21 wrz 2014

10 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiesz...

Od dłuższego czasu chodził mi po głowie jakiś fajny TAG, ale jako, że nie znalazłam nic, co szczególnie przykułoby moją uwagę, postanowiłam zaspokoić Waszą ciekawość i swoją ochotę na odrobinę zwierzeń kolejną porcją małych sekretów. Tylko pamiętajcie, nikomu ani słowa! :)

10 rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiesz...

1) W chwili obecnej chyba nie umiałabym już żyć bez kalendarza. Jestem prawdziwym, powiedziałabym nawet książkowym przykładem control fricka, który uzyskuje wewnętrzny spokój i harmonię zapisując wszystko co popadnie, począwszy od spraw najwyższej rangi, poprzez wydatki na najbliższy miesiąc, rozplanowywanie nauki, plany zakupowe, aż po listy życzeń, pomysły na posty i inspirujące cytaty z książek i filmów. W dobie internetu, smartfonów i miliona aplikacji, tradycyjne, papierowe kalendarze odchodzą odrobinę na dalszy plan, ale ja jestem na szczęście chyba trochę "nie dzisiejsza", bo to właśnie one sprawdzają się u mnie najlepiej i nie byłabym w stanie zamienić kartki papieru na nawet najciekawszą i najbardziej ułatwiającą życie aplikację. Uwielbiam skreślać, zaznaczać, przyklejać kolorowe karteczki i zarządzać w ten sposób swoim czasem i życiem odrobinę lepiej. Wbrew pozorom, nie ma to nic wspólnego z dolegająca mi sklerozą. :) Ludzie mówią, że jestem bardzo dobrze zorganizowana i że szalenie mi tego zazdroszczą, ale mnie ta moja życiowa dokładność i poukładanie czasami doprowadza do szału.


2) "Antyspontaniczność" to moje drugie imię. Nie lubię nagłych zmian, wielkich niespodzianek, ani podejmowania decyzji na ostatnią chwilę, a zanim coś zrobię, zastanowię się nad tym co najmniej dwa razy. Może to i głupie, a już na pewno mało romantyczne, ale gdyby mój chłopak zadzwonił do mnie i powiedział "pakuj się, będę po Ciebie za dwie godziny, lecimy do Paryża", to mimo wielkich marzeń, by znaleźć się w tym miejscu, chyba wywiesiłabym go za okno. Spontaniczne wyjazdy totalnie nie są dla mnie, potrzebuję czasu by oswoić się z tym, co się wydarzy, przygotować się do tego, a dużych, nagłych zmian, zwyczajnie się boję. Nawet nie wiecie jak bardzo mi to w życiu przeszkadza.


3) Tak jak uwielbiam słodycze i jestem od nich uzależniona (dzień bez czekolady i żelków to dla mnie naprawdę dzień stracony :P), tak nie jestem w stanie wypić osłodzonej kawy czy herbaty, w przeciwieństwie do mojego M., który słodzi wręcz na potęgę, a Frugo jest dla niego... zbyt kwaśne. ;) Uwielbiam za to kawę z mlekiem (albo raczej mleko z kawą :P), uzależniłam się od niej wraz z rozpoczęciem studiów i przeprowadzką do innego miasta.


4) Zawsze chciałam mieszkać w bloku i od dwóch lat, czyli odkąd zaczęłam studia, mam swoje własne 35m2 i uważam je za najpiękniejszy prezent jaki mogłam otrzymać od swoich rodziców. Urządziłam je dokładnie tak jak chciałam i choć nadal przeżywam fascynację swoimi czterema kątami, to marzę o tym, by kiedyś zamieszkać w starej, zadbanej, eleganckiej kamienicy w środku miasta, a na dole otworzyć aptekę. :) Szaleję na punkcie dużych okien, szerokich drzwi i stylu skandynawskiego wewnątrz. Podoba mi się jego prostota i to, że z radością "chłonie" wpływy z innych stron świata, ja z pewnością połączyłabym go z romantycznym stylem angielskim. Uwielbiam jasne wnętrza, połączenie bieli i drewna, prawdziwe drewniane podłogi, dużą ilość tkanin i niebanalne detale. Nowoczesne wille z ogrodem zupełnie mnie za to nie kręcą. :)


5) Od czasu do czasu potrzebuję zrobić sobie dzień "piżamowego potwora" i w takim nieeleganckim wydaniu przechodzić cały dzień, albo co lepsze, zwyczajnie przeleżeć go w łóżku. Do pełni szczęścia potrzebuję wtedy jedynie ulubionego serialu, dobrej książki i jak na czekoladoholika przystało, czegoś słodkiego na ząb (nie pogardzę też parą ciepłych, męskich ramion). W wakacje takie dni zdarzają mi się chyba jednak trochę zbyt często, bo nawet mój chłopak śmieje się ostatnio, że w dziewięciu na dziesięć przypadków widzi mnie w piżamach... :D No i co poradzić, lubię i już. :)


6) Czasami mam wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, której kompletnie nie podobają się tatuaże i mocno podkreślone, wręcz przerysowane brwi. Przepraszam, ale nie mam pojęcia co ludzie w tym widzą i dlaczego stało się to takie modne...


