem i aloesem - jedna z moich ulubionych odżywek, głównie dlatego, że nie obciąża moich pięciu włosów na krzyż, polecam jeśli jeszcze jej nie próbowałyście. 
  • Serum nabłyszczające Toni&Guy - zabrałam je ze sobą jako mniejszą gabarytowo alternatywę dla odżywki ułatwiającej rozczesywanie, ale szczerze powiedziawszy nie sięgnęłam po nie na wyjeździe ani razu. ;) 
Produkty do opalania i po opalaniu. 
Te pierwsze dobrze spełniły swoje zadanie, te drugie właściwie w ogóle się nie przydały... 
  • Chłodzące mleczko po opalaniu z wapniem Sopot Sun Ziaja - w zeszłym roku uratowało moją skórę po przedawkowaniu słońce, genialny produkt! 
  • Chłodzący żel po opalaniu z aloesem Sun Ozon 
  • Mleczko do opalania SPF 20 Sun Ozon
  • Krem ochronny do opalania SPF 15 Floslek - moje drugie opakowanie, recenzję znajdziecie w TYM poście. 
Produkty do zadań specjalnych:
  • Woda termalna Uriage - letni niezbędnik i ulubieniec, któremu poświęciłam oddzielny post -> KLIK
  • Krem CC do ciała Bielenda - cudowny produkt, który w pięć minut daje nam efekt piękniejszych nóg. :) Więcej opowiedziałam Wam o nim ostatnio w TYM poście, zapraszam!

Drobiazgi typu waciki, chusteczki, tampony, maszynki itp. 


Jeśli chodzi o perfumy, to zabrałam ze sobą zapach Reb'l Fleur by Rihanna. Nie będę rozwodzić się na jego temat, bo zachwytom chyba nie byłoby końca. Jeśli jednak szukacie czegoś idealnego na letnie (ale nie tylko!) wieczory i lubicie ciepłe, słodkie, zmysłowe zapachy, to musicie przyjrzeć mu się bliżej. Ja go uwielbiam, o czym zresztą przekonacie się czytając post, w którym opowiedziałam Wam o nim ciut więcej -> KLIK.  


Jako, że koszmarnie wolno działający internet nie pozwala mi załadować więcej zdjęć i doprowadza mnie do szału nie zapisując tekstu, na drugą, makijażową część tego posta jestem zmuszona zaprosić Was zatem jutro...

Dajcie znać jakie są Wasze kosmetyczne niezbędniki na wakacyjny wyjazd i jakie macie zdanie na temat miniaturek, często po nie sięgacie? 
Ja pozdrawiam Was ciepło i lecę relaksować się przy kolejnych odcinkach serialu, miłego wieczoru! 

CDN :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...