22.09.2016

Są takie dni...

Od dwudziestego lipca, kiedy to pojawił się ostatni post na moim blogu, dzielą Nas dziś dwadzieścia dwa dni i dziesiątki pięknych rzeczy, które zdarzyły się w tak zwanym międzyczasie. Choć o tym, że życie pisze własne scenariusze przekonałam się już kilka razy, gdyby ktoś z Was te dwa miesiące temu powiedział mi, że coś iskrzy w powietrzu i że dziś będę miłość swojego życia nazywać Narzeczonym, chyba i wtedy zabrakłoby mi słów. Niby nic się nie zmieniło, a jednak wszystko się zmieniło... :) Jeśli można być przy czyimś boku jeszcze bardziej szczęśliwą, to od tamtego sierpniowego wieczora, zdecydowanie nią jestem... Fruwam nad ziemią, dosłownie fruwam nad ziemią...


"Musiało minąć kilka dni bym uwierzyła, że to wszystko wydarzyło się naprawdę... Będę potrzebować jeszcze kilku, by nacieszyć się Naszym szczęściem i przeżyć je do samego końca..." 

Ono trwa i trwa. Jest pięknie. Będzie jeszcze piękniej.

13.08.2016 Łeba
Kilka minut przed godziną dwudziestą awansowałam na Narzeczoną... Nawet niebo płakało razem ze mną... 

Zapytał... ♥


PS. Gdybym miała sobie ten dzień jakkolwiek wymarzyć i wyobrazić... to nie zrobiłabym tego lepiej... ♥   Kocham Cię, M. 


PS2. W tym miejscu jeszcze raz dziękujemy Wam za wszystkie miłe słowa i gratulacje. Zadajecie wiele pytań, które ja pozostawiam jednak bez odpowiedzi. Pozwólcie, że tak zostanie. Tak jak są chwile, którym trzeba pozwolić trwać, by mogły wygasnąć w swoim tempie, tak  takie dni, które chcemy, by na zawsze pozostały TYLKO Nasze... :) 

20.07.2016

(Spóźniony) haul wakacyjny.

Jesteście tu jeszcze? Witam Was po długiej, bo blisko miesięcznej przerwie! Szalenie ciężko mi uwierzyć, że nie było mnie tu aż tyle czasu, ostatnie cztery tygodnie minęły mi dosłownie z prędkością światła... tyle się działo! Końcówka czerwca, któremu już dawno przykleiłam etykietę najpiękniejszego miesiąca w całym roku, nie była dla mnie najłatwiejszym okresem w życiu. Musiałam przepłakać swoje i wylądować kilka razy twarzą w bezradności, ale jak to mówią- zdarza się najlepszym. Lekarstwem na całe zło okazał się być słoneczny lipiec, który zadomowił się nie wiadomo kiedy, i nasze długo wyczekiwane, kolejne już, greckie wakacje. Dokładnie dwa tygodnie temu byliśmy jedenaście kilometrów nad ziemią, by po godzinie dziewiętnastej wylądować na Krecie- królowej greckich wysp. O naszym wyjeździe, podobnie jak rok temu, obiecałam opowiedzieć Wam w oddzielnym poście, który pojawi się prawdopodobnie w następnej kolejności. Cały czas przeżywam jeszcze bolesny powrót do codzienności, a rozczarowania, których nie szczędzi mi ostatnio życie sprawiają, że tak bardzo jak chyba nigdy wcześniej mam ochotę cofnąć się wstecz, wrócić nad piękne morze Libijskie i choć na parę dni zatrzymać czas... To niemożliwe, więc znieczulam się wspomnieniami i gonię kolejne marzenia... bo przecież wszystkie się kiedyś spełnią! :)

A propos spełnienia- udało mi się zrealizować całą listę życzeń, którą stworzyłam z myślą o tegorocznych wakacjach. Nie pytajcie jak długo na to oszczędzałam! Część zakupów zrobiłam już w... marcu! Nie wszystko poleciało jednak ze mną na Kretę i choć więcej wyjazdów nie ma już w tym roku w planach, wierzę że moje wyprzedażowe łupy przydadzą się Wam, może Was zainspirują i uda Wam się znaleźć w tym poście coś dla siebie. Na to liczę i nie przedłużając, zapraszam już do oglądania! 


