Podobnie jak noszenie miętowego odcienia na paznokciach. Naprawdę rzadko mi się zdarza żebym choć dwa razy pod rząd pomalowała pazurki tym samym kolorem. Z lakierem essence z serii blossoms etc w odcieniu #02 I like nie rozstaję się od prawie dwóch tygodni, dacie wiarę? Nawet mój TŻ jest pod wrażeniem. :) Wytłumaczenie jest tylko jedno- chyba się w nim zakochałam.
To zdecydowanie najładniejszy miętusek, jakiego kiedykolwiek miałam przyjemność nosić na paznokciach, a uwierzcie mi, sporo ich było. Aplikacja i trwałość na piątkę z plusem. Lakier kryje w pełni przy dwóch grubszych warstwach, wysycha bez zarzutów. Trzyma się dobre cztery dni, mnie taki wynik zdecydowanie zadowala. No i te opalizujące drobinki, coś pięknego. Patrzę i patrzę i napatrzeć się nie mogę. A jak już jesteśmy przy oglądaniu dłoni, czy to prawda, że to przynosi pecha? Nie to, żebym wierzyła w zabobony, ale zżera mnie czysta ciekawość czy coś o tym kiedyś słyszałyście. :)
Moja przygoda z duetem wyżej, to już w ogóle ciekawa historia. Nie wiem czy pamiętacie, ale szampon najpierw był w moich ulubieńcach, zużyłam niezliczoną ilość jego opakowań, później moje włosy całkowicie się przeciw niemu zbuntowały i z wielkim trudem dobiłam dna ostatniej butelki. W pewnym momencie lekkość, za którą go tak ceniłam, zamieniła się w okopne przesuszenie. Teraz jednak postanowiłam się z serią Aqua Light od Pantene przeprosić i dać jej jeszcze jedną szansę, gdyż ostatnio włoski okropnie mi się przetłuszczają, a przy tym są tak obciążone po każdym umyciu, że szlag mnie trafia. Nawet kosmetyki ziołowe Fitomedu sobie z nimi nie radzą.
Jak nie Aqua Light, to co? Może Wy mi coś polecicie?
Wybaczcie mi tego tasiemca. Miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Zmykam się ogarnąć, bo tylko patrzeć jak wparuje tu Pan Zniecierpliwiony i znowu będzie, że nigdy nie mogę się wyrobić. Ach, Ci faceci. Wskoczą w koszulę i po problemie. Zupełnie nas nie rozumieją! :D
Przyjemnej niedzieli Kochani! :)




















