06.05.2016

17 must have na wiosnę/lato 2016!

Tegoroczna majówka sprawiła, że złapałam duży oddech po ostatnich pędzących dniach, i w sumie może powinnam napisać o niej w pierwszej kolejności, by podkreślić fakt, że było mi cudownie. Jedynym minusem tego wyjazdu było to, że trwał tak krótko. Wprawdzie przywiozłam ze sobą dużo spokoju, a kieszenie wypełniłam nową energią i siłami, ale nie wiem czy wystarczy mi ich na długo. Maj zapowiada się wręcz piekielnie, ale i tak będzie niczym w porównaniu z czerwcem, w którym osiągnę zapewne apogeum zmęczenia, deficytu snu i nie jedno chwilowe załamanie. Wykorzystuję więc ostatnie luźniejsze (czy to aby na pewno odpowiednie słowo?) dni i póki czas jeszcze na to pozwala, planuję powoli letnie wydatki. Wyjęta z życia w kolejnych tygodniach zapewne nie będę miała już na to czasu... Pocieszam się faktem, że to już ostatnia taka pracowita wiosna w moim życiu. :)

Post powstał przy współpracy z SheIn, ale potraktujcie go bardziej jako inspirację. Aktualne kolekcje w sieciówkach pozwolą Wam znaleźć wszystko to, co upatrzycie sobie w dzisiejszym poście. Daję słowo, bo to właśnie sieciówki były dla mnie punktem odniesienia przy tworzeniu poniższej listy. Nie ukrywam, że miałam przy tym niezłą frajdę, więc tym bardziej liczę na to, że i Wam się spodoba! Miłego oglądania! :)














 [1] [2] [3] 







Jakie zakupy planujecie na sezon wiosna-lato? Wam coś w oko? :) Ja oszczędzam na Obaga... :)


INSTAGRAM

https://www.instagram.com/soonnaaillee/

22.04.2016

Wiosenne nowości w mojej szafie.

Ostatnimi dniami strefa beauty aż huczy od rossmannowskiej promocji i pewnie huczeć będzie jeszcze przez najbliższe trzy tygodnie, i nie wiem jak Wy, ale ja odczuwam wyjątkowy przesyt tym tematem. Może się zestarzałam, a może po prostu zmądrzałam, ale hasło "-49%" nie robi już na mnie wrażenia. :) Oduczyłam się chomikowania kolorówki, a pieniądze, które jeszcze dwa lata temu przeznaczyłabym na czwarty w kolejce tusz do rzęs, trzeci róż i kolejny podkład na zapas, dziś wolę przeznaczyć na... nowe buty. :) Jeśli i Wy pragniecie od jakiegoś czasu minimalizmu w kosmetyczce, a uzupełnianie garderoby cieszy Was zdecydowanie bardziej niż zakupy stricte makijażowe, to nie mogłyście trafić lepiej! Pokażę Wam dzisiaj nowości, które od blisko trzech miesięcy, stopniowo gromadziłam w swojej szafie z myślą o nadejściu wiosny. Mam w planach zaopatrzyć się jeszcze w kilka rzeczy, ale o tym jakich, opowiem Wam przy okazji kolejnego posta. Tymczasem witam się z Wami piątkowo i nie przedłużając, zapraszam już do oglądania. :)

Na początek może wspominane już wcześniej buty.
Moim bezwzględnym musthave na wiosnę były krótkie, białe conversy. Bycie posiadaczką stopy w   rozmiarze 35 niewątpliwie się opłaca. :) Wierzcie lub nie, ale udało mi się dorwać je za niecałe 170 zł w kolekcji dziecięcej. :) Interes życia!
Od roku choruję również na espadryle i w końcu znalazłam okaz idealny w Promodzie. Czy te tasiemki wiązane wokół kostki nie są urocze? Poluję jeszcze na wersję koronkową, ale póki co nie trafiłam jeszcze dokładnie na to czego szukam.

Trampki- Converse 


Espadryle- Promod 



Największym wydatkiem była dla mnie kurtka, po którą wracałam się chyba z pięć razy. Nie byłam co do niej do końca przekonana, ale ostatecznie przywędrowała ze mną do domu i uważam, że był to jeden z lepszych zakupów ostatnich miesięcy. Jest bardzo wygodna, praktyczna i super wykonana, w dodatku pasuje mi dosłownie do wszystkiego. Od kiedy ją kupiłam, zdradzam z nią mój oversize'owy płaszczyk i skórę, nie możemy się rozstać. :) Kocham ten kolor!