Na początek stroje kąpielowe, które zakupiłam w ilości... trzech, a dodając do tego jeszcze dwa egzemplarze z zeszłego roku, można spokojnie podejrzewać, że coś ze mną nie tak. ;) Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kupiłam je wykorzystując wszystkie możliwe rabaty, a całość wyniosła mnie mniej niż 200 zł. ;)

Powyższego stanika niestety Wam nie polecam, zapięcie rozwaliło mi się już po kilku godzinach noszenia, zdecydowanie nie jest wart zakupu. A szkoda, bo wygląda bosko...



Wspominałam już, że będzie dużo bieli, błękitu i falbanek? Wszyscy ci, którzy znają mnie na co dzień, doskonale wiedzą, że mam świra na punkcie kobiecych fasonów i zgodnie twierdzą, że w koronkach się chyba urodziłam. ;) Muszę przyznać, że coś w tym jest! To w 100% mój styl. :)











Miłość do pasków to też w moim przypadku niekończąca się historia!


Z innych rzeczy, upolowałam w końcu wymarzone, idealne ogrodniczki. Jakiś czas temu pytałam Was na instagramie o radę, który model wybrać, zdania były podzielone, a ja sama nie byłam przekonana ani do jednych, ani do drugich. Jak to mówią "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta" gdyż koniec końców znalazłam zupełnie coś innego w Bershce. :) Mają dokładnie taki kolor, fason i krój o jaki mi chodziło, w dodatku były prawie połowę tańsze. To się chyba nazywa zakup życia. :) Z tego co pamiętam były też dostępne w kolorze jasnego jeansu, więc jeśli lubicie takie klimaty, to koniecznie przyjrzyjcie im się bliżej!


Teraz dla odmiany trochę czerni!
Na długo przed falą wyprzedaży kupiłam też czarny kombinezon w H&M, który chodził za mną od dawien dawna. Trochę żałuję, bo choć wygląda bosko, to zapłaciłam za niego 140 zł, a z tego co mówiła moja siostra, teraz możecie dorwać go za 40zł! Nie kupujcie jednak w ciemno, mierzcie, bo ja mam rozmiar 38, a do przymierzalni wracałam się cztery razy, bo zaczęłam standardowo od 32... :P



Myślę, że posłuży mi na wiele okazji, bo w zestawieniu z fajnymi szpilkami będzie idealnym rozwiązaniem chociażby na większe wyjście, randkę, kolację czy poprawiny.

Dla równowagi, w H&M udało mi się również wyrwać za przysłowiowe grosze cudny wycinany-ażurowy top z falbanką. Widzę go w zestawieniu a asymetryczną, bandażową spódniczką w paski. Mówię Wam, zrobi szał. :)


Prawie zapomniałam o mojej czerwonej maxi dress, którą obok dobrych perfum i ładnej bielizny bez zastanowienia wskazałabym jako odpowiedź na pytanie "co sprawia, że czujesz się jak milion dolarów?" Jest prezentem na Dzień Dziecka od moich rodziców i żałuję tylko, że nieprędko będę miała okazję by ją założyć... Zapomniałam dodać, że kupiona została w New Yorkerze.


Za całe 11 zł kupiłam też nudziakowe japonki, które były jedynymi jakie znalazłam w sieciówce i byłam w stanie zaakceptować (czy tylko mnie nie podobają się żadne klapki?). Te z zeszłego roku były piękne, ale niestety nie przetrwały wakacji... Od dłuższego czasu choruję na melissy, ale nie udało mi się dorwać mojego rozmiaru... Może w przyszłym roku! 


Na koniec dwie małe torebki, które akurat są częścią prezentu od mojej mamy i M.:


Pokażę Wam jeszcze dwie nowości z SheIn(KLIK), które dotarły do mnie dosłownie na chwilę przed naszym wyjazdem. Wybrałam dla siebie czarne koronkowo-bieliźniane spodenki, które wyglądają genialnie, ale w sieciówkach potrafią kosztować kolosalne pieniądze, co jest kompletnie nieadekwatne do ich jakości. Te, które zamówiłam nie różnią się od modeli, które mierzyłam m.in w Mango i Zarze. Dobrze leżą, miałam je na sobie już kilka razy i jestem z nich bardzo zadowolona!
Jeśli natomiast chodzi o białą bluzkę hiszpankę, to niestety dotarła do mnie poplamiona... I po pierwszym praniu plamy do końca nie puściły. :( Szybko pękła w niej też gumka... Jest piękna, ale nie wiem czy do końca mogę ją Wam polecić... W dodatku przeokropnie się gniecie, bo to czysta bawełna.

