21 paź 2014

Q&A, czyli odpowiedzi na Wasze pytania (1).

Natłok wiadomości jakie od Was dostaję (w pozytywnym tych słów znaczeniu), a także zwykła chęć podzielenia się z Wami kawałkiem mojej osoby sprawiły, że jakiś czas temu po raz kolejny poprosiłam Was o wypełnienie krótkiego formularza, który miał być moją bazą do stworzenia banku najczęściej powtarzających się i najchętniej zadawanych przez Was ostatnimi czasy pytań.
Mam nadzieję, że nikt z Was nie poczuje się urażony, ale z różnych względów pozwoliłam sobie pominąć niektóre z nich.
Zapraszam na część pierwszą. Kolejna powinna pojawić się na dniach. Miłego czytania!


1) Ostatnio wiele pisałaś o tym, że jesteś szczęśliwa. Jaki jest Twój sposób na szczęście?
Kiedy w końcu zawita, pozwolić mu usiąść. :) Unikać toksycznych ludzi, robić to co się kocha, wierzyć w marzenia i nie oglądać się za siebie.
Zawsze byłam życiową realistką (pesymistką?) z tendencją do widzenia wszystkiego w czarnych kolorach i zamartwiania się na zapas. Teraz za wszelką cenę staram się tego oduczyć i powoli zaprzyjaźniam się z pozytywnym nastawieniem. Wam też polecam!
PS. Miłość też działa cuda.

2) Masz jakieś hobby? Jak najchętniej spędzasz czas wolny? 
Czytając to pytanie doszłam do wniosku, że chyba jestem bardziej niedzisiejsza niż myślałam. Nie interesuje mnie bycie fit, nie biegam, nie ćwiczę z Chodakowską i nie wyobrażam sobie spędzić popołudnia na siłowni. Nie słucham nałogowo muzyki, a wolny wieczór i klubowe światła w dziewięciu na dziesięć przypadków z przyjemnością zamieniam na małe lenistwo pod kocem, w towarzystwie dobrego filmu, gorącego kakao i swojego faceta. To moja osobista definicja szczęścia.
Czy mam jakieś hobby? Jestem molem książkowym "na urlopie", któremu przez dziesięć miesięcy w roku brakuje czasu na czytanie, przyszłą farmaceutką z przypadku i bloggerką (be)z powołania, która plecie trzy po trzy, a ktoś o dziwo, ma ochotę tutaj wracać. ;) Swoją drogą... fajnie, że jesteście!


3) Czy bierzesz pod uwagę jakieś spotkanie z czytelnikami bloga? 
Nie, bo nikt by na nie nie przyszedł. Ale jeśli mieszkasz w okolicy i masz ochotę wybrać się ze mną na przykład na kawę, to czemu by nie. ;)

4) Zdarza Ci się nie mieć czasami ochoty na prowadzenie bloga? Jakim aparatem robisz zdjęcia?
Zdecydowanie częściej zdarza mi się nie mieć czasu aniżeli ochoty na prowadzenie bloga, ale muszę przyznać, że czasami bywa i tak, że zwyczajnie opuszcza mnie wena, mam za sobą fatalny dzień, zmęczenie bierze górę nad motywacją i chęcią do działania i jedyne na co mam ochotę to płakać w poduszkę. Blogowanie schodzi wtedy na dalszy plan.

Nie wiem skąd pytanie o aparat, ale odpowiem- zwykła cyfrówka, Sony WX60.

5) Jak znajdujesz czas na realizację swoich pasji?
Szczerze powiedziawszy doba zawsze trwa dla mnie za krótko, a między sobotą i niedzielę ewidentnie brakuje jednego dnia. ;) Niestety nie udało mi się jeszcze opracować innowacyjnego systemu oszukiwania czasoprzestrzeni, ale sprawę zdecydowanie ułatwia kalendarz, dobre rozplanowanie dnia/tygodnia i nieodkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę. Nie znoszę kiedy sprawy przekrzykują mi się priorytetami, muszę mieć porządek w głowie i wiedzieć "co, gdzie, kiedy", a to co mogę, załatwiam od razu. Jestem też rannym ptaszkiem, wstaję wcześnie i wiecznie nie dosypiam, co skutkuje co prawda okropnymi worami pod oczami, ale zyskuję w ten sposób przynajmniej godziny lub dwóch w ciągu dnia. I byłabym zapomniała! Łączenie przyjemnego z pożytecznym... naprawdę działa cuda. ;)