Parka- Reserved 


Przeurocza, zwiewna i bardzo kobieca koszula w bordowe serduszka i skrzydełka to mój prezent od siostry. :) Sama nie wiem czy lepiej wygląda w towarzystwie dżinsów czy czarnych rurek. Uwielbiam ją w obu wydaniach. :)

 Koszula w serduszka- Pull&Bear 


Przy zakupie espadryli w Promodzie udało mi się dorwać też zwykłą bawełnianą koszulkę, była akurat promocja na basici i kosztowała 10 zł. Żal było nie wziąć. :) Jest naprawdę bardzo dobrej jakości!

Top- Promod 


Kupiłam też rurki z rozcięciami na kolanach w kolorze khaki, którego szczerze nienawidzi mój M. (:*). Na stronie występują one pod nazwą 7/8 ale dla mnie są idealnie do kostek. Niestety nie jestem z nich do końca zadowolona, bo miałam je na sobie zaledwie kilka razy, a strasznie się rozciągnęły... Jeśli macie w planach ich zakup, to koniecznie weźcie mniejszy rozmiar! Były dostępne też w wersji czarnej i pudrowo-różowej. :)

Oliwkowe rurki- Stradivarius 


Teraz pora na Zarę, z którą do tego momentu było mi strasznie nie po drodze. Zupełnie nie byłam w stanie zrozumieć fenomenu tej marki, gdyż większość rzeczy była tam dla mnie albo zupełnie nie warta swojej ceny, albo tak niewpisująca się w moje gusta, że dużej części asortymentu nie przygarnęłabym nawet za darmo. Do tego dochodziła jeszcze przedziwna rozmiarówka i fakt, że w zarowej XS-ce dosłownie tonęłam. Wiosenna kolekcja zauroczyła mnie jednak totalnie i wierzcie lub nie, ale w tym momencie mogłabym tam dosłownie zamieszkać. Zobaczymy czy to tylko chwilowe zakochanie, czy pozostanę jej wierna na dłużej. ;)

Na początek może kombinezon, czyli moja tak zwana "miłość od pierwszego wejrzenia". Kupiłam go z myślą o komunijnym przyjęciu, które szykuje się nam w maju, ale myślę że sprawdzi się również w czasie kolacji na wakacyjnym wyjeździe lub jakimś innym letnim większym wyjściu. Dajcie znać co myślicie! Ja uważam, że jest bardzo kobiecy i super się w nim czuję.

Kombinezon- Zara 


Jeśli śledzicie mnie regularnie to wiecie, że jestem wielką fanką materiałowych shortów i spódnico-spodni. Większość tych, które mam sprawdzała się lepiej zimą niż wiosną, więc zaopatrzyłam się w dwa nowe egzemplarze, w kolorach, których w mojej szafie do tej pory brakowało, a które wyjątkowo mi się w tym sezonie spodobały.

Oliwkowe shorty- Zara


Musztardowe spódnico-spodnie- Zara






Dobrałam do nich zwiewną, luźną koszulę, trochę w stylu retro ze złotymi detalami. Poza tym, że przeokropnie się gniecie, to nie ma chyba żadnych minusów. Jest piękna. :) Miałyście okazję zobaczyć ją już na instagramie.

Koszula- Zara 



Na deser jeszcze szara bluzka z długim rękawem, z uwielbianej przeze mnie prążkowanej tkaniny z delikatnymi wycięciami na obojczykach. Była dość droga, bo kosztowała 70 zł, ale jeśli odczuwacie przesyt bluzkami z gołymi ramionami i szukacie czegoś innego, to przyjrzyjcie jej się bliżej. :)

Bluzka- Zara


Pasiaków też nigdy za wiele. :) To mój ulubiony print bez względu na okazję i porę roku!

T-shirt- Zara 
(wybaczcie, że taki wygnieciony, ale cholernie nie lubię się z żelazkiem i potrzebuję trochę czasu by nastawić się na to spotkanie. Dziś go nie mam, a bardzo chciałam wstawić dla Was ten post!)


Na koniec pokażę Wam jeszcze dwie pary jeansowych rurek, które zamówiłam dla siebie z SheIn (KLIK). Z poprzednich spodni (czarne rurki z rozcięciami -> KLIK) byłam na początku bardzo zadowolona, jednak strasznie szybko się zniszczyły i teraz nadają się już tylko do wyrzucenia... Ich jakość jednak nie byłam najlepsza. :( Te były trochę droższe, więc mam nadzieję, że dłużej mi posłużą! Jeśli chodzi o rozmiar, to sugerowałam się wymiarami podanymi na stronie i wybrałam S-kę. Obie pary pasują idealnie!