CZARNE BIELIŹNIANE SPODENKI 
Link do strony



*Właśnie sobie uświadomiłam, że nie pokazałam Wam z bliska tej biało-czarnej bluzki z Zary i moich ulubionych pudrowych szortów (widoczne na kolażu na samym dole), ale będę pamiętać o tym przy kolejnej okazji. ;)

BIAŁA BLUZKA HISZPANKA
Link do strony



*Zamszowe spodenki są z zeszłego roku.


Kończę na dziś i lecę uskuteczniać wieczorne lenistwo, by naładować trochę baterie przed kolejnym dniem praktyk. Oby do weekendu! Ściskam ciepło, dużo uśmiechu dla Was! :)


24.06.2016

Wypadanie włosów- aktualizacja po 1.5 roku. Przeszczep włosów.

Zapraszam Was dzisiaj na post, który od kilku miesięcy jest chyba jednym z najbardziej wyczekiwanych na moim blogu. Mam zamiar opowiedzieć Wam o tym, jak wyglądała moja walka z wypadaniem włosów na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Seria dotycząca kobiecego łysienia cały czas cieszy się Waszym dużym zainteresowaniem i niesłabnącą popularnością. Wiem, że wiele z Was zmaga się z podobnym problemem i nieustannie dostaję od Was w związku z tym bardzo dużo wiadomości prywatnych, dlatego mam nadzieję że znajdziecie w tym poście odpowiedzi na nurtujące Wam pytania. W drugiej części posta chciałabym podzielić się z Wami swoją refleksją na temat przeszczepu włosów, gdyż jest to temat, który od ponad czterech bardzo mnie interesuje i cały czas siedzi mi gdzieś z tyłu głowy i nie rozumiem dlaczego tak mało się o tym mówi… Mam sporo do opowiedzenia, dlatego nie przedłużając już, zapraszam do czytania!




Nie chciałabym powielać informacji, dlatego jeśli jesteście tu po raz pierwszy, odsyłam Was do zakładki „wypadanie włosów” po prawej stronie bloga. 

Zacznę od tego iż w grudniu 2014r. zakończyłam leczenie u swojej dermatolog w Warszawie i od tamtej pory leczę się na własną rękę. Dlaczego? Pani dr stwierdziła, że zmedycznego punktu widzenia wszystko jest już w porządku. Trichoskopia (już trzecia) wykazała, że problem przestał istnieć. Było lepiej, jednak nie na tyle bym ja sama mogła powiedzieć, że pożegnałam się z tym problemem. Usłyszałam, że za 2-3 miesiące, kiedy włosy skończą aktualny cykl, zaobserwuję poprawę i wszystko wróci do normy… W przeciwnym razie powoli kończyły nam się możliwości leczenia… Pani dr poprosiła również, bym poważniej wzięła pod uwagę zabieg osoczem bogatopłytkowym i rozważyła przejście na dietę bezglutenową. Nie było jednak takiej potrzeby, gdyż słowa dotyczące poprawy stanu moich włosów okazały się być prorocze i wierzcie lub nie, ale były dni kiedy wypadało mi maksymalnie 5-10 włosów dziennie. Jak wyglądało wówczas moje leczenie? W okresie jesienno-zimowym łykałam witaminę D3, a w czasie menstruacji żelazo. Odstawiłam wszystkie sterydy (doustne, zewnętrzne), a moja pielęgnacja włosów ograniczała się do używania białego szamponu Pharmaceris (SPECJALISTYCZNY SZAMPON STYMULUJĄCY WZROST WŁOSÓW), od czasu do czasu nakładałam maskę drożdżową lub maskę do włosów wypadających marki Biovax. Piłam pokrzywę, a włosy rosły jak szalone, co zresztą widać na zdjęciach, którymi dzielę się z Wami na Instagramie. Znacząco zmieniłam też swoją dietę (ale o tym planuję dla Was oddzielny post), a tak poza tym… nie robiłam niczego specjalnego. Zaczęłam żyć własnym życiem, a włosy pozostawiłam gdzieś obok. Dopiero w momencie, kiedy zaakceptowałam fakty i  przestałam uparcie walczyć z rzeczywistością, pogodziłam się z problemem i uzyskałam taki wewnętrzny spokój, problem zaczął znikać. Nie macie pojęcia, jakie to jest ważne! O tym też planuję dla Was napisać.


