30 lip 2014

Gąbka Konjac Bamboo Charocal - warto czy nie warto?

Słyszałyście o gąbce Konjac? To produkt w stu procentach naturalny, wykonany z azjatyckiego drzewa o nazwie Konjac, którego włókna posiadają właściwości nawilżające, a także delikatnie zasadowe pH, któremu z kolei gąbka zawdzięcza właściwości myjąco-oczyszczające.
Dzięki uprzejmości marki Yasumi, miałam przyjemność przetestować gąbkę w wersji Bamboo Charocal, która została wzbogacona w węgiel aktywny. Jak pewnie wiecie, węgiel ma silne właściwości antyseptyczne, przeciwbakteryjne i adsorbujące, jest substancją leczniczą wyciągającą zanieczyszczenia i toksyny, m.in z powierzchni skóry. Ta wersja gąbki przeznaczona jest do cery tłustej i mieszanej, a także takiej, która posiada skłonność do powstawania zmian trądzikowych i zaskórników. Muszę przyznać, że zakochałam się w tym produkcie niemal od pierwszego użycia. :) Mam sporo do powiedzenia, także nie przedłużając już- zapraszam do czytania!


OPAKOWANIE I STRONA WIZUALNA:
Gąbka dotarła do mnie zapakowana w uroczy tekturowy kartonik z wstążką w środku, całość wyglądała bardzo luksusowo i elegancko. Jakiś czas później zakupiłam gąbki dla siostry i mamy, nienaganna strona wizualna sprawia, że są według mnie idealnym pomysłem na upominek-niespodziankę czy mały prezent bez okazji.

"Konjac" zabezpieczony był w środku dodatkowo plastikowym woreczkiem, na którym znajduje się szczegółowa instrukcja odnośnie tego jak gąbki używać i jakie posiada ona właściwości, a także na temat składu produktu. Jest on krótki i bardzo prosty.

SKŁAD:
AMORPHOPHALLUS KONJAC ROOT EXTRACT (KONJAC MANNAN), AQUA (WATER), BAMBOO CHARCOAL, CELLULOSE.


FORMA I SPOSÓB UŻYCIA

Nieużywana gąbka jest twarda jak kamień, wystarczy jednak na chwilę zanurzyć ją w ciepłej wodzie, aby "spęczniała" i uzyskała swój właściwy charakter. Namoczona jest miękka, sprężysta i bardzo, bardzo przyjemna w dotyku.
Producent twierdzi, że gąbki z powodzeniem można używać bez żadnego środka myjącego, ja jednak zawsze sięgałam po żel lub olejek, w obu przypadkach sprawdzała się bardzo dobrze.
Po użyciu należy ją dokładnie oczyścić, a ja ze swojej strony polecam również sparzenie jej wrzątkiem w celu pozbycia się ewentualnych bakterii. Pamiętajcie, by suszyć ją w suchym miejscu i unikać wilgoci, łazienka i kabina prysznicowa zdecydowanie odpada!
Warto również wspomnieć o tym, że Konjac Sponge naprawdę długo schnie, twardnieje ponownie dopiero po 20-24 godzinach, dlatego też sięgam po gąbkę jedynie w czasie wieczornej pielęgnacji twarzy.

Gąbka posiada sznureczek, dzięki czemu suszenie jest znacznie wygodniejsze. Poniżej możecie też zobaczyć dokładnie jej strukturę PRZED namoczeniem w wodzie.


DZIAŁANIE I WŁAŚCIWOŚCI

To za co polubiłam tę gąbkę już przy pierwszym użyciu to fakt, że zdecydowanie uprzyjemnia cały proces pielęgnacji twarzy. Po ponad dwumiesięcznym romansie niemalże nie wyobrażam sobie bez tej gąbki funkcjonować. ;)
  • Po pierwsze- daje uczucie dokładnie oczyszczonej, niemalże wypolerowanej skóry i bardzo dobrze usuwa makijaż. 
  • Codzienne, regularne używanie tej gąbki, połączone z delikatnym masażem sprawia, że z powodzeniem możemy zapomnieć o używaniu mechanicznego peelingu (którego ja osobiście nie lubię i po który od dawna nie sięgam), buzia jest miękka, czysta, zadbana i przyjemna w dotyku.
  • Świetnie sprawdza się również do zmywania opornych maseczek i glinek. :) 
Nie zauważyłam natomiast jakiegoś zbawiennego wpływu gąbki na trądzik i częstotliwość pojawiania się niedoskonałości. W tej kwestii nie odnotowałam spektakularnych rezultatów. Z drugiej strony nie wiem, czy w ogóle ich oczekiwałam...