6) Ostatnie marzenie, które Ci się spełniło?
Mam wrażenie, że ostatnie miesiące to jedno wielkie spełniające się marzenie. Mam za sobą sesję zakończoną sukcesem, beztroskie wakacyjne lenistwo, piękne wspomnienia i idealny początek jesieni. Czas mógłby się dla mnie zatrzymać. 

7) Miłość czy przyjaźń? Dlaczego?
Miłość. Bo daje mi dwa w jednym. :)
Prawdziwa miłość to przyjaźń przyprawiona namiętnością.

8) Przełomowy moment w Twoim życiu?
Rozpoczęcie studiów. Wszystko zmieniło się o 180 stopni, musiałam przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, poznałam nowych ludzi, usamodzielniłam się. Nie powiem, że było łatwo, ale cholernie cieszę się z miejsca w którym jestem i nie zamieniłabym go na żadne inne. 


9) Czy używasz wszystkich kosmetyków, które otrzymasz np od firm do przetestowania? Z iloma firmami aktualnie współpracujesz?
Nie, częścią dzielę się z mamą i siostrą. Z trzema.

10) Twój ukochany jesienny zestaw modowy na uczelnię?
Szara, sportowa sukienka, czarne kryjące rajstopy, botki na słupku i miejska torebka w rozmiarze XXL, która pomieści połowę mojego świata.

11) Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Uważam, że zdecydowanie za mało jeszcze książek przeczytałam w swoim życiu, by móc mówić o jednej ulubionej, ale ostatnio zachwycałam się sagą o szczęściu Anny Ficner-Ogonowskiej, więc nie sposób byłoby o niej nie wspomnieć. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo przywiązałam się do bohaterów i mogłam dostrzec w nich cząstkę siebie. Piękna, ciepła opowieść o miłości, idealna na jesienne popołudnia, ale nie tylko. Bardzo Wam polecam wszystkie cztery części. :) Swego czasu uwielbiałam  i pochłaniałam medyczne kryminały, kocham się też w twórczości C.R Zafona i powieściach N. Sparksa, mogłabym tak wymieniać i wymieniać.


12) Lubisz jesień?
Z roku na rok chyba coraz bardziej. To taki czas, gdy wszystko zwalnia, a ja wyhamowuję po sezonowym szaleństwie, jesień przynosi odpoczynek i czas na nowe-stare marzenia. Długie, coraz chłodniejsze wieczory, przytulne schronienie ciepłej kuchni, para męskich ramion i herbata w ulubionym kubku o tej porze roku smakuje wyjątkowo dobrze.

13) Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez telefonu, kalendarza, czekolady, bez miłości, zaufania, nadziei, bez zapachu kawy, zmieniających się pór roku, męskich silnych ramion, dobrych rad mojej mamy, bez uśmiechu, bez marzeń, bez najbliższych, bez celu, bez Niego...

14) Mieszkasz sama czy z chłopakiem? Planujesz zostać w Bydgoszczy? Bardzo chciałabym zobaczyć Twoje całe mieszkanie lub pokój. 
Mieszkam z koleżanką. Nie mam pojęcia czy zostanę tu na stałe, nie myślę o tym na razie, czas pokaże. Często prosicie mnie o tzw room tour, ale nie uważam, by moje mieszkanie mogłoby stać się dla kogoś z Was wielką dawką inspiracji, jest małe i całkiem zwyczajnie, ledwo się w nim mieścimy i nie do końca jestem pewna, czy jest sens tworzenia takiego posta.


15) Ile czasu zajmuje Ci poranny makijaż?
Tyle ile go mam. :) Potrafię malować się zarówno pół godziny, jak i niecałe 10 minut. 

16) Co Cię motywuje do nauki i działania?
Najbardziej chyba satysfakcja i chęć zadowolenie z samej siebie, uważam że być zadowolonym z samego siebie, z tego jakim się jest i z tego co się robi, to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu.