Jak wyglądało zatem ostatnie półtora roku? Na pewno było lepiej niż wcześniej, ale miewałam też gorsze okresy. Głównie wtedy, gdy żyłam na wysokich obrotach, nie dosypiałam, zaniedbywałam dietę, a przy okazji dużo się stresowałam. Gorzej było też po wakacjach, moje włosy ewidentnie nie znoszą słońca, za to zimą mają się świetnie. J Wszystko jednak mijało samoistnie, po dwóch-trzech gorszych tygodniach, sytuacja wracała do normy. Odważyłam się nawet na pierwszą od ponad czterech lat większą ingerencję fryzjerską i koloryzację „sombre”. NIESTETY, DZIŚ NIE JEST DOBRZE. Chwilami mam wrażenie, że sytuacja zatacza koło i że mogę wrócić do punktu wyjścia… Tłumaczę to sobie przesileniem wiosennym, koszmarnym czasem na uczelni, deficytem snu, ciągłym zmęczeniem i zaniedbywaniem zdrowia. Być może znowu szwankuje mi też tarczyca (od czterech lat leczę się na niedoczynność, aktualnie zmniejszyłam dawkę lewotyroksyny na 25mg dziennie, być może to jest powodem), mam w planach zrobić badania i nie popadać w paranoje, a przede wszystkim SKUPIĆ SIĘ NA DIECIE, bo uważam że w moim przypadku ma ona bardzo duży wpływ.


Niepokojące mnie objawy, a przede wszystkim stale rosnąca ilość włosów, które gubię w ciągu dnia sprawiła, że znowu zaczęłam interesować się bardziej specjalistycznymi metodami walki z wypadaniem włosów, a przede wszystkim ich odzyskiwaniem, gdyż nie ulega wątpliwości iż zahamować wypadanie to jedno, ale odzyskać utracone włosy, to zupełnie inna sprawa. Pisałam Wam już o terapii osoczem bogatopłytkowym, dziś chciałam skupić się na przeszczepie włosów, o którym w Polsce bardzo mało się mówi… Zupełnie nie rozumiem dlaczego! Jak pewnie doskonale wiecie, zabieg ten polega na pobraniu włosów z miejsc, w których się znajdują i wstawieniu w te, które wyłysiały lub uległy przerzedzeniu. Metoda ta jest niezwykle skuteczna, trzeba jednak pamiętać, że nie pobudza cebulek włosowych do pracy i nie zwiększa ilości włosów, a więc nie zatrzymuje łysienia. Przeszczep włosów jest bardzo kosztowną inwestycją i cały czas dostępną w niewielu miejscach w Polsce, ceny takiego zabiegu wahają się od 3 do nawet 12 tysięcy złotych.
Przeszczep włosów jest zabiegiem bezpiecznym (wyjątkowo rzadko dochodzi do ograniczonej infekcji oraz przejściowego osłabionego czucia skóry głowy), wykonywanym w znieczuleniu miejscowym, trwającym od 1,5-5 godzin. Wskazaniem do zabiegu jest tak naprawdę każdy rodzaj łysienia, skuteczność tej metody bije na głowę mezoterapię, a nawet wspomnianą przeze mnie wcześniej PRP. Należy jednak pamiętać i mieć świadomość tego, że przeszczepione włosy wypadną w ciągu dwóch-trzech tygodni po operacji. Jest to spowodowane przejściem mieszków włosowych w fazę telogenu, co czasami określa się „szokiem operacyjnym”. Nowe włosy zaczynają rosnąć mniej więcej po upływie trzech miesięcy. W przypadku gdy mamy do czynienia z przeszczepem w obszarze głowy o przerzedzonym owłosieniu, może wystąpić również zjawisko umiarkowanego wypadania dotychczas rosnących włosów. Jest to jednak etap przejściowy i całkowicie naturalny. Jak to wygląda po zabiegu przeszczepiania włosów to można obejrzeć np. tu: www.tourmedica.pl/zdjecia-przed-i-po/zabiegi-przeszczepiania-wlosow/ albo tu: www.realself.com/hair-transplant/before-and-after-photos 
 