JEANSOWE RURKI Z DZIURAMI
Rozmiar S


JEANSOWE RURKI Z PRZETARCIAMI
Rozmiar S


Koniecznie dajcie znać co myślicie, czy udało Wam się wypatrzyć coś dla siebie? Kupiłyście coś ciekawego na wiosnę? :)
Czekam na Wasze komentarze i życzę Wam miłego dnia! Do weekendu już tylko kilka godzin! Mój startuje o 18:00. :) Trzymajcie się ciepło! :*

INSTAGRAM

 PS. U mnie wszystko po staremu. Nadal bardzo cierpię na tak zwany niedoczas, trochę nie dosypiam, a tęsknota za męskimi ramionami wraz z upływem tygodnia coraz bardziej drapie od środka. Lecząc się marzeniami niecierpliwie czekamy na lipiec... ♥

01.04.2016

Kosmetyczne perełki początku roku.

Przywiązanie to jeden z podstawowych powodów, dla których piszę ten post. Choć moja obecność tutaj już dawno straciła swoją regularność (a wraz z nią i wielu czytelników), ja nadal lubię tu wracać. Lubię i chcę, choć wcale nie ukrywam, że gdy cierpimy na wieczny "niedoczas", jest to nie lada wyzwaniem... Wiem jednak, że jest garść osób, które stale tu bywają i podglądając moją często mało interesującą codzienność, niecierpliwie czekają na kolejny odzew z mojej strony. I cudownie jest mieć tę świadomość. :)) Ale jest też druga kwestia... Odkąd blogowanie stało się modnym sposobem na życie, a instagram (który dla mnie jest swego rodzaju spacerem po wspomnieniach) zaczęły zalewać profesjonalne (a w mojej ocenie często mało prawdziwe i przekombinowane) zdjęcia, przestało być tu "po mojemu".  Często miewam wrażenie, że przestałam tu pasować... Blog nigdy nie był i nigdy nie będzie numerem jeden w moim życiu. Choć bardzo cenię sobie relację z Wami-odbiorcami, a tworząc to miejsce utrwaliłam tu jednocześnie dużą cząstkę siebie, swoich wspomnień, upodobań i planów, nadal jest tylko miłą odskocznią od codzienności. Codzienności wypełnionej niemal po brzegi studiami, w której trzeba znaleźć jeszcze czas na miłość, przyjaciół, rodzinę, odpoczynek... Niewykonalne. :P
Ale zanim stanę się prawdziwą królową marudzenia, zapraszam Was na dawno obiecywany i długo wyczekiwany post, w którym pokażę Wam kosmetyki, które zauroczyły mnie w ostatnim czasie. Jestem pewna, że uda Wam się wypatrzyć dla siebie coś ciekawego. Miłego czytania!


ANTYPERSPIRANT W KREMIE GARNIER NEO (soft cotton)- nie jestem szalenie wybredna jeśli chodzi o produkty tego typu, gdyż większość z nich sprawdza się u mnie bez zarzutów i zazwyczaj sięgam po to, co akurat jest w promocji. Tak było i tym razem. :) Antyperspirant w kremie to dla mnie zupełna nowość, którą wyjątkowo polubiłam! Na początku muszę zaznaczyć, że nie przepadam za antyperspirantami w sztyfcie (nie lubię uczucia jakie dają na skórze i faktu, że strasznie brudzą ciemne rzeczy), wydawało mi się, że będzie to produkt podobnego pokroju, więc miałam niewielkie obawy przed pierwszą aplikacją... na szczęście nowość od Garniera zupełnie ich nie przypomina. :) To całkowicie inna formuła, która według mnie bije na głowę produkty w kulce i sprayu! Wygrywa z nimi przede wszystkim pod względem wydajności i wygody w stosowaniu. Produkt przyjemnie się aplikuje, a oprócz tego, że robi to co robić powinien, to jest bardzo delikatny, nie podrażnia skóry (nawet bezpośrednio po depilacji), a do tego przepięknie pachnie! Serio, to chyba najładniej pachnący antyperspirant jakiego miałam okazję używać. :) Jeśli nie lubicie uczucia lepkości, jakie dają kulki i nie przepadacie za duszącymi dezodorantami w sprayu, koniecznie spróbujcie tego produktu. Jestem pewna, że będzie zadowolone!

SERUM DO PAZNOKCI I SKÓREK MAX REPAIR EVREE- o ile z kremami do rąk się nie rozstaję i jestem od nich wręcz uzależniona, o tyle pielęgnacja skórek w moim przypadku zawsze pozostawiała wiele do życzenia. ;) Dopiero noszenie hybryd sprawiło, że zaczęłam bardziej dbać o skórki i okolice paznokci. Serum w pędzelku marki Evree jest moim numerem jeden, głównie ze względu na szybką, prostą i wygodną aplikację. :) Używanie tego produktu to naprawdę sama przyjemność! Sięgam po niego regularnie przed snem, czasami zdarza mi się też wrzucić go do torebki. Używam go już dobry kawał czasu (od listopada?) i naprawdę widzę efekty, moje skórki są nawilżone, nie zadzierają się, dawno nie były w takiej dobrej kondycji. Polecam!

