14 sty 2015

Kosmetyczne hity 2014.

Ostatnie dwanaście miesięcy nie było szczytem moich blogowych osiągnięć. Zmęczona codziennymi sprawami, natłokiem nauki i obowiązków, pojawiałam się tutaj zdecydowanie rzadziej niż wcześniej. Mimo to, udało mi się utrzymać "na podium" najpopularniejszych blogów kosmetycznych, czyli rankingu tworzonego przez Martę, o którym słyszała już pewnie każda z Was. Szalenie Wam za to dziękuję! Spędziliśmy tu razem kupę czasu, a ja z sentymentem wracam do archiwum tego bloga, obserwując swój rozwój, postępujący zakupoholizm i zmieniający się kosmetyczny gust. Korzystając z krótkiego przystanku w trasie niekończących się styczniowych zaliczeń i przed sesyjnego kociołka, postanowiłam przygotować dla Was kosmetyczne podsumowanie minionego roku, zanim temat hitów 2014 całkowicie się przedawni. Zebrałam dwadzieścia produktów, które rozkochały mnie sobie przez ostatnie dwanaście miesięcy i choć trąbiłam o nich na lewo i prawo, koniecznie muszę Wam o nich przypomnieć. Nie przedłużając już dłużej zapraszam do czytania i pozdrawiam Was ciepło! Szczególnie te z Was, które pomimo mojego zastoju w działaniu i wiecznego opóźnienia w publikowaniu postów, ładowały mnie pozytywną energią i ciepłymi słowami. Nie wiem czym zaskarbiłam sobie Waszą sympatię, ale strasznie mi miło, że jesteście! :*



Zaczynamy! 
(kolejność jest oczywiście przypadkowa)

1. ALANTAN DERMOLINE LEKKI KREM OCHRONNY

Zawiera alantoinę i d-panthenol, jest bardzo delikatny, ma prosty skład i dobrze sprawdza się przy cerze problematycznej. Rzeczywiście jest lekki, szybko się wchłania, nie obciąża skóry, nie zapycha porów i dobrze nawilża skórę. Dla mnie to fajna alternatywa dla kremu na dzień w dni, kiedy się nie maluję lub nie wychodzę z domu. Niekoniecznie lubię stosować go pod makijaż, bo pozostawia na skórze taką delikatnie tępą powłoczkę, ale jako kojący przerywnik od typowo anty trądzikowej pielęgnacji sprawdza się idealnie. Dostaniecie go w aptekach za przysłowiowe grosze. 

2. PŁYN MICELARNY GARNIER 3 W 1

Poświęciłam mu oddzielny post, zainteresowanych odsyłam TUTAJ

3. SZAMPON ZIAJA DO WŁOSÓW TŁUSTYCH


Jest genialny! Przede wszystkim- bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy, nie przesuszając jej. Pozostawia włosy miękkie, sypkie i co ważne- nie obciążone (nie znoszę szamponów o kremowej konsystencji, zawsze sięgam po te przezroczyste). W dodatku pięknie pachnie miętą i jest szalenie wydajny. W dodatku kosztuje mniej niż 10 zł, musicie przyjrzeć mu się bliżej. :)

4.  PŁYN MICELARNY L'OREAL 


Poświęciłam mu oddzielny post, zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

5. MASKA BIOVAX DO WŁOSÓW SŁABYCH, ZE SKŁONNOŚCIĄ DO WYPADANIA 

 Choć nie zauważyłam żadnego wpływu tego produktu na kondycję moich cebulek i zmniejszone wypadanie włosów, to nie potrafię mówić o nim inaczej niż w samych superlatywach. Nie pamiętam po którym kosmetyku moje włosy wyglądały tak dobrze, jak po tej masce! Staram się nakładać ją pod czepek raz w tygodniu (producent zaleca częściej, być może stąd brak u mnie efektów jeśli chodzi o zahamowanie wypadania), włosy po jej użyciu są mega miękkie, błyszczące i cholernie przyjemne w dotyku. Jeśli tak jak ja, macie pięć włosów na krzyż i bardzo często rezygnowałyście z maski, bo bałyście się efektu obciążenia, to spróbujcie tego produktu, jestem pewna, że będziecie zadowolone! Ma bardzo dobre opinie na wizażu, być może przy mniejszych zaburzeniach i bardziej regularnym stosowaniu rzeczywiście powstrzymuje w jakimś stopniu wypadanie włosów.