Osobiście jestem przekonana, że w przyszłości, jeśli sytuacja finansowa mi na to pozwoli, zdecyduję się na taki zabieg, gdyż bardzo chciałabym odzyskać przynajmniej jakąś część utraconych włosów. One odrastają i nie mogę powiedzieć iż jestem niezadowolona z ich aktualnego, teraźniejszego wyglądu, ale jednocześnie cały czas mam świadomość tego, że nie jest to to samo co wcześniej. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez ostatnie cztery lata straciłam przynajmniej 1/3 włosów i że jestem podatna na problemy w wypadaniem, które zapewne będą do mnie wracać za każdym razem, kiedy mój organizm zacznie się buntować, a ja przestanę choć trochę o siebie dbać.
Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie na temat tej metody odzyskiwania utraconych włosów. Myślałyście kiedyś o takim zabiegu, brałyście go pod uwagę?


Jeśli jest wśród Was ktoś, kto zmaga się z podobnym problemem, zapraszam do dyskusji w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa jak aktualnie wygląda sytuacja z Waszymi włosami i w jaki sposób radzicie sobie z tym problemem.
Trzymam kciuki za Was i za siebie i życzę Nam wszystkim dużo cierpliwości!

ZOBACZ TAKŻE:

07.06.2016

ODPOWIEDZI NA WASZE PYTANIA.

Z małym poślizgiem przychodzę do Was z obiecanym postem, w którym znajdziecie odpowiedzi na zadane przez Was pytania. Mam nadzieję, że post przypadnie Wam do gustu i dowiecie się o mnie czegoś ciekawego! Zostawiam Was z prawdziwym tasiemcem, a sama lecę odsypiać dzisiejsze kolokwium. Miłego wieczoru!


Jednym z najczęściej powtarzających się pytań, było pytanie czy pracuję.
Nie, nie pracuję, bo aktualnie moje studia nie pozwoliłyby mi na podjęcie pracy. Nie jestem osobą wybitnie zdolną, nauka wbrew pozorom przychodzi mi dość ciężko i poświęcam na nią bardzo dużo swojego czasu. Brakuje mi doby na to, by się wyspać i odpocząć i najzwyczajniej w świecie na chwilę obecną nie dałabym rady pogodzić studiowania z pracą na etacie. Bardzo mocno podziwiam osoby, którym się to udaje. Całe szczęście sytuacja finansowa na razie mnie do tego nie zmusza.

Pytałyście również o moje grzeszki i złe nawyki kosmetyczne i chyba jednym z największych jest chomikowanie zapasów. Mam problem z wychodzeniem z drogerii z pustymi rękoma i odmawianiem sobie drobnych, kosmetycznych przyjemności. Jestem też strasznym nerwusem i dopóki nie zaczęłam przygody z hybrydami, strasznie obgryzałam paznokcie. Kompletnie nie byłam w stanie sobie z tym poradzić i przyznam Wam się szczerze, że czasami nadal mi się to zdarza...

Najbardziej rozbawiło mnie pytanie o moją dietę i sposób w jaki dbam o figurę.
Chciałam pozdrowić osobę, która je zadała, tym bardziej że właśnie opycham się czekoladą. :P Wierzcie lub nie, ale nie znajdziecie drugiej takiej antysportowej osoby jak ja. Przez sześć lat nie ćwiczyłam na wf-ie, a siłownia, ćwiczenia z Chodakowską i liczenie kalorii kompletnie mnie nie kręcą. Chyba nikt mnie nigdy do tego nie namówi...  :P Wcale nie ukrywam jednak, że mój sposób odżywiania zmienił się diametralnie na przestrzeni ostatnich dwóch lat, a zmusiła mnie do tego sytuacja i olbrzymi problem z wypadaniem włosów. Bardzo, bardzo chciałabym poświęcić temu tematowi osobny post, bo myślę, że jest o czym mówić. Wcześniej potrafiłam przeżyć dzień na prince polo, kinder bueno i suchej bułce, czasami dochodził do tego makaron z sosem z paczki. Dziś zwracam większą uwagę na to co jem, praktycznie całkowicie odstawiłam słodycze (pozwalam sobie na nie raz, dwa razy w miesiącu), zaczęłam jeść śniadania (czego nigdy nie robiłam), wprowadziłam więcej owoców, warzyw i przemycam je do swojego jadłospisu w różnej postaci. Temat zdrowego odżywiania strasznie mnie wciągnął i uważam, że moda na bycie fit, to jedna z lepszych jaka mogła się nam przytrafić!