ŻEL MICELARNY 3w1 VIS PLANTIS- to moje okrycie ostatnich miesięcy, nie wiem jak wcześniej mogłam bez niego funkcjonować! Olbrzymia i cholernie wygodna butelka z pompką o pojemności 500 ml wystarczyła mi na ponad 3 miesiące codziennego stosowania. Jestem tym produktem naprawdę oczarowana, odkąd go używam demakijaż przestał być dla mnie codziennym koszmarem. Zmywam nim głównie makijaż oczu, sprawdza się stosowany zarówno bezpośrednio na skórę, jak i przy pomocy płatków kosmetycznych. Radzi sobie ze wszystkim co mam na oczach i to dużo szybciej niż płyny micelarne, których namiętnie używałam do tej pory. A przy tym jest szalenie delikatny, nie ma mowy by podrażniał oczy. :) Zdarzało mi się używać go również do demakijażu twarzy, ale w tym przypadku konieczne było jeszcze dodatkowe doczyszczenie skóry bardziej oczyszczającym żelem. Lubię stosować go również w czasie porannej pielęgnacji, w tej kwestii również sprawdza się bez zarzutów. Minusem jest dostępność, nie widziałam go niestety w Rossmannach. :(  Ja swój dorwałam w supermarkecie Leclerc (około 13 zł), ale myślę że spokojnie można dostać go również w internecie. U mnie zagości na pewno na stałe. :)

OLIWKA BABYDREAM DLA MAM- to produkt, do którego wracam sezonowo w chłodniejszych miesiącach. :) Towarzyszył mi przez całą zimę i choć robi się już cieplej, nadal nie potrafię się z nim rozstać. Nie znam produktu w tej kategorii cenowej, który nawilżałby moją skórę lepiej niż ta oliwka. Uwielbiam ją również za zapach i fakt, że długo utrzymuje się na skórze. Super sprawdza się również nakładana na noc, na włosy. Wybaczcie, ale nie widzę minusów. :) Jeśli jakimś cudem jeszcze jej nie znacie i nie miałyście okazji używać, polecam gorąco!

KONTURÓWKA DO UST LOVELY PERFECT LINE #1- zaszczepiła we mnie miłość do konturówek. :) Najchętniej kupowałabym je teraz nałogowo. :) Na pochwałę zasługuje przede wszystkim kolor- to piękny, zgaszony odcień różu, idealny na co dzień. Świetnie współgra z większością szminek, które posiadam, ale lubię nakładać ją również solo na całe usta, bo daje ładny, matowy efekt. Może je co prawda trochę przesuszać, ale pomadka ochronna nałożona wcześniej spokojnie daje sobie z tym radę. :) Kredka nie jest bardzo trwała, utrzymuje się raczej do pierwszego posiłku, ale za taką cenę nie wymagam od niej cudów. Lubię i polecam. :)

Perfumy Flowerbomb V&R- zostawiłam je sobie na deser, bo nadal nie wiem jakich słów użyć, by dobrze oddać to, jak bardzo je uwielbiam. :) Za każdym razem kiedy po nie sięgam mam wrażenie, że zostały stworzone specjalnie dla mnie... Są słodkie, kobiece, luksusowe, zmysłowe, IDEALNE pod każdym względem! Czuję, że bardzo do mnie pasują, a fakt, że stanowią prezent od mojej drugiej połówki, czyni je jeszcze bardziej wyjątkowymi...  Jeśli lubicie słodkie zapachy, po prostu je powąchajcie, jestem pewna, że zrozumiecie o czym mówię. :)

A Was co zauroczyło w ostatnich tygodniach? Macie jakieś hity godne polecenia?

Na dziś to już wszystko! Pozostaje mi życzyć Wam cudownego weekendu i trzymać kciuki, żeby wiosna została z Nami już na dobre. :) Buziaki!

INSTAGRAM
 
https://www.instagram.com/soonnaaillee/

03.03.2016

Wielkie wyjście? Nowości z SheIn.