Nie mogę jednak nie wspomnieć o tym, że po około trzech tygodniach codziennego używania gąbki, moje delikatnie zapchane pory na nosie i na policzkach zupełnie się oczyściły. Po części jest to na pewno również zasługa serum z kwasem salicylowym,którego aktualnie używam, ale dokładne oczyszczenie skóry gąbką i złuszczanie przez nią martwego naskórka, umożliwiło lepsze wchłanianie kosmetyku. Węgiel aktywny również posiada właściwość redukujące zaskórniki.


Przygotowałam dla Was również zdjęcie obrazujące to, w jaki sposób gąbka zmienia swój rozmiar i strukturę w kontakcie z wodą. Powyżej zdjęcie suchej gąbki, poniżej zamoczonej w wodzie.


Gąbka jest tak miękka, puszysta i delikatna, że chyba nie sposób zrobić sobie nią krzywdę, albo nabawić się jakichkolwiek podrażnień.
Nie wiem natomiast jak sprawdziłaby się przy skórze ze zmianami ropnymi, ja osobiście chyba obawiałabym się przenoszenia zanieczyszczeń z miejsca na miejsce...

RODZAJE GĄBEK

Wersja z węglem aktywnym nie jest jedyną, jaka istnieje. Gąbka Konjac  może być wzbogacona również w olejek lawendowy, aloes, likopen, ignam czy zieloną herbatę (wszystkie wersje do obejrzenia TUTAJ).
Ja dla swojej mamy zamówiłam wersję z kolagenem, który łagodzi oznaki starzenia się skóry; natomiast dla siostry klasyczną wersję Pure, przeznaczoną do skóry wrażliwej, suchej i delikatnej. Obie są bardzo zadowolone. :)
CENA/DOSTĘPNOŚĆ
Sklep internetowy producenta (KLIK), allegro.
Gąbki Konjac występuję w różnych rozmiarach, których cena waha się od 19 do 30 zł. 


PODSUMOWUJĄC

Nie jest to rzecz niezbędna, ale łatwo się od niej uzależnić. ;)
Bardzo polubiłam się z maleństwem i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie bez niego codziennej pielęgnacji twarzy. Zdecydowanie uprzyjemnia i zwiększa komfort wieczornego demakijażu i pielęgnacyjnych rytuałów. Doskonale oczyszcza moją skórę, a regularne stosowanie gąbki pomogło mi uporać się z problemem zapchanych porów. 

Minusem może być dostępność, długie schnięcie oraz ewentualna trudność utrzymania gąbki w czystości. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że przyciąga brud i kurz, ale osobiście jestem zdania, że nie warto popadać w paranoje, odpowiednie przechowywanie gąbki, dokładne "pranie" jej po każdym użyciu i parzenie wrzątkiem według mnie załatwia sprawę. Konjac Sponge służy mi od blisko trzech miesięcy i mimo codziennego używania nadal jest w stanie idealnym. Jestem pewna, że gdy ten egzemplarz dokończy swojego żywota, zaopatrzę się w kolejny. 
Wam też polecam. :) Myślę, że to fajna i wcale nie najdroższa alternatywa dla modnych ostatnio muślinowych ściereczek i szczoteczek elektrycznych, do których ja osobiście jakoś nie mogę się przekonać.

Jak zwykle jestem bardzo ciekawa Waszej opinii. Miałyście okazję używać gąbki Konjac by YASUMI? Wiem, że swego czasu wersja innej firmy była dostępne w Rossmannie, słyszałam też że ma je wypuścić Eco Tools... Co sądzicie o tego rodzaju gadżetach do pielęgnacji twarzy? Czekam na Wasze komentarze!

27 lip 2014

Sonnaille w kuchni: domowe qurrito.