 
Ulubiona potrawa?
Jestem straszną makaroniarą, uwielbiam pizzę, naleśniki i wszystko co czekoladowe i słodkie. ;)

Masz motto/powiedzonko, którym kierujesz się na co dzień? 
Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. / Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. / Szybciej zacznę, szybciej skończę. :P

Co Ci poprawia humor, gdy masz zły dzień? 
ON [ewentualnie zakupy], a w bardziej zaawansowanym stadium konieczny jest stężony roztwór cukru w postaci połączenia: nutella + żelki + lody + czekolada (koniecznie oreo!). :P

Jak wygląda Twój dzień? 
Mój standardowy dzień, to naprawdę nic szczególnego i ciekawego... Zaczynam go zwykle około 6 rano (czasami wcześniej) szklanką ciepłej wody z cytryną i miodem. Jem szybkie śniadania, szykuję się na uczelnię, wracam i resztę dnia spędzam z nosem w książkach, z małą przerwą na obiad, ewentualną kolację i telefoniczne pogaduchy (moja słabość, ciągle wiszę na telefonie, a dodzwonienie się do mnie graniczy z cudem :P). Najczęściej "trochę" zarywam noc i kładę się spać między pierwszą, a drugą, choć bywa że wcale. :( Wiecznie jestem na najwyższych obrotach, nie dosypiam i zdecydowanie cierpię na tak zwany niedoczas...

Ile czasu zajmuje Ci makijaż? 
Różnie, w zależności od tego jaki jest to makijaż i jakim czasem dysponuję. 

Jakie imiona ci się podobają (chodzi mi o dzieci)?
Gabi, Julek i Zuza. Od dawna wybrane i przyklepane.


Czy z perspektywy czasu żałujesz pójścia na farmację? Jak widzisz swoje życie zawodowe?
NIE. Jasne, że są dni, że mam wszystkiego dosyć i najchętniej zostawiłabym to wszystko w cholerę i poszła płakać w poduszkę, ale uważam, że wybór którego dokonałam, ludzie których poznałam i to czego się nauczyłam, to jedne z lepszych rzeczy, jakie mogły spotkać mnie w życiu. Nie wiem czy dziś, mając świadomość tego co mnie czeka, miałabym odwagę podjąć taką decyzję drugi raz, ale szalenie cieszę się z miejsca w którym jestem i czerpię z niego tak niesamowitą satysfakcję... że żadne słowa nie są w stanie tego opisać. :) Przyjaciółka mojej współlokatorki zapytała mnie kiedyś, czy studiując farmację czuję się jakby... lepsza? Nie, nie czuję się lepsza, ale jestem z siebie strasznie dumna i te cztery lata nauczyły mnie tego, że MOGĘ WSZYSTKO.
Jeśli chodzi o moją przyszłość zawodową, to...  nie wiem. Póki co jestem na etapie fascynacji lekami infuzyjnymi, cytostatykami i żywieniem pozajelitowym i strasznie ciągnie mnie w stronę farmacji klinicznej/szpitalnej. Ale chciałabym też spróbować pracy w aptece. :) Wiem na pewno, że przemysł farmaceutyczny nie jest dla mnie i że nie zaciągną mnie tam nawet siłami, to kompletnie nie moja bajka. Czasami myślę o specjalizacji... ale nie wiem czy jestem gotowa na kolejne lata nauki. Więc zdam się chyba po prostu na los i zobaczymy co z tego wyjdzie. :)

Wydajesz(wydajecie) się być bardzo szczęśliwa. Jaka jest twoja recepta na udany związek? Może opowiesz jaka jest Wasza historia?
Mówią, że nie ma recepty na udany związek. Ja jednak uważam, że o relację trzeba po prostu dbać. I to tym mocniej i bardziej, im dłużej jest się razem. Punkt drugi? Trzeba rozmawiać i słuchać. Może przede wszystkim słuchać? To też sztuka kompromisu i wymagania najpierw od siebie. Zdradzić Wam coś w sekrecie? Mamy taką mała, niespisaną zasadę, że nigdy nie zasypiamy pokłóceni. Działa cuda, polecam spróbować. ;)
PS. Historii na pewno nie będzie, bo uważam, że pewne rzeczy tracą swoją magię, gdy przestają być tylko Nasze.