7) Tysiąc razy zaczynałam zdrowo się odżywiać "od jutra" i to chyba jednak nie jest dla mnie. ;) Nie potrafię przekonać się ani do picia wody, ani do rezygnacji z czekolady na rzecz większej ilości owoców, nie mówiąc już o ciemnym pieczywie, ryżu i makaronach. Próbowałam nie raz, ale wcześniej czy później zawsze kończy się to moim słomianym zapałem i szybkim powrotem do dawnych, niestety okropnych nawyków żywieniowych. "Zielenina" do mnie nie przemawia, zdecydowanie bardziej wolę pizzę i KFC. :P Chyba szczytem możliwości pozostanie dla mnie poranna owsianka i polubienie się z kaszą jaglaną.


8) Mam fioła na punkcie oglądania sukien ślubnych, bukietów, dekoracji, wystrojów sal i sesji zdjęciowych. Moje wyobrażenie odnośnie TEGO dnia, zmieniło się diametralnie na przestrzeni kilku lat i szczerze powiedziawszy boję się tego, co to będzie, gdy przyjdzie mi w końcu planować własny ślub i wesele... Mam wrażenie, że żeby wszystko było tak jak to sobie wymarzyłam i zaplanowałam od A do Z, będę na to potrzebowała conajmniej trzech lat... :D Biedny mój przyszły Mąż!


9) Nie wiem czy istnieje coś takiego jak telefonofobia, ale prawdopodobnie na nią cierpię, choć wydaje mi się, że i tak jest już lepiej i powoli z tego wychodzę. Nie znoszę, naprawdę nie znoszę, odbierać telefonu od obcych numerów (chyba, że spodziewam się kuriera :P) i zdarza mi się, że tego nie robię. Problem sprawia mi też zadzwonienie do dziekanatu, czy zamówienie pizzy, wierzcie lub nie, ale tysiąc razy bardziej wolałabym załatwić to osobiście. Paradoksalnie, z najbliższymi mi osobami, mamą, chłopakiem czy koleżanką, potrafię nawijać przez telefon dobre kilkadziesiąt minut, zresztą bez telefonu i świadomości, że nie mam kontaktu ze światem, czuję się jak bez ręki. Błagam, powiedzcie, że też tak macie. ;)


10) Wierzę w to, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu i wszystko co nas spotyka, ma jakiś większy sens, choć przekonałam się o tym dopiero niedawno. Nie próbuję oszukać przeznaczenia, uważam że los doskonale wie co robi i bardzo dobrze, że czasami decyduje za nas. Nie wierzę w przypadki, uważam że każde zdarzenie i osoba, która stanęła na naszej drodze, pojawiła się po coś, że tak po prostu miało być. Nie raz przekonałam się już, że dobre rzeczy rozpadają się tylko po to, żeby jeszcze lepsze mogły powstać i że czasami trzeba się przewrócić, by się zatrzymać i spojrzeć wstecz, byle przez odpowiednie ramię. :)


Nawet nie wiem kiedy dobiłam do tej dziesiątki. :) Jeśli macie ochotę, by posty tego typu pojawiały się częściej, albo krąży Wam po głowie pomysł na jakiś fajny TAG, który chciałybyście zobaczyć na moim blogu, koniecznie dajcie znać w komentarzu. Liczę na to, że każda z Was napisze chociaż jeden fakt o sobie, jestem ciekawa czy mamy ze sobą coś wspólnego. Dajcie się lepiej poznać. :)

Życzę Wam pięknej, słonecznej niedzieli i ściskam ciepło!

ZOBACZ TAKŻE:
*50 FAKTÓW O MNIE.

18 wrz 2014

Metody leczenia łysienia i wypadania włosów.

Tematyka związana z wypadaniem włosów cieszy się na moim blogu bardzo dużym zainteresowaniem. Cały czas otrzymuję od Was mnóstwo wiadomości prywatnych, w których dzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami, problemami i wątpliwościami. Jako, że mija już trzeci rok odkąd zmagam się z problemem wypadania włosów, a grono osób walczących z łysieniem cały czas się poszerza, postanowiłam poświęcić tej serii większą uwagę niż dotychczas.
Dzisiaj chciałam zaprosić Was na post typowo informacyjny, w którym opowiem Wam o różnych metodach walki z wypadaniem włosów i łysieniem, począwszy od tych najmniej inwazyjnych, po mezoterapię i przeszczepy. Mam nadzieję, że te z Was, które dopiero rozpoczynają walkę z tym problemem, wyniosą z tego postu coś przydatnego.