Moda na sport, zdrowy tryb życia i jeszcze bardziej zdrowe odżywianie trwa w najlepsze, ale ja chyba jej nie uległam. ;) Nie jestem w stanie wcinać zieleniny, popijać jej sokiem warzywnym, odmawiać sobie żelków, lodów w upalne popołudnie czy wizyty w KFC. Moim niezdrowym uzależnieniem stało się ostatnio QURRITO i jako, że mogłabym jeść je dosłownie na okrągło, pokusiłam się o przygotowanie czegoś podobnego w domowym, kuchennym zaciszu. Jeśli wierzyć opiniom domowników, smakuje pysznie, także jeśli szukacie pomysłu na imprezową przekąskę, udobruchanie swojego faceta, albo zwyczajnie macie ochotę na panierowaną pierś z kurczaka zapiekaną z dużą ilością sera, to nie mogłyście trafić lepiej. :) Przepis jest banalnie prosty, tani i szybki w wykonaniu. Nie może się nie udać! :)


Składniki, których będziecie potrzebować na cztery porcje qurrito: 

  • 1 jajko
  • 4 placki tortilla
  • cała pierś z kurczaka pokrojona w kostkę
  • ketchup, majonez (w prop. 3:2)
  • ser (ilość i rodzaj wedle uznania)
  • olej
  • panierka:
-  6 łyżek mąki pszennej
- 3 łyżki bułki tartej
- sól, pieprz
- łyżeczka słodkiej czerwonej papryki
- łyżeczka curry
- dwie łyżeczki przyprawy kebab/gyros
- pół łyżeczki gałki muszkatołowe, oregano i bazylii
- inne wedle uznania ;) 


Mieszamy ketchup z majonezem, przyprawiamy solą i pieprzem i przygotowany sos rozsmarowujemy na naszych wrapach. Na jednej połowie układamy plasterki sera i bierzemy się za przygotowywanie kurczaka.

Kawałki piersi obtaczamy najpierw w jajku, a następnie w naszej panierce. Smażymy na głębokim, dobrze rozgrzanym oleju aż się zarumienią.


Dokładamy kurczaka, składamy placki na pół i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 175 stopni dosłownie na 5-10 minut. Uwaga na na wciągającą lekturę! Ja wczoraj zaczytałam się i najwyraźniej trafiłam na chwilę do innego światu, bo siedząc tuż obok nie czułam, że się przypala ... i "trochę" przypiekłam. ;)

Zostało już tylko pokroić i można palce lizać. :) 


Lubicie Qurrito? Próbowałyście stworzyć coś takiego w domu? Spróbujecie? :) 
SMACZNEGO!

24 lip 2014

Summer Story.

Leniwe przedpołudnia spędzam ostatnio z nosem w książce (aktualnie "Alibi na szczęście", bardzo polecam :)) i jakoś brakuje porannego zapału na blogowanie. Nadrabiam za to wieczorami. :) Jeśli jeszcze nie śpicie, to pozwolę sobie zaprasić Was na krótką prezentację najnowszej edycji pudełeczka ShinyBox, które dotarło do mnie przedwczoraj. Hasłem przewodnim lipcowego boxa jest "Summer Story", a jego zawartość według producenta ma stać się nieodłącznym kompanem Naszego wypoczynku, przynieść beztroskie chwile odprężenia i pozwolić oderwać się od codzienności. Brzmi świetnie, zgodzicie się? Niestety po otwarciu opakowania mój entuzjazm odrobinę opadł...

Oto co znalazłam w środku:


  • YASUMI Ampułka pielęgnacyjna [13zł/3ml produkt pełnowymiarowy] - może nie kręciłabym nosem gdyby nie fakt, że trafiła mi się wersja o właściwościach silnie przeciwzmarszczkowych... leci do mamy! 
  • ETRE BELLE Długotrwały cień do powiek w kredce [59zł/szt produkt pełnowymiarowy] - dostępny jest w sześciu kolorach, ja w pudełku znalazłam ... róż. Jak pech to pech. :P No cóż, może uda mi się to "cudo" jakoś sensownie wykorzystać, zobaczymy. Sama idea cienia w kredce, którego nie dostaniemy w sieciowych drogeriach jak najbardziej na plus, szkoda tylko że kolor jest taki nietrafiony i mało uniwersalny. Z drugiej strony, nie każdy jest tak nudny jak ja i nawet latem ogranicza się do bezpiecznych brązów, beżów i szarości...
 Najbardziej z całego pudełka ucieszył mnie lakier do paznokci marki GLAZEL w odcieniu #600 (rozbielony, pudrowy róż)... naprawdę mi się podoba. :) [25zł/szt produkt pełnowymiarowy]
Co prawda kryje dopiero przy dwóch warstwach (ja do pełni szczęścia potrzebowałam nawet trzech), a sama aplikacja nie należy do najszybszych i najmniej uciążliwych, ale fakt, że noszę go na paznokciach już trzeci dzień, a nadal jest w stanie idealnym, wynagradza mi te "drobne" niedogodności. Nie pamiętam kiedy ostatnio nosiłam na paznokciach taki kolor, sama jestem w szoku, że tak się z nim polubiłam...