6. KREMOWY PEELING DO CIAŁA Z KOKOSEM I PESTKAMI LICZI YASUMI

Poświęciłam mu oddzielny post, zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

7. KREM EFFLACLAR DUO + LAROCHE POSAY

Nie mam pojęcia dlaczego tak długo zwlekałam z jego zakupem. On naprawdę działa, zwalcza trądzik i jest wart każdej złotówki! Wierzcie lub nie, ale moja skóra nigdy wcześniej nie wyglądała tak dobrze! Używam go już trzeci miesiąc (teraz rzadziej, zamiennie z innym produktem, by skóra się do niego zbytnio nie przyzwyczaiła, o którym wspomnę Wam na dniach), po około 6 tygodniach całkowicie pozbyłam się problemu kaszki na czole i grudek w okolicy żuchwy i prawego policzka, z którymi walczyłam długi czas. Całkowicie ominął mnie problem wysypu, o którym często wspominałyście. Zdarzało mu się natomiast podrażniać moją skórę, szczególnie w okolicach nosa, ale też nie zawsze. Nie przestaję się nim zachwycać, teraz wyskakują mi już tylko pojedyncze zmiany, zazwyczaj w okresie przedmiesiączkowym i dniach, kiedy nie dosypiam i cały czas mam jeszcze problem z bliznami i przebarwieniami... 

8. SPECJALISTYCZNY KREM POD OCZY DERMEDIC TOLERANS 

 Poświęciłam mu osobny post, zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

9. LAKIERY RIMMELL 60 seconds


Posiadam cztery egzemplarze, a każdy kolejny tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to najlepsze lakiery z niskiej, drogeryjnej półki cenowej. Świetnie kryją, szybko wysychają i trzymają się na paznokciach około 5 dni, ja jestem z nich bardzo zadowolona. :) 

10. GĄBECZKA KONJAC SPONGE z węglem aktywnym

 Poświęciłam jej oddzielny post, zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

11. MATUJĄCY KREM BB 8w1 EVELINE 

Idealny zamiennik dla podkładu na lato. :) Dlaczego tylko na lato? Niestety za sprawą koloru (posiadam odcień jasny), który w okresie jesienno-zimowym jest dla mnie zdecydowanie za ciemny. Poza tym "drobnym" minusem, nie mam się do czego przyczepić. Krem wygląda na twarzy bardzo naturalnie, świetnie się rozprowadza, nie potrzebujemy do tego celu nawet gąbeczki, ani pędzla, nasze dłonie spokojnie dadzą sobie z nim radę. Trwałość ma lepszą niż niejeden drogeryjny podkład, a krycie można stopniować. Nie zapchał mnie, ani nie zrobił mojej cerze krzywdy, w promocji można dorwać go nawet za 10 zł, także zdecydowanie polecam Wam bliższą znajomość z tym produktem. Według mnie to najlepszy krem BB jaki możemy znaleźć w drogeriach. Kremy z Garniera, Under Twenty, Lirene czy Rival de Loop mogą się przy nim schować. ;) 

12. KREM NAWILŻAJĄCO-KOJĄCY SPF 30 PHARMACERIS 


 Świetny, apteczny krem na dzień, według mnie bardzo niedoceniany. :) Dobrze nawilża skórę, jak na krem z filtrem dość szybko się wchłania, a tym samym idealnie sprawdza się pod makijaż. Jest dość gęsty, ale jednocześnie lekki i delikatny, nie bieli skóry, nie waży się, nie roluje, nie zapycha. Zawiera w swoim składzie wyciąg z wierzby i z szałwi, o właściwościach antybakteryjnych, dzięki czemu przeznaczony jest głównie dla cer w trakcie i po kuracjach przeciwtrądzikowych. Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się go używało latem, skóra przez cały dzień była w dobrym stanie, nawet jeżeli większą część czasu spędzałam w klimatyzowanym samochodzie. Miałam go ze sobą w czasie wakacyjnych wyjazdów i sprawdził się rewelacyjnie, na pewno będę do niego wracać! 

13. PERFUMY RIHANNA REB'L FLEUR 


Nuty zapachowe:
nuta głowy: brzoskwinia, śliwka, czerwona porzeczka
nuta serca: tuberoza, fiołek, hibiskus, kokos
nuta bazy: paczula, wanilia, bursztyn
Na Reb'l Fleur to mój zapach minionego roku, przypomina najlepsze wspomnienia. Niesamowity słodziak, ale w trochę innym, zdecydowanie bardziej zmysłowym, może lekko orientalnym wydaniu. Zwraca uwagę otoczenia, czaruje, rozgrzewa, nie sposób przejść obok niego obojętnie. Kojarzy mi się z waniliowym olejkiem do ciasta z dodatkiem korzennych przypraw, palonym cukrem, wyraźnie czuć w nim również nuty kokosowo-ananasowe, co trochę przywodzi na myśl upalne wieczory na słonecznej Teneryfie.
Bardzo słodki, bardzo kobiecy i niesamowicie seksowny zapach, który według mnie super sprawdzi się nie tylko zimą, ale również latem. Ma w sobie jakąś taką magię, czar, beztroskę, jest niesamowicie ciepły, a jednocześnie jakby "z pazurem". Bardzo polecam powąchać, mój facet za nim szaleje. :)