Co lubisz kupować najbardziej? 
Chyba nie ma takiej rzeczy, bo buzia mi się cieszy nawet na myśl o wyjściu do osiedlowego spożywczaka. :P

Czy uważasz że jesteś dobrze zorganizowana? Jak udaje Ci się pogodzić studiowanie z życiem prywatnym, towarzyskim, rodzinnym itp?  
Nieskromnie powiem, że jestem mistrzem planowania i organizacji, uwielbiam samą czynność i to poczucie, że panuję nad własnym czasem. Kalendarz i plany działania to moi prawdziwi przyjaciele, co doprowadza do szału mojego chłopaka. Ale moja antyspontaniczność to już temat na oddzielny post. ;)
PS. Pomijam fakt, że miewam kilkudniowe opóźnienie, tak jak na przykład dziś, publikując ten post.

Który rok farmacji jest najcięższy?
Sama nie wiem... Trzeci był tragiczny, ale teraz jest chyba jeszcze gorzej, choć podobno to co najcięższe jeszcze przede mną, bo ostatni semestr najbardziej daje w kość.

Czy twój chłopak ma jakieś wady? Bo te wszystkie randki, kwiatki, prezenty, wyjazdy ;p 
Żeby to jedną. :P Jest OKROPNYM bałaganiarzem, cierpi na syndrom jedynaka i wszystko robi na ostatnią chwilę. Co najgorsze, najlepiej na tym wychodzi.


Kiedy ślub, kiedy dzieci?
Nie odpowiem, bo ani o jednym, ani o drugim nic mi na razie nie wiadomo. :D

Czy jesteś zadowolona ze swojego kierunku?
Tak, bardzo. Odpowiedziałam już wcześniej.

O czym chciałabyś pisać magisterkę, jaki przedmiot na studiach jest twoim ulubionym? 
Magisterkę będę "pisać" na kardiochirurgii (pacjenci po operacji pomostowania tętnic) pod opieką katedry patofizjologii i patomorfologii klinicznej. Jeśli natomiast chodzi o mój ulubiony przedmiot, to zdecydowanie jest to Technologia Postaci Leku (receptura apteczna, leki oczne, leki infuzyjne), choć ta przemysłowa z którą miałam do czynienia przez pierwszą połowę tego semestru, średnio mnie niestety interesuje.


Co zmieniłabyś w swoim życiu gdybyś mogla cofnąć czas? Jak widzisz siebie za 10 lat?
Byłabym bardziej odważna życiowo, unikała toksycznych relacji i bardziej wierzyła w siebie (nadal mam z tym problem...)
Za 10 lat chciałabym być szczęśliwą żoną, super mamą (Gabi, Julka i Zuzy) i spełnioną zawodowo kobietą. Mieć sypialnię na poddaszu, taras od zachodu i ukochane piwonie w ogrodzie.
Ja mam pytanie odnośnie twoich zakupów, masz zawsze piękne rzeczy, ale skąd bierzesz pieniądze na to wszystko? Wydaje mi się, że nie pracujesz. Czy nie szkoda ci tak naciągać rodziców? Nie odbierz tego źle, po prostu pytam z ciekawości, bo sama jestem studentką i nie mogę sobie pozwolić np na taką droga torebkę. 
Torebka to akurat prezent od M, a rodziców nigdy na nic nie naciągałam. Wbrew temu co myślą niektórzy, utrzymuję się właściwie sama, poprzez wynajem drugiego pokoju. Jedni wydają pieniądze na imprezy i alkohol, inni na papierosy, a ja oszczędzam na zakupowe przyjemności. Każdy ma inne priorytety.  