17) Gdzie chciałabyś jechać w tym roku na wakacje?
Chorwacja, Grecja, może Hiszpania? Pomarzyć zawsze można. ;) Ale najpierw trzeba zaliczyć rok i praktyki wakacyjne. Może we wrześniu!



18) Co Twój chłopak sądzi na temat Twojego bloga? Nie wstydzi się wśród kolegów, że jego dziewczyna zajmuje się tego typu działalnością? W końcu bycie blogerką to dziś trudna sprawa. Długo jesteście razem? Bo z tego co widzę, to dopiero od niedawna zaczęłaś o nim więcej wspominać.
A uważasz, że ma powody do wstydu? :) Wspiera mnie i kibicuje.
Mamy już całkiem ładny staż, ale szczerze powiedziawszy naprawdę nie zauważyłam, bym wcześniej wspominała o nim mniej lub teraz więcej... Mój związek nie jest tematyką mojego bloga, a co najmniej połowa pytań dotyczy właśnie jego. Nie do końca to rozumiem i nie widzę też sensu, by na nie wszystkie odpowiadać.

19) Co myślisz o związkach na odległość? Czy mieszkasz ze swoim facetem w jednym mieście? Czy on też studiuje farmacje? Często się widujecie?
Związki na odległość to trochę godzenie się na pewną tęsknotę, ale nie uważam, by były z góry skazane na porażkę. Nie studiujemy razem (M. studiuje zaocznie), ale widujemy się bardzo często, najczęściej jak to tylko możliwe. Do domu mam 100 km, czyli półtorej godziny drogi samochodem, więc to nie jest żaden problem.


20) Ile masz lat? Długo znasz się ze swoim chłopakiem?
W lutym skończę 22 lata, z M. znam się ... na wiosnę będzie 6 lat. :P 

21) Miejsce, do którego lubisz wracać?
Dom rodzinny, czyli mój osobisty azyl. I nasze polskie morze. Jeżdżę tam co roku od dziecka i mam z tym miejscem same dobre wspomnienia. Pozwala mi się zatrzymać, naładować pokazujące stan krytyczny baterie i zapomnieć o całym świecie. I właśnie za to je kocham.





CDN 

Zobacz także:

17 paź 2014

Garść recenzji, czyli wrześniowy Projekt Denko.

Przedwcześnie rozpoczęty weekend jest idealną okazją na to, by przypomnieć Wam o swojej obecności. (Nie)regularność z jaką pojawiają się posty woła o pomstę do nieba. Dysk ugina się pod ciężarem surowych recenzji, które czekają na dopieszczenie, a ja opracowuję system oszukiwania czasoprzestrzeni, by pomiędzy codziennymi, kilkugodzinnymi pracowniami, ważniejszymi zaliczeniami i snem, znaleźć chwilę dla siebie. Jestem w ciągłym biegu, pędzę, ale wcale nie ukrywam, że szczerzę się przy tym jak dziecko. Lubię to co robię i sama nie wiem, czy czerpię z tego więcej przyjemności, czy satysfakcji... Wy też spróbujcie! To taka porada z cyklu "każdy to wie", ale nie zdaje sobie sprawy, jakie to fajne, dopóki tego nie zrobi. Na deszczową jesień za oknem i towarzyszące jej pochmurne nastroje, odrobina codziennego szczęścia będzie jak znalazł.

Ale nie mądruję się dłużej, wracamy do kosmetyków!

Poczynione przeze mnie ostatnio zakupy, zdecydowanie przekraczają limit zdrowego rozsądku. Chcąc ugasić wyrzuty sumienia i usprawiedliwić się trochę sama przed sobą, zapraszam Was na wrześniowy Projekt Denko. Wbrew pozorom- zużywać też potrafię. ;)


Do kosza w ubiegłym miesiącu trafiło kilka naprawdę fajnych produktów. Dosłownie nie mogę doczekać się aż Wam o nich opowiem, także nie przedłużając, zapraszam już do czytania!


KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC HAPPY MOMENT BEBEAUTY 
Biedronkowy, tańszy odpowiednik słynnego żelu Happy Time z Nivea, za którego zapachem swoją drogą szaleję. Równie kremowy, równie gęsty i równie dobrze kojarzący mi się z latem i zapachem wakacyjnej beztroski. Wielka butla o pojemności 400 ml kosztuje mniej niż 5 zł, także jeśli jeszcze go nie znacie, pędźcie do Biedronki. Ja wracam do niego sezonowo, bardzo dobrze się u mnie spisuje no i jest tani jak barszcz. :)

ŻEL + OLIWKA POD PRYSZNIC (OLIWKA Z BAWEŁNY) LIRENE
Zakochałam się w zapachu tego kosmetyku i wcale tego nie ukrywam. Jest przepiękny! Delikatny, subtelny, nie ma szans by gryzł się z naszym balsamem czy ulubionymi perfumami. Jest średnio wydajny i nie zauważyłam by nawilżał skórę, ale i tak pojawił się w moich ulubieńcach. W poniedziałek lecę po kolejne opakowanie, strasznie się z nim polubiłam i jeśli szukacie czegoś podobnego, to zdecydowanie go Wam polecam.


PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ ZIAJA INTIMA (MIGDAŁ) 
Lubię te płyny i bardzo często do nich wracam. Są niedrogie, bardzo wydajne i zwyczajnie spełniają swoje zadanie. Nie widzę sensu, żeby przepłacać. ;)

ANTYPERSPIRANT REXONA (ALOE VERA)
Był jak najbardziej w porządku, choć jak wszystkie antyperspiranty w sprayu, strasznie szybko się skończył. Pod względem działania i ochrony nie mam mu nic do zarzucenia, ale tak jak już wielokrotnie wspominałam, nie mam zbyt dużych wymagań jeśli chodzi o produkty tego typu i zwykle nie widzę między nimi różnicy.


ŻEL PEELINGUJĄCY POD PRYSZNIC DROBINY ORZECHÓW I MIGDAŁÓW PERFECTA
Bardzo delikatny zdzierak do codziennego użytku. Mnie odpowiadał, bo nie lubię bardzo mocnych i ostrych peelingów, ale jeśli Wy właśnie za takimi przepadacie, to prawdopodobnie nie będziecie z tego produktu zadowolone. Bardzo podobał mi się jego zapach- słodkie, jadalne aromaty to coś, co zdecydowanie uwielbiam. Mam problem z regularnym peelingowaniem się, a po ten produkt sięgałam wyjątkowo często, więc chyba jestem z niego zadowolona. :)
Dorwałam go swego czasu w Biedronce, ale podejrzewam, że dostaniecie go też w drogeriach. :)

TRUSKAWKOWY JOGURT DO CIAŁA MARKI FENNEL*
Recenzowałam Wam go jakiś czas temu, więc jeśli macie ochotę przeczytać o nim coś więcej, to odsyłam Was do TEGO posta. Całkiem przyjemny produkt, szczególnie na lato, a wszystko za sprawą lekkiej żelowo-galaretowatej konsystencji i zapachu truskawkowego "danonka". :P


ODŻYWKA L'OREAL ELSEVE FIBRALOGY*
Jej też poświęciłam oddzielną recenzję jakiś czas temu (KLIK), bardzo dobrze mi się sprawdzała, choć nie zauważyłam w czasie jej stosowania żadnej ekspansji grubości i objętości moich włosów. Duży plus za zapach i za to, że nie obciążała mojej czupryny. Być może jeszcze kiedyś do niej wrócę. Na razie zużywam inne produkty tego typu.

PŁYN MICELARNY BEBEAUTY
Kolejne denko i kolejne opakowanie, czy trzeba cokolwiek dodawać? :)


EMULSJA DO TWARZY ALTERRA (GRANAT I ALOES)
robi furorę w blogosferze, ja długi czas nie mogłam się do niej przekonać. Zupełnie nie nadaje się do demakijażu, jest rzadka, a przy tym koszmarnie niewydajna, ale muszę przyznać, że do porannego oczyszczania twarzy i tak zwanego "drugiego mycia" sprawdzała się naprawdę dobrze. Rozprowadzałam ją na suchej skórze, bez użycia wody, nadmiar usuwamałam przy użyciu płatka kosmetycznego, a następnie spłukiwałam. Emulsja jest delikatna, łagodna i ma bardzo przyjemny skład, ale zdecydowanie trzeba się do tego produktu przyzwyczaić. Nie zauważyłam zapychania ani podrażnienia, prawdopodobnie skuszę się na nią ponownie. 