14. GLINKA MAROKAŃSKA GHASSOUL ORGANIQUE

To według mnie niezbędnik w kosmetyczce każdej posiadaczki cery problematycznej, z niedoskonałościami. Moje serce skradła totalnie. :) Kombinacja glinki, wody/hydrolatu i kilku kropel serum z kwasem salicylowym, o którym wspominałam Wam wyżej, doskonale oczyszcza skórę. Staram się fundować sobie taką kurację dwa razy w tygodniu, regularność trzyma moją cerę w ryzach. :) Skóra jest przyjemnie gładka, miękka, rozjaśniona i tak czysta, że dosłownie skrzypi! Efekt jest praktycznie natychmiastowy, pory są oczyszczone, cera ukojona, podrażnienia wydają się być złagodzone. Jedyne do czego można się przyczepić to koszmarne zmywanie tego produktu, gąbka Konjac wydaje się być w tej kwestii niezbędna. :P

15. PEELING ENZYMATYCZNY ORGANIQUE 
Mam wrażenie, że trąbie Wam na jego temat przy każdej możliwej okazji. Ale według mnie to peeling idealny (no może pomijając jego zabójczą jak na studencką kieszeń cenę 80 zł...). Jest bardzo delikatny, a jednocześnie robi to co do niego należy. Ładnie odświeża i oczyszcza skórę , rozjaśnia ją, pozwala pozbyć się suchych skórek i widocznie przyspiesza gojenie się niedoskonałości oraz stanów zapalnych. Zawiera w swoim składzie nie tylko ekstrakty roślinne i enzymy, ale także kwasy, więc będzie idealny dla cer trądzikowych. Jestem pewna, że gdy opakowanie dotknie dna, a ja zużyję wszystkie topniejące zapasy, pomimo ceny wrócę do niego ponownie. Bardzo go Wam polecam!

16. PRODUKTY Z BIOCHEMII URODY:
* Serum-olejek regulujący Lemon

Zawiera w swoim składzie olejek z kocanki, olejek tamanu i jojoba, a także wspomniany wcześniej kwas salicylowy. Przepięknie nawilża skórę i naprawdę przyspiesza gojenie się wyprysków. Nie mówiąc już o tym, że genialnie zwęża pory i pozwala pozbyć się zaskórników. Zauważałam, że regularne, cowieczorne stosowanie tego serum wycisza cerę i naprawdę przynosi rezultaty. Byłam nim zachwycona i tylko czekam na okazję, żeby zamówić sobie kolejne opakowanie, to mój bezwzględny KWC. :)

* Olejek myjący z drzewa herbacianego

Potrzebowałam zużyć większą część opakowania, żeby polubić się z tym produktem i przyzwyczaić się do jego konsystencji. Początkowo niesamowicie drażnił mnie zapach tego olejku, bo co tu dużo mówić, olejek zwyczajnie śmierdzi. Z czasem można się jednak do tego zapachu przyzwyczaić, całe szczęście nie utrzymuje się na skórze zbyt długo i właściwie jest wyczuwalny tylko w momencie samej aplikacji. Co z działaniem? Producent obiecuje właściwości antyseptyczne i antybakteryjne, a także łagodzące i przeciwzapalne. Nie zauważyłam poprawy stanu swojej skóry jeśli chodzi o częstotliwość pojawiania się niedoskonałości, być może dlatego przez długi czas nie rozumiałam zachwytu nad tym produktem. Trzeba jednak przyznać, że jest niesamowity jeśli chodzi o samo oczyszczanie: bardzo delikatny, łagodny, a jednocześnie naprawdę skuteczny. Nie przesusza skóry, nie podrażnia jej, nie zapycha. Świetnie sprawdza się zarówno jako wieczorny pogromca makijażu, jak i rano, kiedy chcemy tylko delikatnie oczyścić skórę z pozostałości kosmetyków pielęgnacyjnych. Jest idealny również jeśli chodzi o demakijaż oczu, w mgnieniu oka rozpuści każdy tusz i eyeliner i co ważne- nie daje efektu mgły, którego szczerze nie znoszę. Delikatnością i skutecznością uwiódł mnie do tego stopnia, że zdarzało mi się zdradzać z nim płyn micelarny. Polecam!
17. BIOSIARCZKOWY ŻEL GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCY DO MYCIA TWARZY BALNEOKOSMETYKI
Gęsty, bardzo dobrze oczyszczający żel do mycia twarzy. Super radzi sobie z demakijażem i daje niesamowite uczucie czystości. Nie przesuszał, nie pozostawiał uczucia ściągnięcia, w dodatku był szalenie wydajny i o dziwo, bardzo przyjemnie pachniał. :) Na plus zaliczam również skład, strasznie miło go wspominam i żałuję że nie jest dostępny stacjonarnie, bo pewnie już używałabym kolejną buteleczkę.