Metody walki z łysieniem i wypadaniem włosów 


1) ZMIANA DIETY I STYLU ŻYCIA

Sama mam z tym duży problem, ale prawda jest taka, że zanim sięgniemy po magiczne substancje za gigantyczne kwoty, warto przyjrzeć się swojej diecie i stylowi życia. Stres, niedosypianie, nieregularne posiłki, ogólne osłabienie i niedobory podstawowych witamin, są wbrew pozorom jedną z najczęstszych przyczyn nadmiernego wypadania włosów. Pamiętajcie, że włosy wypadają zawsze z 2-3 miesięcznym opóźnieniem, gdyż włosy który umiera, jeszcze przez dłuższy czas „trzyma się głowy”, warto więc zastanowić się co miało miejsce kilkanaście tygodni wcześniej. Może leczyłyście się antybiotykiem, zmieniłyście sposób odżywiania, albo miałyście gorszy czas w pracy, szkole i domu? Stres zwiększa wydzielanie wielu hormonów (m.in. prolaktyny), które mają wpływ na kondycję naszej czupryny. Warto więc zadbać o komfort psychiczny i postarać się wyeliminować ze swojego życia przepracowanie, przemęczenie i złe samopoczucie.  Na początek spróbujcie też sięgać po więcej warzyw, owoców i orzechów. Włosy potrzebuję przede wszystkim żelaza, cynku, siarki i witamin z grupy B, zdecydowanie warto zwrócić większą uwagę na to co jemy i czego dostarczamy swojemu organizmowi. Jesteś tym co jesz!


2) SUPLEMENTACJA

W przypadku niewielkich problemów, sezonowego wypadania włosów lub chwilowego osłabienia organizmu, bardzo dobre efekty daje suplementacja. Warto wybrać się do apteki i zainwestować w lek lub suplement diety, który pomoże nam uzupełnić niedobory podstawowych witamin i minerałów. Popytajcie znajomych, poszukajcie informacji w Internecie, może ktoś stosował coś, co dało bardzo dobre rezultaty? Warto wybierać spośród produktów zawierających przede wszystkim drożdże, witaminy z grupy B, biotynę, kwas foliowy, żelazo, cynk i aminokwasy. 


3) LECZENIE ZEWNĘTRZNE

Suplementację warto połączyć z leczeniem zewnętrznym i stosowaniem preparatów bogatych w substancje odżywcze. Sięgaj regularnie po sprawdzone kosmetyki wzmacniające, ale pamiętaj, że szampon znajduje się na skórze głowy zbyt krótko, by mieć szansę zadziałać. Dobrze jest więc zaopatrzyć się także w ampułki lub wcierkę i  zwyczajnie uzbroić się w cierpliwość. Wcieranie kosmetyków połączone z masażem skóry głowy poprawia mikrokrążenie i pobudza włosy do wzrostu. W moim przypadku takie leczenie nie daje co prawda żadnych rezultatów (przyspiesza wymianę włosów i skraca cykl włosowy), ale z e-maili wiem, że u wielu z Was sprawdza się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Wiele dziewczyn poleca też olejki, ale w tym przypadku byłabym bardziej ostrożna. U mnie przyczyniły się one do ŁZS, dlatego też nie polecam ich jakoś szczególnie.
Pamiętajcie, że zdrowy włos bierze się ze zdrowej skóry głowy, kluczem do sukcesu jest więc pozbycie się chorób skórnych, łupieżu, łojotoku. Nadmiar sebum i przylegające do skóry głowy łuski, utrudniają mieszkom włosowym normalne funkcjonowanie i zaburzają mikrokrążenie. Czasami konieczna jest więc bardziej specjalistyczna pielęgnacja lub leczenie dermatologiczne.


5) MEDYCYNA NATURALNA

Czyli naturalne sposoby wykorzystywane przez nasze babcie i prababcie. Tutaj możliwości wbrew pozorom jest naprawdę sporo. Niektórzy chwalą sobie ziołowe herbatki (skrzyp, pokrzywa), inni płukanki (brzoza działa wzmacniająco, pokrzywa przeciwłojotokowo, bylica piołun przeciwłupieżowo), dużą popularnością cieszą się też oczywiście naturalne wcierki, chociażby osławiona kozieradka czy sok z czarnej rzepy, chmiel czy łopian który znamy z szamponów przeciwko wypadaniu włosów. Uważam, że w przypadku niewielkich zaburzeń, przy prawidłowych wynikach badań i wykluczeniu poważniejszych problemów zdrowotnych, zioła mogą zrobić wiele dobrego. 