Witam Was czwartkowo. :)
Od ostatniego wpisu minęło ponad półtora tygodnia, a ja mam wrażenie jakby było to co najmniej wczoraj... Mój ukochany luty przeleciał nie wiadomo kiedy... Odliczałam dni do swoich urodzin, a te minęły jak oszalałe, a potem już tylko zarwane noce, deficyt snu i zaliczenie za zaliczeniem. Mój organizm ewidentnie domaga się dzisiaj "cheat day" od nauki, postanowiłam więc trochę przystopować, odpocząć i przy okazji wpaść do Was z nowym postem. Pokażę Wam pięć nowości z SheIn, które wybrałam dla siebie i zamówiłam z myślą o tak zwanych większych wyjściach. Walentynki, moje 23-urodziny, Dzień Kobiet i seria mniejszych i większych spotkań, które szykują nam się na przełomie lutego i marca, to dobre okazje do tego, by zasilić swoją szafę o kilka nowych sukienek. :) Dajcie znać czy moje nowości przypadły Wam do gustu! Po cichu liczę, że uda mi się czymś Was zainspirować i znajdziecie w dzisiejszym poście dla siebie coś ciekawego. Miłego oglądania!


CZERWONA SUKIENKA Z PÓŁGOLFEM 
Rozmiar XS


Spodobała mi się na stronie już dawno, ale nigdy nie miałam okazji, by ją zamówić. Lepszej niż mała urodzinowa impreza chyba nie będzie. :) Jest super wykonana, bardzo ładne dopasowuje się do sylwetki i naprawdę mogę ją Wam polecić. Ani trochę się nie zawiodłam. :) Koniecznie dajcie znać co myślicie! 


SUKIENKA Z FALBANKĄ
Rozmiar XS


Uwielbiam butelkową zieleń, uważam że to jeden z najładniejszych kolorów dla blondynek. :) Od dawna chorowałam na sukienkę z falbanką w okolicach bioder, ale przy moim niskim wzroście znalezienie idealnej graniczyło z cudem... Ta z SheIn strasznie mi się podoba! Ma przepiękne rękawy, super materiał i po delikatnym zwężeniu z boku pasuje na mnie idealnie. Najchętniej nosiłabym ją na okrągło... :)
Mój aparat niestety kompletnie nie oddaje jej odcienia, więc jeśli jesteście zainteresowane, to zajrzyjcie na stronę. W rzeczywistości jest jeszcze ładniejszy! 


SREBRNA ROZKLOSZOWANA SPÓDNICZKA
One size


Zrobiła prawdziwą furorę, gdy miałam ją na sobie. :) Jest piękna i można nosić ją naprawdę na tysiąc sposobów... Ze zwiewną koszulą, dopasowanym półgolfem, prążkowaną bluzką, krótkim białym sweterkiem... Jest naprawdę bardzo dobrej jakości i ładnie układa się na sylwetce. Dla wyższych osób jednak będzie zdecydowanie za krótka, sprawdźcie wymiary na stronie. 


CZARNY KOMBINEZON Z KORONKOWYMI WSTAWKAMI
Rozmiar M


Zamówiłam M-kę, bo chciałam żeby był trochę luźniejszy, ale niestety jest na mnie odrobinę za duży, więc będzie trzeba go odrobinę zmniejszyć. Oprócz koronkowych wstawek, zauroczyła mnie linia dekoltu i cienkie, nieregulowane ramiączka (nie wiem, czy tylko ja nie znoszę tych regulowanych?!). Minusem może być materiał, jest sztuczny i jeśli lubicie dobre jakościowo rzeczy, to zdecydowanie nie przypadnie Wam do gustu. 
Ja mimo wszystko jestem z niego zadowolona, myślę że będzie bardzo ładnie wyglądał w letnie wieczory, do opalonej skóry i sandałków na obcasie. 


Zamówiłam jeszcze biało-czarną sukienkę, którą miałam na sobie w walentynkowy wieczór i którą zostawiłam niestety w domu (skleroza nie boli :P). Dokładniej pokażę ją Wam przy okazji kolejnego postu tego typu.

BIAŁO CZARNA SUKIENKA OVERSIZE 
Rozmiar S


Zamówiłam S-kę, ale myślę, że XS też byłaby jak najbardziej ok. Koniecznie chciałam zwrócić Wam uwagę na materiał, ponieważ na stronie sukienka wygląda na wykonaną z dość grubego materiału, który w rzeczywistości jest lejący i bardzo cienki, co zdecydowanie nadaje jej elegancji. Wygląda świetnie zarówno w wydaniu oversize z kozakami za kolano,  jak i z paskiem podkreślającym talię i szpilkami. Zebrała dużo komplementów i na pewno chętnie będę ją nosić.


 Kupiłam jeszcze kilka rzeczy, ale pokażę je Wam dopiero za jakiś czas, gdy zrealizuję całe swoje plany zakupowe na wiosnę. :) 

Tymczasem pozdrawiam Was ciepło i zachęcam do podglądania mojej codzienności na instagramie. 
Buziaki!

INSTAGRAM

https://www.instagram.com/soonnaaillee/

21.02.2016

Nowości w kosmetyczce.