18. PALETKA CIENI INGLOT FREEDOM SYSTEM
Dopadła mnie Inglotomania. :) Uważam, że możliwość skomponowania sobie swojego własnego idealnego zestawu cieni, w dodatku w tak dobrej jakości i przystępnej cenie, to genialna sprawa. Moja paletka liczy pięć cieni, po które sięgam niemal codziennie od lutego zeszłego roku. :) Wszystkie Sleeki i inne cienie poszły w odstawkę! Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak wygląda moja paletka, odsyłam Was to tego posta -> KLIK
 19. NABŁYSZCZAJĄCE SERUM DO WŁOSÓW TONNI&GUY 
Przepięknie pachnie, pozostawia włosy błyszczące, jedwabiste w dotyku, sprawia że mniej się plączą, nie puszą się i nie elektryzują, a co najważniejsze- zupełnie ich nie obciąża, z czym bardzo często mam problem używając innych kosmetyków tego typu. Serum jest dość drogie, bo za 30 ml płacimy około 35-40 zł, ale taka pojemność wystarcza naprawdę na całe wieki, więc zdecydowanie warto w nie zainwestować. Dla mnie to numer jeden i jak tylko wykończę to opakowanie, pędzę do Rossmanna po kolejne. 
20. ODŻYWKA DO RZĘS REVITALLASH
Póki co nie wyhodowałam sobie jeszcze z jej pomocą rzęs do nieba, ale muszę Wam powiedzieć, że ten produkt naprawdę działa i bardzo szybko daje zadowalające rezultaty. Moje krótkie, rzadkie i cienkie z natury rzęsy w końcu są widoczne, choć w opakowaniu została mi jeszcze co najmniej połowa produktu. Tak jak obiecywałam, poświęcę tej odżywce oddzielny post, w którym wszystko dokładnie Wam opowiem i oczywiście pokażę, bo chyba o to głównie chodzi. :)

*wszystkie zdjęcia zostały znalezione w grafice Google

Jestem strasznie ciekawa czy wśród moich hitów i odkryć 2014 roku znaleźli się i Wasi ulubieńcy? Jaki produkt zachwycił Was najbardziej w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, co koniecznie powinnam przetestować? 

ZOBACZ TAKŻE: 
http://instagram.com/sonnaillee

12 sty 2015

Nowości z Sheinside.

Jeszcze rok temu, temat robienia zakupów na zagranicznych stronach był dla mnie równie interesujący co sztuki walki czy najnowsze plotki z życia gwiazd. Czyli wcale. A teraz? Siła blogosfery zdecydowanie zrobiła swoje, bo nie dość, że sama coraz częściej łapię się na przeglądaniu asortymentu zza oceanu, to już po raz drugi postanowiłam zgrzeszyć trochę zakupowo i zdecydowałam się na złożenie kolejnego zamówienia.

Kilka dni temu dotarła do mnie moja druga przesyłka w ramach współpracy z Sheinside (KLIK), w której tym razem znalazły się dwie bluzy. Z jednej jestem bardzo zadowolona, co do drugiej mam małe "ale", zresztą wszystko za chwilę Wam opowiem. Zapraszam do czytania!

BLUZA *1*
One size


Zacznę trochę negatywnie, bo choć bluzie nie można odmówić uroku i oryginalności, to jej jakość wykonania pozostawia trochę do życzenia. Za regularną cenę 32$ życzyłabym sobie czegoś lepszego. ;)
Bluza jest wykonana ze śliskiego, przyjemnego w dotyku (niestety sztucznego) materiału, ma piękne kolory, jest wygodna i super układa się na sylwetce, ale warto wspomnieć o tym, że przy ściągaczach wystawały nitki, których musiałam się pozbyć. Na zdjęciach wygląda naprawdę ślicznie, natomiast z bliska małe defekty w szyciu (głównie przy ściągaczach) niestety są widoczne.
Jeśli chodzi o rozmiar, to zgadza się on z wymiarami podanymi na stronie i idealnie na mnie pasuje (mam 155cm wzrostu i zazwyczaj noszę rozmiar XS/S) .


Jestem ciekawa co sądzicie? Mnie się bardzo podoba, będzie super na wiosnę, mam tylko nadzieję, że nie zniszczy się po pierwszym praniu...