  • BINGOSPA Chłodzący żel po opalaniu z aloesem [24zł/100g produkt pełnowymiarowy) - kosmetyki BingoSPA lubię, więc bardzo prawdopodobne że i ten produkt fajnie się u mnie sprawdzi, ale muszę przyznać, że pierwsze wrażenie ze względu na bardzo intensywny, wręcz trochę drażniący zapach (przypominający odrobinę pastę do zębów) jest takie sobie. 
  • VENITA Solar pomadka ochronna z filtrem UV SPF 6 [6zł/szt produkt pełnowymiarowy] - generalnie na plus, choć odczuwam już trochę przesyt produktami ochronnymi do ust w ShinyBox... Wy też? 

I to wszystko... Jakoś tak... pusto? Odczuwam pewien niedosyt, spodziewałam się, że zobaczę w lipcowej edycji próbkę jakiegoś letniego zapachu np w postaci mleczka lub mgiełki, może jakiś krem z filtrem albo olejek do opalania? Zawartość nieco mnie zaskoczyła i chyba też rozczarowała.


A jak jest z Wami? Co sądzicie o Summer Story?
Według mnie edycja czerwcowa była jednak fajniejsza (KLIK). Po cichu liczę, że w sierpniu będzie lepiej!

Zachęcam Was do dyskusji w komentarzach, a sama dopijam herbatę i uciekam już do łóżka. Jestem na nogach od szóstej rano i zmęczenie powoli daje o sobie znać. Dobrej nocy! :* 

21 lip 2014

Kosmetyczne pożegnanie- czerwcowy projekt denko.

Zanim posypie się fala negatywnych komentarzy, na temat spóźnionych postów, które zamiast pojawiać się rychło w czas, równie dobrze mogłyby nie ujrzeć światła dziennego wcale, usprawiedliwię się pisząc: po prostu nie mogłam Wam o tych produktach nie wspomnieć. :) Dlaczego? Zaraz same się przekonacie! Zapraszam na czerwcowy projekt DENKO. :)


SPECJALISTYCZNY SZAMPON KOJĄCY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ (WŁOSY CIENKIE I DELIKATNE) PHARMACERIS 
Szamponom Pharmaceris jestem wierna już od jakiegoś czasu i kupuję je zamiennie za każdym razem kiedy dobijają dna. Przetestowałam już wiele wersji i wszystkie sprawdzają się u mnie tak samo dobrze. Bez zarzutu oczyszczają skórę głowy, nie podrażniają jej, nie przesuszają, a po ich użyciu włosy są miękkie i miłe w dotyku, nie plączą się i dobrze układają. Nie mam im nic do zarzucenia, nawet cena (około 25-30 zł bez promocji) przy takiej niesamowitej wydajności wydaje się być jak najbardziej ok. Polecam!

SZAMPON BABYDREAM
Jeszcze w starej wersji graficznej, przezimował w mojej łazience, a koniec końców zużyłam go do mycia pędzli. Kiedyś, w okresie wczesnego włosomaniactwa (które przeszło mi szybciej niż myślałam :P) kupowałam i używałam go wręcz namiętnie. Później włosy zaczęły lecieć mi na potęgę, a ja trzymając się aptecznych specyfików do BabyDream już nie wróciłam... i jakoś za nim nie tęsknię. :) Kiedyś usłyszałam od dermatologa, że używanie takiego łagodnego szamponu wraz z olejkami i innymi specyfikami, do których swego czasu miałam zamiłowanie, przyczyniło się do mojego ŁZS, dlatego uważajcie!


KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC DOVE 
Bardzo lubię żele Dove, głównie za ich gęstą, kremową, lekko nawilżającą formułę i przyjemne zapachy. Wersja klasyczna była miłą odskocznią od słodkości, które zazwyczaj goszczą pod moim prysznicem i bardzo możliwe, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

PŁYN DO KĄPIELI ORGINAL SOURCE RASPBERRY&VANILLA
Moja ulubiona wersja zapachowa, chyba nigdy mi się nie znudzi. :) Wiem, że wiele z Was narzeka na te żele i ich przesuszające właściwości, u mnie sprawdzają się one bez zarzutu. Często do nich wracam, kocham za zapachy, wygodne opakowania i niską cenę.

OLEJEK POD PRYSZNIC MELON&GRUSZKA ISANA
Według mnie najlepszy żel pod prysznic w tej kategorii cenowej. No i ten zapach... :) Niech ktoś tylko spróbuje się sprzeciwić. :D
To opakowanie zużyłam akurat jako mydełko do rąk, w tej roli również sprawdza się świetnie. Polecam spróbować!


AKSAMITNE MLECZKO NAWILŻAJĄCE NIVEA BABY
Bardzo polubiłam się z tym mleczkiem. :) Fajnie sprawdzało się szczególnie na dzień, po szybkim porannym prysznicu. Bardzo fajnie nawilżało, błyskawicznie się wchłaniało i było bardzo łagodne i delikatne. W dodatku szalenie wydajne! Opakowanie o pojemności 500ml wystarczyło mi dosłownie na całe wieki. Jeśli szukacie jakiegoś fajnego balsamu na dzień, o subtelnym zapachu, który nie będzie gryzł się z Waszymi perfumami i sprawdzi się w trakcie upałów, to polecam Wam ten kosmetyk. Dużo plus za opakowanie z pompką, zdecydowanie ułatwiała aplikację. Polujcie na promocje, często można dostać to mleczko prawie o połowę taniej w Rossmannie. :)

ANTYPERSPIRANT REXONA BIORYTHM 
Nie jestem wymagająca jeśli chodzi o antyperspiranty i nie przywiązuję się też do nich jakoś bardzo, więc i ten po prostu spełniał swoje zadanie. Szkoda, że był tak mało wydajny. Chyba jednak wolę "kulki". :)

KREM DO RĄK DEBA VITAL Z MASŁEM KAKAOWYM
75 ml naprawdę genialnego kremu do rąk, zdecydowanie najlepszego jakiego miałam okazję używać. Piękny zapach (zachwycał nie tylko mnie, ale i otoczenie), świetna konsystencja, bardzo fajne właściwości nawilżające i urocze opakowanie. Na pewno wrócę do niego w okresie jesienno-zimowym. Więcej opowiedziałam o nim w TYM poście, więc właśnie tam Was odsyłam.


PŁYN MICELARNY BEBEAUTY
Moje oczy chyba znów zaczęły go lubić i aktualnie sprawdza się bez zarzutu. :) Choć był czas kiedy mnie podrażniał, to mimo wszystko uważam, że zdecydowanie warto się z tym płynem zaznajomić i przetestować go na sobie, a nóż się sprawdzi. Za taką cenę grzechem byłoby tego produktu nie spróbować i nie poznać. :)

ŻEL MYJĄCO-PEELINGUJĄCY YOUNGY20+ LIRENE 
Z jednej strony nie można mu nic zarzucić, z drugiej szału nie zrobił. Przeciętniaczek. :) Dobrze zmywał makijaż i bardzo orzeźwiająco pachniał, więc sprawdzał się też przy porannej pielęgnacji twarzy jako niezły "pobudzacz". Nie podrażniał, niby nie przesuszał, ale pozostawiał jednak delikatne uczucie ściągnięcia. Peelingujące drobinki były bardzo delikatne i właściwie niewyczuwalne, za co plus, bo moja naczynkowa cera nie lubi się z mechanicznymi peelingami. Z drugiej strony równie dobrze mogłoby nie być ich wcale... :) Jakoś tak miałam wrażenie, że jest wyjątkowo napakowany chemią... chyba za bardzo przyzwyczaiłam się do aptecznych i bardziej naturalnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Raczej do niego nie wrócę.