ANTYBAKTERYJNY ŻEL DO MYCIA TWARZY NORMACNEPREVENTI DERMEDIC*
Bardzo, bardzo fajny produkt do oczyszczania twarzy, chyba jeden z przyjemniejszych jakie miałam okazję używać. Choćbym chciała, za bardzo nie mam się do czego przyczepić, jestem pewna, że wszystkie posiadaczki cer mieszanych i trądzikowych byłyby z tego produktu zadowolone. Więcej o nim przeczytacie w TYM poście, zapraszam. 


PODKŁAD MAYBELLINE AFFINITONE 
Nie będę się rozwodzi na jego temat, bo musiałabym powtórzyc dokładnie to samo, co napisałam w recenzji (KLIK), także tam odsyłam wszystkich bliżej zainteresowanych. Porównałam go z podkładem Healthy Mix od Bourjois, więc jeśli taki temat Was interesuje, zajrzyjcie koniecznie. Lubię go za krycie i łatwą aplikację. Żałuję natomiast, że odkład nie utrzymuje się na mojej tłustej cerze zbyt długo i lubi dawać wrażenie zmęczonej, przesuszonej cery. Przeciętniak. 

+ antybakteryjne chusteczki do rąk, husteczki facelle i maseczka oczyszczająca z glinką szarą Ziaja, która pojawia się chyba w każdym Projekcie Denko.

Znacie któryś z recenzowanych dzisiaj przeze mnie produktów? Wypatrzyłyście dla siebie coś ciekawego? 
Nocnym markom życzę dobrej nocy, a tym którzy trafili tutaj dopiero rano, miłego piątku i udanego rozpoczęcia weekendu. Dużo uśmiechu Kochani! :* 

PS. DO KOŃCA WEEKENDU CZEKAM JESZCZE NA WASZE PYTANIA :) 

*produkt otrzymałam w ramach współpracy

10 paź 2014

Q&A zadaj mi pytanie!



Śpicie? Jeśli nie, to gorąco zachęcam Was do wypełnienia poniższego formularza.
Postanowiłam odświeżyć na moim blogu serię pytań i odpowiedzi (ostatni post tego typu pojawił się ponad rok temu) i ... (coś na co czeka duża część z Was :)) podzielić się w końcu z Wami swoimi wrażeniami z drugiego roku studiów. Jeśli zatem jest coś (niekoniecznie związanego z tematem farmacji) co Was ciekawi, czego chciałybyście się dowiedzieć, to pytajcie śmiało. Z przyjemnością odpowiem na Wasze pytania i o ile będzie to możliwe, uchylę Wam rąbka tajemnicy.

Formularz jest całkowicie anonimowy, możecie wypełniać go do końca przyszłego tygodnia, po weekendzie powinnam pojawić się z odpowiedziami. 




Dobrej nocy! :* 

6 paź 2014

Wrzesień w zdjęciach.

Wybaczcie mi ten mały blogowy zastój. Wakacyjna beztroska już się skończyła, a ja powoli godzę się z nadejściem nowej codzienności. Kalendarz bez najmniejszych wyrzutów sumienia wskazuje miesiąc, w którym czas wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności organizacji czasu i energii, która pozwoliłaby pogodzić studiowanie z blogowaniem i "jako takim" życiem prywatnym. Przeraża mnie wizja pogodzenia tych trzech "etatów", ale po cichu liczę na to, że wszechświat nadal będzie mi sprzyjać.