BLUZA *2*
Rozmiar S


Biały egzemplarz jest dla odmiany porządnie wykonany i naprawdę nie można mu nic zarzucić. :) Bluza jest świetnej jakości, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bije na głowę odzież z sieciówek w dwa razy wyższej cenie.
Szaleję ostatnio na punkcie wytłaczanych i pikowanych tkanin, strasznie mi się podobają. Do tego złote zamki i już w ogóle jestem kupiona. :)


Bluzę zamówiłam w rozmiarze S, który i tym razem zgadza się z wymiarami podanymi na stronie. Jestem z niej strasznie zadowolona, jutro chyba w końcu zaliczy swój debiut. :P


Wrzucam Wam zdjęcia, żebyście mogły zobaczyć jak ubrania prezentują się na sylwetce. Sama wiem, że taka forma bywa często pomocna w podjęciu decyzji. :) Wszystkim bliżej zainteresowanym zostawiam również bezpośrednie linki do produktów, pod którymi znajdziecie więcej zdjęć i szczegółowych informacji.

Dzisiejszym kolokwium z TPLa zakończyłam chwilowo maraton kół i przymusowe spanie po cztery godzinę na dobę i do końca tygodnia jestem trochę bardziej czasowa, więc jeśli macie ochotę, z przyjemnością pokażę Wam pozostałe nowości zakupowe, które w ostatnich tygodniach trafiły do mojej szafy. Trwają wyprzedaże, więc dużą część z nich możecie dorwać teraz taniej w sklepach. :) Dajcie znać co myślicie!

Zamierzam nadrobić trochę blogowe zaległości i wpaść tutaj z podsumowaniem grudnia, a także ulubieńcami całego roku, mam nadzieję że będziecie ze mną. :) Tymczasem lecę odsypiać, pierwszy od dawna wieczór bez hektolitrów kawy to moje małe święto. Ściskam! :*


http://instagram.com/sonnaillee

30 gru 2014

W sylwestrowym nastroju... Grudniowy ShinyBox.

Z racji tego, że jutro rano wyjeżdżamy ze znajomymi witać Nowy Rok nad morzem, wytańczyć się za wszystkie czasy i zaczerpnąć trochę świeżej przestrzeni (a w moim przypadku również spokoju, którego mi ostatnio brakuje), postanowiłam odłożyć na chwilę patofizjologię, przez którą nieskutecznie próbuję przebrnąć od dwóch dni i wpaść na chwilę na bloga z nowym postem.

O świętach i około-świątecznym okresie opowiem Wam przy okazji najbliższego miesiąca w zdjęciach, a dzisiaj zapraszam Was na prezentację grudniowego pudełeczka ShinyBox. Problemy z internetem uniemożliwiły mi niestety jego wcześniejszą recenzję... Żałuję, bo pudełko ma naprawdę bardzo fajną zawartość (z jednym małym wyjątkiem, o którym za chwilę) i z powodzeniem mogłoby być udanym prezentem gwiazdkowym dla mamy, cioci czy koleżanki. Utrzymane jest w bardzo świątecznym klimacie, pachnie cynamonem i goździkami, a jego zawartość to rzeczywiście, zgodnie z zapowiedziami, spora dawka relaksu i odprężenia.

W tym miesiącu ekipa Shiny wypchała boxa produktami aż po same brzegi, pudełko naprawdę ledwo się domyka. ;) 


W środku znalazły się cztery produkty pełnowymiarowe, dwie miniaturki oraz gratis. Subskrybentki VIP otrzymały dodatkowo dwa produkty, które na zdjęciu oznaczyłam gwiazdką.


1) POSE organiczny krem do twarzy (produkt pełnowymiarowy, 50 ml, 100 zł/sztuka)
Trafiła mi się wersja odmładzająca, z czego bardzo się cieszę, ponieważ zawiera ona w swoim składzie kwasy, które sprawdzą się idealnie przy cerze z niedoskonałościami, czyli takiej jak moja. 
Krem ma genialny skład i przepiękne opakowanie z pompką typu airless, jest nietestowany na zwierzętach. Zabieram go ze sobą na wyjazd, jestem strasznie ciekawa jak się sprawdzi.