PODKŁAD BOURJOIS HEALTHY MIX
Poświęciłam mu osobny post, więc zapraszam TUTAJ. Według mnie podkład wcale taki idealny, jakim został okrzyknięty i chyba nie do końca podzielam te wszystkie zachwyty nad nim. Więcej w recenzji!


MATUJĄCY KREM BB 8w1 EVELINE
Zużyłam go do ostatniej kropli i dwa tygodnie temu zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie, według mnie jest to najlepszy drogeryjny krem BB. Niestety, dla takiego bladziocha jak ja, nadaje się tylko na lato i okres powakacyjny. Bardzo ładnie, naturalnie wygląda na twarzy, ma ładne wykończenie, dobre krycie i jest trwalszy niż niejeden podkład. Dobrze rozprowadza się nawet bez użycia pędzla, więc świetnie sprawdzi się w czasie letnich wyjazdów. Jestem z niego naprawdę zadowolona, uważam że to kosmetyk niedoceniany i bardzo go Wam polecam. Na pewno przybędę do Was z jego dokładniejszą recenzją. :) 


Na koniec kilka drobiazgów:

  • CHUSTECZKI FACELLE- ulubione. :)
  • MYDEŁKO L'OCCITANE- chyba nie do końca rozumiem fenomen tej marki. Mydełko fajne, ale bez rewelacji, zdecydowanie nie warte zamawiania go przez internet. Produkt otrzymałam w ramach współpracy, sama nie kupiłabym go ponownie...  PS. Dobrze domywało pędzle. :)))
  • MASKA KOJĄCA ZIAJA- lubię wszystkie maseczki Ziaji, każda sprawdza się u mnie tak samo dobrze, więc i tą polecam.
  • MASECZKA PRZECIWTRĄDZIKOWA DERMAGLIN z kambryjską glinką zieloną- ogromny ulubieniec, najlepsza "saszetkowa", niewymagająca żadnego przygotowania maseczka z glinką. Świetnie oczyszcza pory, łagodzi zmiany trądzikowe, leczy stany zapalne. Bardzo lubię nakładać ją miejscowo i punktowo, nie ściąga wtedy skóry tak bardzo, a działa równie dobrze. Świetny, prosty skład i ogromna wydajność. Polecam wycisnąć ją do pustego opakowania po kremie i zakręcić, w saszetce niestety szalenie szybko wysycha, a szkoda, bo opakowanie jest spore i spokojnie wystarcza na kilka użyć.

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca!
Macie jakieś specjalne życzenia na kolejne posty? Dysponuję sporą ilością czasu wolnego, więc jestem otwarta na Wasze propozycje i sugestie. Zachęcam do wypełnienia poniższego formularza, całkiem anonimowo. :)

PS. Dajcie znać czy używałyście któregoś z bohaterów dzisiejszego posta, jestem strasznie ciekawa. :)


18 lip 2014

Rumień precz! Lekki krem ochronny SPF 15 Dermedic.

Jako rasowa blondynka i posiadaczka jasnej karnacji, szczególnie w okresie letnim i zimowym, zmagam się z problemem rozszerzonych naczynek na policzkach. Zmiany nie są może zbyt duże, ale mimo wszystko lubię wplatać do przeciwtrądzikowej pielęgnacji cery produkty, które delikatnie ją wyciszą i uspokoją. Ostatnio w mojej kosmetyczce gości lekki krem ochronny zawierający SPF 15 (ochrona przeciwsłoneczna przy skórze naczynkowej jest bardzo, bardzo ważna) z serii Angio Preventi marki Dermedic i chcę Wam o nim trochę poopowiadać. Zapraszam do czytania! :)


Krem przychodzi do nas w zgrabnej, higienicznej, 45-gramowej tubce zabezpieczonej dodatkowo tekturowym kartonikiem. Producent poleca stosowanie tego kremu nie tylko posiadaczkom cery naczyniowej, ale również osobom zmagającym się z trądzikiem różowatym.