Pierwszy od dawna samotnie spędzany niedzielny poranek przyprawia mnie o złość i funduje nie najlepszy humor na resztę dnia. Chyba za bardzo przyzwyczaiłam się już do rodzinnego śniadania i zapachu kawy, który w niedzielę wydaje się być jeszcze bardziej wyjątkowy niż zwykle. Moja druga połówka, którą zwykle o tej porze doprowadza do szału mój dzwoniący od piątej rano budzik i wrodzone poukładanie, z którym stara się walczyć sprowadzając mnie na złą stronę mocy swoim "jeszcze piętnaście minut", też nie mogła być tu teraz ze mną... Bydgoszcz nie pachnie dziś szczęściem, a ja na samą myśl o jutrzejszej wejściówce, którą rozpoczynam nowy semestr (powiedzcie, że nie tylko u mnie sesja całym rokiem...) wkurzam się niemiłosiernie... Że też nie wymyślili jeszcze lekarstwa na tęsknotę. :P
Wyciągnęłam zatem nowy koc, opatuliłam się nim szczelnie i z kubkiem ciepłej wody z cytryną, którą od jakiegoś czasu zaczynam każdy dzień, nadrabiam zaległości w blogosferze. Przygotowałam dzisiaj dla Was krótki przegląd nowości, które jakiś czas temu powiększyły mój kosmetyczny zbiór. Mam nadzieję, że wypatrzycie dla siebie coś ciekawego. :)

Na początek może styczniowe Shiny, co do którego osobiście mam mieszane uczucia...


W środku znalazłam siedem produktów, z czego 5 jest produktami pełnowymiarowymi.

1) YASUMI EYES&LIPS CONTOUR CREAM (29zł/5ml)- miniaturka kremu pod oczy, który akurat bardzo przydał mi się na nasz wyjazd do Krakowa. Użyłam go kilkanaście razy i jest całkiem przyjemny, ma delikatną konsystencję, dobrze się wchłania i nie podrażnia oczu, ale chyba nie pokusiłabym się o zakup pełnowymiarowego opakowania, gdyż cena jest dość wysoka. Natomiast fajnie było go przetestować. :)

2) WIBO LAKIER DO UST (produkt pełnowymiarowy, 10,50zł/10ml)- trafiłam na odcień czerwony, który mam już w swojej kolekcji, ale w starszej, bardziej płynnej formule. Nowa jest według mnie dużo przyjemniejsza w aplikacji i trwalsza. Nie sięgam po ten produkt zbyt często, raczej od wielkiego dzwonu, bo nie noszę takich kolorów na co dzień, więc nieszczególnie cieszy mnie obecność drugiego egzemplarza w pudełku.

3) ADIDAS ANTYPERSPIRANT CLIMACOOL (produkt pełnowymiarowy)- upominek od Inspired by, mnie trafił się akurat produkt z pudełka Ewy Chodakowskiej, który według mnie jest najsłabszą opcją ze wszystkich dostępnych. W pudełku mogła pojawić się również maskara Rimmell, odżywka w piance Pantene, a także olejek kokosowy Efektima albo masło do ciała naszej polskiej marki Farmona. Antyperspirant zużyć zużyję, ale... mogło być lepiej. ;)

4) BIC golarka dla kobiet (produkt pełnowymiarowy, 7zł/szt)- podobnie jak w przypadku antyperspiranty- przyda się, ale bez szału. ;) Nie wiem jak Wy, ale ja niespecjalnie przepadam za produktami BIC jeśli chodzi o depilację... Zdecydowanie bardziej wolę Wilkinsona.
Zamiast maszynki w pudełku mógł pojawić się również produkt marki EQUALIBRA- nawilżająca odżywka zwiększająca objętość włosów. Szkoda, że na nią nie trafiłam.

5) BALNEOKOSMETYKI brokatowy lakier do paznokci (produkt pełnowymiarowy, 19,90zł/11ml)- od sierpnia nałogowo noszę hybrydy, więc osobiście jest mi zupełnie zbędny i nieprzydatny...

6) SILCARE lakier do paznokci (produkt pełnowymiarowy, 5,99zł/szt)- jak wyżej...


W tym miesiącu wygrały miniaturki, gdyż kolejnym produktem, który oprócz kremu pod oczy, bardzo mnie ucieszył i który swoją drogą okazał się być moim hitem, jest:

7) MONTIBELLLO Kuracja do włosów 12 w 1 (25zł/50ml)- zupełnie nie znam tej marki i mam z nią styczność po raz pierwszy, ale muszę Wam powiedzieć, że zakochałam się w tym produkcie już po pierwszej aplikacji. Używam go jako odżywki w sprayu, na umyte i prawie suche już włosy przed ich rozczesaniem. Jest świetny. :) Moje włosy nie są zbyt wymagające, odkąd przestałam je farbować, prostować i suszyć, są naprawdę w dobrej kondycji i niewiele potrzeba im do szczęścia, ale ta odżywka sprawia, że wyglądają jeszcze lepiej niż zwykle. Są miękkie, sypkie, lśniące i pięknie pachną. Nie mogłam przestać ich dotykać. :) Myślę, że zaopatrzę się w pełnowymiarowy produkt, gdyż w moim przypadku taka odżywka starcza na całe wieki. Bardzo Wam polecam!