2) VASELINE wazelina kosmetyczna (produkt pełnowymiarowy, 6,50 zł/50 ml)
Powiem Wam szczerze, że początkowo niezbyt ucieszyłam się z obecności tego produktu w pudełku i byłam pewna, że oddam go chłopakowi, ale po pierwszych użyciach zastanawiam się czy sobie go nie zatrzymać. Naprawdę super sprawdza się do pielęgnacji ust. :) Carmex poszedł w odstawkę. :)

3) LIERAC płyn micelarny do demakijażu (miniaturka 50 ml, 65 zł/200 ml)
Dużo dobrego słyszałam o tym produkcie, dlatego bardzo się cieszę, że znalazł się w pudełku. Póki co użyłam go jeden raz i muszę Wam powiedzieć, że super poradził sobie z mocniejszym, wigilijnym makijażem oczu. Ze względu na cenę na pewno nie kupię pełnowymiarowego opakowanie, ale również zabieram go ze sobą na wyjazd, będę testować i dawać znać, może Was zainteresuje. :)

4) APC zestaw sypkich cieni + brokat (produkt pełnowymiarowy, cena zestawu około 41,50 zł)
Jeżeli czytałyście moją recenzję poprzedniego pudełka, to wiecie jakie mam zdanie na temat cieni tych marki... Dla mnie to totalna klapa, mają koszmarne opakowania, nie trzymają się nawet na bazie, nie rozumiem czemu ekipa Shiny po raz kolejny umieściła w boxie produkt tej marki... Jestem na nie, według mnie są zupełnie niewarte swojej ceny.

5) VASELINE balsam do ciała (produkt pełnowymiarowy, 14,50 zł/200 ml) 
Od dłuższego czasu miałam ochotę na jakiś produkt tej marki, ale jak na produkty drogeryjne, są one dość drogie, dlatego do tej pory się na nie nie skusiłam. Cieszę się z tego balsamu, ma bardzo poręczne opakowanie, przyjemnie pachnie, chętnie go wypróbuję. Nie powala składem, bo jest tam głównie parafina, gliceryna i wazelina, ale jeśli chodzi o pielęgnację ciała, to mnie nie robią one krzywdy, a w zimowych miesiącach takie natłuszczenie i warstwa ochronna na skórze są przeze mnie nawet pożądane. Jestem ciekawa czy miałyście styczność z tą marką i jakie macie zdanie na jej temat. :)

6) ORGANIQUE cynamonowe mydło glicerynowe (50 g, 14,90 zł/100 g)
Uwielbiam Orqanique, uwielbiam zapach cynamonu, więc jestem kupiona. :) Jeżeli nie lubicie mydeł w kostce, to polecam włożyć je do szuflady z bielizną, przepięknie pachnie!

GRATIS pasta do zębów White Now Gold Signal (13,50 zł/50 ml)
Nowość, której nie widziałam jeszcze na sklepowych półkach. Lubię produkty wybielające, więc nie zamierzam marudzić, tym bardziej że jest to gratis.

+ dwa produkty dla subskrybentek VIP:
* PAT&RUB rozgrzewający balsam do rąk (39 zł/100 ml)
* LOVE ME GREEN relaksujący olejek do masażu i kąpieli (39,90 zł/100 ml)
Z obu kosmetyków bardzo się cieszę, są idealne na okres świąteczno-zimowy i wręcz szkoda mi ich używać. ;)

OGÓLNA OCENA: 5,5/6

Gdyby nie te koszmarne cienie pewnie dałabym maksa, bardzo podoba mi się zawartość tego pudełka i liczę na to, że styczniowe będzie równie udane. :)

A Wy co myślicie o zawartości świątecznego boxa?

Czekam na Wasze komentarze i żegnam się z Wami w dobrym, przedsylwestrowym nastroju.
Pomimo nie najłatwiejszego startu w 2014 rok i kilku niewielkich potknięć po drodze, ostatnie dwanaście miesięcy to był zdecydowanie "mój czas". W 2015 chcę tylko być nie mniej szczęśliwa niż jestem obecnie. I tak jakoś w kościach czuję, że będzie jeszcze lepiej... Czego i Wam z całego serca życzę. :* Bawcie się dobrze, do napisania niebawem!

MÓJ INSTAGRAM:

http://instagram.com/sonnaillee

20 gru 2014

Rozterki małe i duże.

Na początku chciałam najmocniej przeprosić Was za błąd, który uniemożliwił Wam zostawianie komentarzy pod ostatnim postem, teraz już wszystko powinno być w porządku! Bardzo się cieszę, że "artykuł" przypadł Wam do gustu i że pomimo moich obaw, spotkał się z Waszym pozytywnym odbiorem. Dziękuję wszystkim, którzy z uwagi na brak możliwości komentowania pokusili się o kontakt mailowy ze mną, obiecuję odpowiedzieć na wszystkie Wasze wiadomości do końca weekendu. :*

 
Od wczoraj jestem już w domu. Z niemałą przyjemnością opuściłam szpitalno-uczelniane mury i w końcu mogę zacząć cieszyć się Świętami. Nie wiecie jak mi tego potrzeba! Moje zmęczenie sięgnęło już zenitu, a dołek w który wpadłam sprawia, że chyba nie wytrzymałabym tam jeszcze jednego dnia dłużej...
Lubię swoje studia, cholernie mnie cieszą i z miesiąca na miesiąc czerpię z nich coraz więcej satysfakcji, ale ostatnio (z chemią leków na czele) naprawdę okropnie dają mi w kość... Listopad i grudzień to dla mnie czas dosłownie (!) wyjęty z życiorysu, a styczeń zapowiada się chyba jeszcze gorzej. W czasie gdy wszyscy myślą o prezentach, piją świąteczne kawy w lokalnych kawiarniach i przystrajają mieszkania na nadejście Świąt, ja zarywam entą noc w miesiącu i nie wynurzam nosa znad książek. I tak dzień w dzień...