4) LECZENIE HORMONALNE

Zaburzona gospodarka hormonalna jest najczęstszą przyczyną wypadania włosów u kobiet (łysienie androgenowe, wypadanie włosów po ciąży, odstawieniu antykoncepcji, problemy z tarczycą, choroba Hashimoto, PCO). Warto zrobić podstawowe badania hormonalne (testosteron, estrogen, TSH, prolaktyna), skonsultować je z ginekologiem i endokrynologiem i rozpocząć ewentualne leczenie. 


5) REGULACJA CYKLU WŁOSOWEGO

Każdy włos ma ograniczoną długość życia i trzy fazy wzrostowe:
  1. Faza wzrostu (anagenowa). Może trwać od 2-6 lat. Na głowie zdrowego człowieka 90% włosów znajduje się w tej właśnie fazie.
  2. Faza przejściowa (katagenowa). W tej fazie włos przestaje rosnąć. Mieszek włosowy kończy aktywność i zaczyna się kurczyć.
  3. Faza wypadania (telogenowa). Trwa kilka miesięcy. W tej fazie włos obumiera i przemieszcza się w kierunku powierzchni skóry, gdzie w końcu zostaje z niej wypchnięty.

Po wypadnięciu włosa, mieszek włosowy nie zostaje uszkodzony, lecz ponownie wraca do fazy wzrostu i cykl się powtarza. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do dysproporcji pomiędzy ilością włosów znajdujących się w fazie wzrostu i spoczynku, mówimy wówczas o łysieniu telogenowym (wydłużenie fazy spoczynku włosów). Przyczyną takiego łysienia może być m.in. nadmiar witaminy A w organizmie i kuracja retinoidami, leczenie dermatologiczne jest trudne i wymaga przede wszystkim ustalenia przyczyny. W moim przypadku zastosowano suplementację żelazem, witaminą D3 i melatoniną. W celu zdiagnozowania takiego problemu, konieczne jest wykonanie trichoskopii i badania trichogramem. 



6) MEZOTERPIA, TERAPIA OSOCZEM BOGATOPŁYTKOWYM

Mezoterapia to zabieg polegający na wstrzykiwaniu do skóry głowy substancji leczniczych odżywiających włosy - takich jak dekspantenol, minoksydyl, oligoelementy, krzemionka organiczna, witaminy lub leki przeciwzapalne, które powodują, że następuje regeneracja struktury włosa. Mezoterapia ma działać pobudzająco, zwiększać ukrwienie i odżywienie mieszków włosowych, co stwarza korzystniejsze warunki do odrostu włosów i hamuje ich wypadanie.
Coraz więcej mówi się ostatnio o ostrzykiwaniu skóry głowy osoczem bogatopłytkowym (PRP), otrzymywanym z własnej krwi pacjenta (jest 100% biokompatybilne z jego organizmem). Skoncentrowane PRP zawiera proteiny i czynniki wzrostu, które pobudzają komórki mieszków włosowych do przejścia od stanu uśpienia do stanu aktywnego, co przekłada się na stymulację odrastania włosów. Sama od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym zabiegiem, moja dermatolog twierdzi, że w moim przypadku dałby on bardzo dobre rezultaty. 


7) PRZESZCZEP WŁOSÓW

Przeszczep włosów do nadal jedna z tych metod leczenia łysienia, o której mówi się według mnie zdecydowanie za mało. Polega na pobraniu włosów z miejsc, w których się znajdują i wstawieniu w te, które wyłysiały lub uległy przerzedzeniu. Metoda ta jest niezwykle skuteczna, trzeba jednak pamiętać, że nie nie pobudza cebulek włosowych do pracy i nie zwiększa ilości włosów, a więc nie zatrzymuje łysienia. Przeszczep włosów jest bardzo kosztowną inwestycją i cały czas dostępną w niewielu miejscach w Polsce, ceny takiego zabiegu wahają się od 3 do nawet 12 tysięcy złotych:
http://www.tourmedica.pl/ceny/przeszczep-wlosow/

Czy są wśród Was osoby, które zmagają się z łysieniem? Jakich metod leczenia próbowałyście, która z nich daje Waszym zdaniem najlepsze rezultaty? Zastanawiałyście się nad mezoterapią? Co myślicie o przeszczepie włosów? Jestem ciekawa Waszych doświadczeń i jak zwykle czekam na Wasze komentarze!

ZOBACZ TAKŻE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...