W pudełku jako upominek-niespodziankę znalazłam również koszulkę ze sklepu internetowego Pewex:


Będzie super do spania. :)

Podsumowując, w tym miesiącu pudełko niezbyt przypadło mi do gustu... Być może gdybym nie trafiła na antyperspirant i maszynkę, a przy tym nie odzwyczaiła się od tradycyjnych lakierów i nie miała identycznego produktu do ust, moja opinia wyglądałaby trochę inaczej. Tymczasem uważam, że w porównaniu do grudniowej edycji, box styczniowy wypada wyjątkowo słabo...
ShinyBox grudzień 2015

W poprzednim miesiącu pojawił się m.in genialny krem pod oczy marki Vianek, peeling kawowy Body Boom o boskim cynamonowym zapachu i pomarańczowy olejek do ciała Mokosh, który umilał mi zimowe wieczory. Pudełko według mnie było dużo bardziej przemyślane i trafione.
Nie będę się jednak teraz na ten temat rozwodzić, opowiem Wam o tych produktach w ulubieńcach.










Lecimy dalej! Pokażę Wam teraz moje mini zakupy z Rossmanna, Biedronki i SuperPharm.


Piankę ISANA lubię i używam jej od dawna, natomiast zestaw do włosów z pokrzywą i zieloną herbatą Joanna Naturia, wrzuciłam do koszyka, bo akurat był w promocyjnej cenie, a ja potrzebowałam czegoś na już (tak to już jest z tymi niespodziankami ;)). Muszę przyznać, że pierwsze wrażenia są całkiem pozytywne, myślę że moje cienkie, pozbawione objętości włosy mogą ten duet polubić. :) Szamponu używałam już wcześniej, jest lekki i dobrze oczyszcza skórę głowy, natomiast odżywka jest dla mnie nowością, ale pamiętam że swego czasu robiła niezłą furorę w blogosferze. Potestujemy i zobaczymy. :)


Płyn micelarny BeBeauty- nie używałam go całe wieki, bo nigdzie nie mogłam go dorwać. A bardzo lubię. :)

Emulsja do higieny intymnej Intimea- zazwyczaj używam produktów Ziaji, ale do Rossmanna w sesji było nie po drodze. Jest całkiem, całkiem.

Aktywny żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy Under 20- strasznie polubiłam się ostatnio z produktem do oczyszczania twarzy La Roche-Posay z serii Effaclar, ale zanim zdecyduję się na pełnowymiarowe opakowanie, chciałam spróbować jeszcze czegoś tańszego. Koleżanka poleciła mi ten produkt, bo u niej sprawdzał się tak samo dobrze, ale ja niestety widzę różnicę... Oczyszcza, ale lubi podrażniać skórę i ma tendencję do jej przesuszania. Nie wycisza też tak dobrze zmian, nie uspokaja skóry i generalnie raczej do niego nie wrócę. Na plus zaliczam cenę (dorwałam go za siedem złotych z kawałkiem) i wygodne opakowanie z pompką.


Emulsja do mycia twarzy z granatem Alterra- wrzuciłam ją do koszyka, bo pamiętam że wcześniej super się u mnie sprawdzała do porannego oczyszczania twarzy i tak zwanego "drugiego mycia" (do demakijażu według mnie totalnie się nie nadaje). Teraz nie sprawdza się w ogóle... Nie wiem czy przez rok tak zmieniły mi się upodobania kosmetyczne, ale strasznie denerwuje mnie uczucie, które ten produkt pozostawia na skórze... mam wrażenie, że skóra jest taka... niedomyta? Do tego lepka, klejąca... Drażni mnie też jakby lekko alkoholowy zapach, którego wcześniej zupełnie tu nie czułam. Dam jej jeszcze szansę, ale na dzień dzisiejszy jestem bardziej na nie niż na tak i zdecydowanie mam ochotę wrócić do miceli.