Cały czas pytacie mnie, kiedy pojawi się obiecany post o farmacji. Powiem Wam szczerze, że pomijając już brak czasu na jego napisanie, zwyczajnie czekam na odpowiedni moment, w którym nie będę na tyle zmęczona, zła i zdołowana, żeby nie przedstawić Wam wszystkiego w czarnych barwach. Wbrew pozorom to naprawdę piękny kierunek. Być może w Święta, kiedy podładuję odrobinę rozładowane doszczętnie akumulatory, odeśpię, odpocznę i złapię w kieszenie trochę więcej pozytywnego nastawienia, uda mi się odpowiedzieć na najczęściej zadawane przez Was pytania. Bardzo bym chciała!


Jak już tak marudzę, to powiem Wam jeszcze, że mam już serdecznie dość tej całej deszczowej pseudozimy. Czekam na śnieg i mróz, który nastroi do picia grzanego wina i idealnie dopełni stąpający cichutko po domu zapach cynamonowej szarlotki. Po cichu liczę na to, że jeśli nie w Wigilię, to przynajmniej w Sylwestra zima raczy w końcu sypnąć dla nas śniegiem. Szykuje Nam się fajny wyjazd, do pełni szczęścia oprócz śniegu, potrzebuję jeszcze nowych czarnych szpilek. ;) Nie mogę się doczekać!

Sobotni poranek rozpoczynający się ciszą, a nie znienawidzonym przeze mnie dźwiękiem budzika i wizja wieczoru zupełnie odmiennego od tych ostatnich, spędzonych pośród sterty notatek, też napawa mnie optymizmem. Życie na ten właśnie moment ograniczyło swoją zawrotną prędkość. Jest ciepło, czule i bezpiecznie. Tak jak lubię najbardziej.

A co u Was? Jesteście tu jeszcze? Jakie macie plany na Święta?

Ja pomimo kilogramów książek i materiałów, które zwiozłam do domu i z którymi będę musiała się zmierzyć czy mi się to podoba czy nie, zamierzam wykorzystać ten czas w stu procentach i wręcz nacieszyć się nim na zapas. Potrzebuję małej odskoczni od codzienności, która obdziera mnie z niepoważnym przekonań i złośliwie ściąga ku ziemi. Wam też jej życzę! Cieszcie się ciepłą, rodzinną atmosferą, odpoczywajcie, śmiejcie się i jedzcie same pyszności! W święta diety nie istnieją. ;)


PS. Z racji tego, że od dobrego miesiąca prężnie działam na instagramie i jeżeli tylko macie na to ochotę, możecie podglądać tam moją codzienność, zastanawiam się co z serią "miesiąc w zdjęciach". Wiem, że cieszyła się ona dużym zainteresowaniem, zresztą i ja sama strasznie lubiłam pisać dla Was te posty, ale z drugiej strony mam wątpliwości, czy dalej ma ona sens... Stąd moje pytanie do Was, czy nadal macie ochotę by comiesięczna migawka zdjęciowa pojawiała się na blogu? Piszcie śmiało, bardzo chcę poznać Wasze zdanie na ten temat. W końcu ten blog jest dla Was. :)

http://instagram.com/sonnaillee

10 gru 2014

Wypadanie włosów: terapia osoczem bogatopłytkowym.

Zapraszam Was dzisiaj na kolejny post dotyczący tematyki walki z wypadaniem włosów i łysieniem , który tym razem postanowiłam poświecić w całości terapii osoczem bogatopłytkowym, o której wspominałam Wam przy okazji ostatniego wpisu z tej serii (KLIK).
W październiku odbyłam kolejną wizytę u swojego dermatologa w Warszawie, po raz kolejny ustawiono mi leczenie na najbliższe trzy miesiące i jeśli i tym razem nie przyniesie ono oczekiwanych rezultatów, bardzo poważnie rozważę opcję przejścia na dietę bezglutenową i podjęcia się terapii osoczem bogato płytkowym (PRP).