Wrzesień był dla mnie mało intensywnym miesiącem. W dalszym ciągu uskuteczniałam wakacyjne lenistwo i o ile to w ogóle możliwe, cieszyłam się nim na zapas. Nie myślałam, nie analizowałam, byłam. Przypomniałam sobie o magii północy i o tym, że o tej godzinie kocha się najbardziej. Zasypiałam z odważnymi myślami i wchłaniałam szczęście każdą cząstką mnie, by schować je głęboko na później.
Zaliczyłam też kilka kulinarnych porażek, zaczęłam kompletować jesienną garderobę i do oporu zajadałam się słodkościami, które o tej porze roku smakują mi chyba jeszcze bardziej niż zwykle. Kilka razy pojawiłam się w Bydgoszczy, by wspierać poprawkowiczów skazanych na "kampanię wrześniową", a w ostatnich dniach miesiąca znowu zadomowiłam się tu na stałe.
Zobaczcie jak było!


1) Cały czas pochłaniam sagę o szczęściu. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji poznać Anny Ficner Ogonowskiej, a dysponujecie większą ilością czasu niż ja aktualnie i szukacie ciepłej, wzruszającej opowieści o miłości na jesienne wieczory, bardzo Wam te książki polecam. :)
2) Domowe burgery, to chyba mój jedyny wrześniowy popis kulinarny, który dał się zjeść. Lasagne i ciasto Bounty mogły z powodzeniem wylądować w koszu.
3) Wrześniowy OOTD.
4) Słodki ekwipunek na deszczowe popołudnie. Czy tylko ja mam wrażenie, że jesienią czekolada smakuje jeszcze lepiej niż zwykle.
5) W końcu udało mi się dorwać moje botki w H&M. Są nieziemsko wygodne i nadal nie mogę się na nie napatrzeć.
6) Sezon świeczkowy rozpoczął się już na dobre.
7) Z niemałą ulgą pozbyłam się materiałów na drugi rok farmacji. Cztery olbrzymie torby książek, kserówek i notatek, znalazły nową właścicielkę.
8) Jeśli będziecie w Bydgoszczy i najdzie Was ochota na pizzę, na którą nie będziecie musiały czekać nie wiadomo ile, polecam(y) pizzerię Gregorio przy ulicy Gdańskiej. Klimatyczne, spokojne miejsce. :)
9) Bydgoska starówka. Mówcie co chcecie, ale ja naprawdę lubię to miasto. :) Wiążę z nim same fajne wspomnienia.


1,2) We wrześniu dotarło do mnie moje pierwsze zamówienie z Sheinside. Jeśli jesteście ciekawe co dla siebie wybrałam i czy byłam z tego wyboru zadowolona, odsyłam Was TUTAJ.
3) Do mojej kolekcji perfum dołączył nowy zapach. Zamówiłam go w ciemno i sama nie wiem czy go lubię... A mowa o perfumach Naomi Campbell.
4) Moja perełka skończyła niedawno dwa latka.
5) Przygotowałam się na szaleństwo zakupowe z Glamour. Muszę Wam powiedzieć, że jesienne zakupy całkiem mi się udały, ale znając życie zanim zabiorę się za haul, po jesieni nie będzie już nawet śladu.
6) Ikea pomogła mi zorganizować sobie szafę. Przy takim małym mieszkaniu każda szuflada jest na wagę złota. ;)
7) Babski wieczór czas start! 
8) Truskawkowe smoothie w Empik Cafe szału niestety nie robi. :P Ale przynajmniej pozytywnie nastraja na resztę dnia.
9) Znowu na swoim... :)

A Wam jak minął wrzesień? Złapała Was jesienna depresja, czy może wręcz przeciwnie, szczęście sprzyjało Wam bardziej niż przez ostatnie pół roku? Dajcie znać co u Was, ja cały czas rozpaczam nad moim planem zajęć (poniedziałek: 12 godzin laboratorium, wtorek: patofizjologia, chemia leków, mikrobiologia lek.) i staram się przywyknąć do wstawania o szóstej rano i nie ignorowania budzika seriami drzemek. Nie jest łatwo. ;)

ZOBACZ TAKŻE:
* Sierpień w zdjęciach. 

1 paź 2014

Lekki, intensywny nawilżacz. Lotion do ciała Emolient Linum Dermedic.