Oczyszczające plasterki na nos tea tree Beauty Formulas- plasterki jak plasterki, nie widzę między nimi większej różnicy. Są ok. :)

Oczyszczająco matująca maseczka z glinką termalną do cery mieszanej Perfecta- kupiłam ją, bo skończyła mi się glinka Organique i Mokosh, a chwilowo nie miałam możliwości ich zakupu. Powiem Wam, że dawno nie trafiłam na takiego bubla. Przede wszystkim ta maseczka w ogóle nie oczyszcza, mam wrażenie że mogłabym nie nałożyć jej wcale, efekt byłby dokładnie taki sam. Mało tego, strasznie podrażnia skórę... Zdecydowanie jej Wam nie polecam, nie jest warta nawet tych 11 zł, które zapłaciłam za nią w promocji.


Podkład Maybelline Affinitone- używałam go jakiś czas temu i nie był najgorszy. Od tamtej pory minęło trochę czasu, a kondycja mojej cery zdecydowanie się poprawiła, więc pomyślałam, że spróbuję, może tym razem może sprawdzi się lepiej. Pamiętam, że ubiłam jego efekt krycia i żółte tony, które ładnie maskowały zaczerwienienia. Jeśli macie ochotę przeczytać więcej na jego temat to odsyłam Was do TEGO posta. Nie był drogi, zapłaciłam za niego około 17-18 zł.

Korektor w płynie Miss Sporty #001 Light- w tej kategorii cenowej (mniej niż 10 zł) chyba nie ma sobie równych (lubię również korektor z Essence i Eveline, ale są ciut droższe). Jest lekki, rozświetlający, ładnie kryje delikatne zaczerwienienia i cienie pod oczami i na co dzień sprawdza się bez zarzutów. Po nieprzespanej nocy przydałoby się użyć coś bardziej kryjącego do tak zwanych zadań specjalnych, ale do codziennego, delikatnego, naturalnego makijażu jest jak najbardziej ok. To już moje kolejne opakowanie, nie widzę sensu, żeby przepłacać.

Konturówka Lovely Perfect Line #1- piękny, zgaszony odcień różu, idealny na co dzień. Świetnie współgra z większością szminek, które posiadam, ale lubię nakładać ją również na całe usta, bo daje piękny, matowy efekt. Może je co prawda trochę przesuszać, ale pomadka ochronna nałożona wcześniej spokojnie daje sobie z tym radę. :) Kredka nie jest bardzo trwała, utrzymuje się raczej do pierwszego posiłku, ale za taką cenę nie wymagałabym cudów. Za sprawą tego produktu zdecydowanie polubiłam kredki do ust i mam ochotę zaopatrzyć się w kolejne egzemplarze. Jeśli lubicie neutralne kolory na ustach i możecie mi coś polecić to będę bardzo wdzięczna!

Automatyczna konturówka Bell HypoAllergenic #03- zakochałam się w niej za sprawą mojej siostry, ale muszę przyznać, że ona wygląda w niej zdecydowanie ładniej (jak we wszystkim zresztą :D). Kolor jest piękny, ale bardzo intensywny i w moim przypadku jedynie na większe wyjścia. Nie lubię ciemnych ust na co dzień, nie podoba mi się taki look i toleruję go tylko u mojej siostry, która wydaje się być do czerwonych i wiśniowych ust, wręcz stworzona. Wracając jednak do samej kredki- jest trwała, ale bardzo przesusza usta, więc uważajcie. ;)


I ostatnie dwa produkty...


Maskara Mega Plush Maybelline- jeszcze jej nie używałam, ale bardzo  lubię tusze Maybelline, więc sądzę że i ten sprawdzi się u mnie dobrze.

Szminka Essence #02 All you need is red- kupiłam ją jeszcze w Zakopanem, chyba pod wpływem chwili i miałam na sobie aż... jeden raz. Nie mniej jednak kolor jest bardzo ładny, to trochę taka pomidorowa czerwień, która według mnie najbardziej pasuje blondynkom.



Na dziś to już wszystko. :)
Koniecznie dajcie znać czy miałyście styczność z którymś z bohaterów dzisiejszego posta i jakie macie zdanie na ich temat. Jest ciekawa co sądzicie o styczniowej edycji pudełka Shiny... jesteście zawiedzione zawartością tak jak ja, czy może wręcz przeciwnie? 

Czekam na Wasze komentarze, a sama uciekam wyczarować sobie jakieś pyszne śniadanie na poprawę nastroju, a później siadam już do tej nieszczęsnej farmakoekonomiki i walczę z materiałem na jutrzejszą wejściówkę.
Dzisiejszy post uświadomił mi jak bardzo chciałabym wrócić do regularnego blogowania... W kalendarzu czeka kilka pomysłów na nowe posty, trzymajcie kciuki, by mój zapał nie okazał się być słomiany i by czas pozwolił mi bywać tutaj częściej... :)

Ściskam ciepło!

INSTAGRAM

https://www.instagram.com/soonnaaillee/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...