Co to takiego? Terapia osoczem bogatopłytkowym to najnowocześniejszy rodzaj mezoterapii, w którym wykorzystuje się własną krew pacjenta. Po pobraniu próbki krwi (w ilości około 25 ml, co nie stanowi żadnego zagrożenia zdrowia i życia) podlega ona odwirowaniu, w celu  oddzielenia krwinek od osocza i otrzymania zwiększonej koncentracji płytek krwi, będących naturalnym rezerwuarem czynników wzrostowych. Otrzymanym w ten sposób osoczem bogato płytkowym ostrzykuje się skórę głowy pacjenta, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów dotkniętych największych przerzedzeniem się włosów. Nie jest to co prawda zabieg bezbolesny, ale na szczęście trwa krótko (około 15-30 minut, w zależności od rozległości zmian i stopnia zaawansowania łysienia). Pierwsze efekty i rezultaty takiej terapii można zauważyć dopiero po około 3-4 miesiącach, czyli dokładnie tyle, ile trwa proces odrostu nowego włosa. Aby były one trwałe, zaleca się wykonanie serii minimum trzech zabiegów, w moim przypadku dermatolog sugeruje, że dwa zabiegi w odstępie półtoramiesięcznym byłyby zupełnie wystarczające. 


Terapia osoczem stymuluje własny potencjał organizmu do odbudowy tkanek, pobudza aktywność mieszków włosowych i indukuje ich komórki macierzyste do przejścia ze stanu uśpienia, do stanu aktywnego, co ma szczególne znaczenie przy łysieniu telogenowym, w którym mamy do czynienia z zaburzonym cyklem włosowym. 
 
Największą zaletą tego rodzaju mezoterapii jest fakt, iż jest ona w stu procentach biokompatybilna z Naszym organizmem i może być stosowana właściwie przy każdym rodzaju łysienia: telogenowym, androgennym, plackowatym, a także łysieniu polekowym i hormonalnym (ciąża, choroby tarczycy, menopauza). Wyjątek stanowi sytuacja, w której doszło już do całkowitego zniszczenia mieszków włosowych. 



Warto wspomnieć o tym, że nie jest to zabieg dla każdego. Istnieje szereg przeciwwskazań, które uniemożliwiają podjęcie terapii osoczem bogatopłytkowym. Wśród najważniejszych wymienia się: choroby autoimmunologiczne, ciążę, karmienie piersią, aktywną infekcję wirusem opryszczki, obecność na skórze głowy ognisk zapalnych, a także stosowanie leków zmniejszających krzepliwość krwi (w tym popularnej aspiryny i innych leków zawierających kwas acetylosalicylowy jako substancję czynną).
Bezpośrednio po zabiegu mogą pojawić się ślady po nakłuwaniu igłą, a także drobne krwiaki, zaczerwienienie i obrzęk.  W celu zmniejszenia ryzyka ich powstawania lekarze zalecają, by na kilka dni przed zabiegiem, rozpocząć przyjmowanie leków z escyną. Osoby mające problem z nawracającą opryszczką powinny także profilaktycznie przyjąć lek przeciwwirusowy (np. acyklowir czy heviran).


Mezoterapia osoczem bogato płytkowym staje się w Polsce coraz bardziej popularna i coraz łatwiej dostępna. Stopniowo zwiększa się liczba ośrodków, w których można poddać się temu zabiegowi. Na tę chwilę, pomocy możemy szukać nie tylko w specjalistycznych klinikach dermatologicznych, ale również gabinetach medycyny estetycznej, które znajdują się w każdym większym mieście. Minusem cały czas pozostaje cena, która oscyluje w górę i w dół, w zależności od położenia gabinetu oferującego mezoterapię i jego renomy: http://www.tourmedica.pl/kliniki/leczenie-wypadania-wlosow-osoczem-bogatoplytkowym-angel-prp-system/ 


Po rozmowie z moim lekarzem i przyjrzeniu się wynikom badań obrazującym skuteczność tego typu zabiegu (m.in. naukowców z Uniwersytetu w Brescii czy Uniwersytetu Hebrajskiego) jestem zdania, że mezoterapia osoczem bogato płytkowym to zdecydowanie metoda, która daje nadzieję i szansę na odzyskanie włosów i uporanie się z problemem łysienia. Trafiłam również na informację, że trwają prace i badania nad stworzeniem preparatu w formie emulsji, zawierającego osocze, który ze względu na formę aplikacji, mógłby być stosowany również przez pacjentów w domu. 

Jestem bardzo ciekawa czy macie jakieś doświadczenie z zabiegiem PRP? Słyszałyście o takiej metodzie walki z łysieniem i wypadaniem włosów? Może znacie kogoś, kto próbował leczenia osoczem bogato płytkowym? Co sądzicie o tej metodzie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...