System automatycznej publikacji znowu spłatał mi figla, dlatego z małym opóźnieniem zapraszam Was na post, który powinien pojawić się tutaj wczoraj. Miłego czytania! :)

***
 Początek jesieni to czas, kiedy jeszcze chętniej niż zwykle sięgam po balsamy, mleczka i masła do ciała. To jeden z moich ulubionych kroków w codziennej pielęgnacji. Jestem zdecydowaną zwolenniczką słodkich, jadalnych zapachów w kosmetykach, ale nawet taki łasuch jak ja, potrzebuje czasem małej odskoczni od stężonych roztworów cukru i wybiera kosmetyki o delikatnych, neutralnych nutach. Staram się by i taki produkt zawsze był w mojej łazience. Ostatnio gości u mnie seria Emolient Linum od Dermedic. Całkiem niedawno recenzowałam dla Was regenerujący krem do rąk (KLIK), tym razem przyszedł czas na jego większego brata. ;) Jeśli szukacie właśnie lekkiego, ale intensywnego nawilżacza do ciała, o bardzo dobrym składzie, to nie mogłyście trafić lepiej! :)


Białe, zgrabne opakowanie, które otwieramy jednym naciśnięciem palca, mieści w sobie 200 ml bardzo lekkiego balsamu o dość rzadkiej, żelowo-wodnistej konsystencji. Ma to oczywiście swoje plusy, produkt wchłania się w skórę dosłownie jak woda i podobnie jak krem do rąk z tej samej serii, zupełnie nie pozostawia na niej tłustej, lepiącej się warstwy. Jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, nie tylko za sprawą konsystencji, ale również zapachu. Jest na tyle delikatny i subtelny, że zadowoli na pewno nawet najbardziej wrażliwe nosy. Jeśli natomiast cenicie sobie bardziej intensywne zapachy w kosmetykach, to nie jest to produkt dla Was. 


Jestem niesamowicie zaskoczona tym, że tak lekka formuła, mieści w sobie tyle odżywczych składników. Produkt zawiera w swoim składzie nie tylko masło shea (zaraz po wodzie i glicerynie) i olejek arganowy, ale również olej lniany, ekstrakt z jęczmienia, kwasy omega i alantoinę, która ma działanie łagodzące i przeciwświądowe. Lotion jest bardzo delikatny, uwielbiam używać go po depilacji, bardzo ładnie koi, łagodzi i nawilża podrażnioną skórę. Kiedy używam go po porannym prysznicu, jeszcze wieczorem czuć, że moja skóra jest nawilżona i wcale rozpaczliwie nie domaga się kolejnej porcji kosmetyku.

Lotion przeznaczony jest do skóry suchej i atopowej, jest hipoalergiczny, nie zawiera barwników, parabenów, olejów mineralnych i można go stosować już od trzeciego roku życia. 


Moja skóra (choć normalna) bardzo się z tym produktem polubiła. Nie wiem jak sprawdziłby się w przypadku osób z dużymi skłonnościami do alergii i większymi problemami skórnymi, ale jeśli nie musicie się z nimi zmagać, a szukacie produktu o fajnym składzie, który błyskawicznie się wchłania, ładnie nawilża skórę i skraca do minimum nielubiany przez Was rytuał balsamowania się, to bardzo Wam ten lotion polecam. Zdecydowanie warto przyjrzeć mu się bliżej, jeśli lubicie apteczne kosmetyki, według mnie jest jak najbardziej godny polecenia. :) Mógłby być tylko trochę bardziej wydajny...

Plusy:
+ lekka konsystencja
+ bardzo szybko się wchłania
+ skład
+ nie podrażnia
+ koi, łagodzi, bardzo dobrze nawilża
+ bardzo delikatny i subtelny zapach 
+ cena

Minusy:
- opakowanie jest dość twarde i gdy w środku zostało już niewiele produktu, jest problem z jego wydobyciem
- wydajność

Opakowanie o pojemności 200 ml, możecie dorwać w aptekach nawet za 15 zł. Dostępna jest również wersja 400 ml, która cenowo wychodzi jeszcze lepiej (ok. 24 zł). 

Dajcie znać czy lubicie sięgać po apteczne kosmetyki do pielęgnacji ciała. Macie problem z przesuszoną, podrażnioną skórą? Jak sobie z nią radzicie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...