Strasznie zazdroszczę Tobie i twojemu chłopakowi tych wszystkich wyjazdów, nie wiem jak udaje sie wam to wszystko zaplanować i pogodzić :( studiuję farmę na ŚUMie i modlę się o wolne wakacje :( 
Nie zazdrość, bo nie ma czego. My planujemy zawsze wszystko z bardzo dużym wyprzedzeniem. Tak było chociażby z Naszym sylwestrowym wyjazdem na narty. Na temat letnich wakacji debatujemy natomiast już chyba od września. ;) Weekendowe wypady, takie jak majówka czy walentynki, były dla mnie z kolei niespodzianką i może dobrze, bo jak znam siebie, to sama nie podjęłabym takiej decyzji (moje życiowe zorganizowanie zapewne nie pozwoliłoby mi bez wyrzutów sumienia spontanicznie uciec od codzienności). :P

Jaki jest twój wymarzony kierunek podróży na wakacje? 3 miejsca, które chciałabyś odwiedzić?
Kreta, Praga i Santorini.


Czy będą jeszcze posty dotyczące farmacji? I czy na farmację trudno się dostać? Czy na farmacji jest dużo liczenia?
Chciałabym coś jeszcze na ten temat napisać, ale w trochę innej formie niż to było ostatnio.
Czy trudno się dostać? Najlepiej po prostu śledzić progi punktowe, bo na każdej uczelni wygląda to inaczej. A liczenia jest sporo, tak naprawdę przez cały tok nauki. 
Uważaj żeby z tej miłości tylko dzieci nie było ;)
Muszę Cię zmartwić, ale będą na pewno!

Czy chciałabyś mieszkać w przyszłości zagranicą?  
Nie. Uwielbiam Polskę.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich outfitów? :)
Nie szukam jakoś szczególnie inspiracji, kupuję po prostu to, co mi się podoba, co do mnie pasuje i trafia w mój gust. 

Jakie jest twoje największe marzenie? 
Prawie się spełnia. :) #29dni

Jaki jest twoim zdaniem idealny mężczyzna przez duże M?
Jest dojrzały, odpowiedzialny, męski, czuły, troskliwy, ma poczucie humoru i dystans do siebie. Codziennie sprawia, że czuję się ważna, piękna, kochana i potrzebna... Leczy z kompleksów, czyta mi w myślach i spełnia moje marzenia...


Czy planujesz już ślub? Co sądzisz o zaręczaniu się w tak młodym wieku?
Nie planuję. Nie bardzo wiem co masz na myśli pisząc "w tak młodym wieku", ale jestem zdanie, że jeśli dwoje ludzi ma świadomość tego co robi, jeśli jest się pewnym swoich uczuć i gotowym na taką deklarację, to każdy wiek jest dobry.


Czym zajmuje się twój chłopak?  
Studiuje zaocznie i pracuje. 


INSTAGRAM
https://www.instagram.com/soonnaaillee/

30.05.2016

Q&A zadaj mi pytanie + zapowiedź kolejnego posta.

Witam Was poniedziałkowo i przybywam z dwiema szybkimi informacjami. :)
Z racji tego, że do połowy tygodnia będę wyrwana ze świata i prawdopodobnie utonę w książkach, postanowiłam wykorzystać ten czas i dać Wam możliwość poznania mnie trochę lepiej. Zamierzam przygotować specjalny post i odpowiedzieć w nim na zadane przez Was pytania, więc jeśli jest coś co Was interesuje, ciekawi i co chciałybyście wiedzieć, to wypełnijcie poniższy formularz (jest on całkowicie anonimowy). Ostatni post tego typu pojawił się całe wieki temu, więc myślę że to dobry moment na jego aktualizację.




Szykuję też dla Was wakacyjny haul zakupowy i przegląd tego co kupiłam z myślą o naszym lipcowym wyjeździe. Będzie bardzo kobieco i delikatnie, więc jeśli lubicie takie klimaty, to jestem pewna, że wypatrzycie dla siebie coś specjalnego! A żeby nie być gołosłowną, zostawiam Was z małą zapowiedzią (nie pytajcie co podoba mi się najbardziej!). :)


Torebka (body: smoke pink, uchwyty: sznurek naturalny)- obag store 
Koronkowe espadryle- allegro 


Dżinsowa sukienka "hiszpanka" wykończona ażurową wstawką- KLIK

 
Koronkowa sukienka na strój kąpielowy z dekoltem na plecach- KLIK 

Jeszcze nie wiem, który z postów pojawi się w pierwszej kolejności, ale obiecuję odezwać się przed weekendem, więc czekajcie cierpliwie i trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo środowe kolokwium z farmakologii jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Cholernie ciężka ta "ostatnia prosta". ;) Do napisania niebawem!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...