Krem zawiera w swoim składzie m.in Neutrazen, lukrecję, Tinosorb SPF 15, Oxynex i witaminę C, a także chlorofil, który jest naturalnym barwnikiem odpowiedzialnym za zielone zabarwienie kremu, a co za tym idzie- maskowanie rumienia. Każdorazowa aplikacja kremu na oczyszczoną skórę twarzy, rzeczywiście wycisza ją, łagodzi ewentualne podrażnienia, niweluje zaczerwienienie, wyrównuje jej koloryt. Jest to jednak efekt jednorazowy i utrzymuje się dopóty, dopóki krem pozostaje na naszej skórze. Nie zauważyłam niestety bardziej "długofalowego" działania kremu na moją naczynkową cerę.
Produkt jest bardzo przyjemny w "noszeniu" i aplikacji. Ma co prawda dość gęstą, kremową i raczej treściwą konsystencję, lecz mimo to nie czuć go na twarzy, łatwo się rozprowadza i dobrze spisuje pod makijażem.

Nie lubi się jednak zbyt gęstymi i ciężkimi podkładami, potrafią się na nim smużyć i zostawiać nieestetyczne placki. Każde inne bardzo dobrze z nim współgrają.


Lubię stosować go w dni, kiedy nie wychodzę z domu, albo kiedy moja skóra domaga się odpoczynku od makijażu. Daje ładne matowe wykończenie, ujednolica koloryt cery, maskuje zaczerwienienia i co ważne- zawiera filtr (SPF 15), który na pochmurne dni, wieczorne spacery i leniwe popołudnia z książką jest dla mnie jak najbardziej wystarczający.

Krem fajnie sprawdzi się również wieczorem, po dokładnym demakijażu, gdyż naprawdę przyzwoicie nawilża skórę. Jest delikatny i łagodny, nie podrażnia dając uczucie ukojenia i złagodzenia.


Niestety, mam wrażenie, że trochę mnie zapycha... :( Używanie go przez kilka dni pod rząd kończy się u mnie wysypem małych, podskórnych grudek, głównie w okolicach brody i żuchwy, z tego powodu raczej do niego nie wrócę. Zastanawiam się, który składnik jest temu winien?


SKŁAD: Aqua, Octocrylene, C12-15 Alkyl Benzoate, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Glycerin, Stearyl Alcohol, Hydrogenated Polydecene, Isohexadecane, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, polyacrylamide C13-14 Isoparaffin Laureth-7, Butylene Glycol, Dextran, Palmitoyl Tripeptide-8, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, CI 75810, benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone-linone, Methylisothiazolinone, Parfum.


Krem w zależności od miejsca kosztuje około 30 zł, dostaniecie go w aptekach. Myślę, że biorąc pod uwagę jego pojemność (45g), gęstą konsystencję, a co za tym idzie również wydajność, nie jest to wysoka cena jak na dermokosmetyk. Swego czasu miałam przyjemność używać kremu Rilastil przeznaczonego do cer z podobnymi problemami (recenzja TU), którego cena waha się w granicach 50-55 zł. Ich działanie jest bardzo, bardzo podobne (z tym, że w przypadku kremu Rilastil nie zauważyłam zapychania).
Jeżeli Wasza cera nie jest skłonna do zapychania i nie macie problemów z nawracającym trądzikiem, a szukacie aptecznego kremu w przystępnej cenie, który zniweluje Wasze zaczerwienienia, uspokoi rumień i sprawdzi się zarówno na dzień jak i na wieczór, to mogę go Wam polecić. U mnie niestety do końca się nie sprawdził, bardzo żałuję...

PLUSY: 
+ wygodne, higieniczne opakowanie 
+ przyjemna konsystencja i aplikacja
+ zielony kolor maskujący zaczerwienienia
+ delikatny, nie podrażnia
+ poprawia koloryt skóry, "wycisza" rumień
+ ładnie nawilża
+ uniwersalny- sprawdza się i na dzień i na noc
+ wydajność
+ SPF 15

MINUSY: 
- nie współgra ze wszystkimi podkładami
- działa "jednorazowo" 
- mam wrażenie, że mnie zapycha 


Dajcie znać czy miałyście okazję używać tego produktu i jak się u Was sprawdził. Są wśród Was jakieś (nieszczęśliwe) posiadaczki cer naczynkowych? Będzie mi miło jeśli podzielicie się ze mną Waszą receptą na walkę z tym problemem. :) Ściskam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...