6 wrz 2013

Kosmetyczne specjały prosto z Grecji- MYTHOS.

Znikam na kilka dni z bloga, zapraszam Was na ostatni (lub przedostatni, ale nie obiecuję!) post przed moim małym blogowym odwykiem. ;) Zaraz zaczynam swój codzienny maraton z chemią, ale jak tylko się z tym wszystkim uporam, to wrócę do normalnego życia blogowego i znowu zacznę Was odwiedzać i zasypywać postami. Tymczasem trzymajcie za mnie kciuki, niech dopisze mi szczęście, a wcześniej motywacja mnie nie opuszcza. ;) Życzę sobie owocnego zakuwania, a Was zapraszam już na recenzje. Miłego czytania! :)


Jakiś czas temu dostałam do przetestowania greckie kosmetyki marki MYTHOS, a konkretnie:
  • Tonik do twarzy z ekstraktem z liści oliwnych, szałwią i panthenolem [33,85 zł/200 ml/]
  • Żel myjący do twarzy z oliwką, rumiankiem, aloesem i naturalną gliceryną [33,85 zł/200 ml]
Oba produkty przeznaczone są do każdego typu cery. Ale po kolei! Zacznijmy może od żelu:

Uwagę zwraca przede wszystkim schludne, proste opakowanie z pompką (w dodatku zamykaną!), której obecność ja osobiście bardzo sobie cenię w tego typu produktach. Dozownik jest jednak dość mały i trzeba nauczyć się z tym opakowaniem "pracować", żeby wydobywający się produkt najzwyczajniej w świecie nie spływał nam po butelce. Sam żel ma przezroczystą i dość lejącą konsystencję, do pokrycia całej twarzy potrzeba trzech-czterech naciśnięć pompki. Pachnie świeżo, ziołowo i delikatnie i słabo się pieni. Nie mam najmniejszych problemów ze zmyciem go z twarzy, a on nie ma problemów ze zmyciem mojego makijażu. Używałam go również rano, naprawdę dobrze oczyszcza! Po użyciu mam wrażenie czystej, świeżej i delikatnie pachnącej skóry. Bezpośrednio po aplikacji nie pozostawia co prawda uczucia ściągnięcia, ani nie podrażnia, ale niestety na dłuższą metę niestety lubi przesuszać i ma do tego tendencje... :(
Dobry krem nawilżający jak najbardziej się przyda!
W składzie znajdziemy co prawda SLS, ale produkt (zarówno ten jak i inne kosmetyki Mythos!) nie zawiera parabenów, silikonów, olejów mineralnych, syntetycznych barników, BHT, GMO, EDTA i glikolu propylenowego. Brawo! :)

Kliknij aby powiększyć

Kolejnym kosmetykiem, który miałam przyjemność testować Bio Mythos jest tonik do twarzy. Tutaj jest jeszcze lepiej, bo okazał się on po prostu bardzo dobrym produktem. Robi to co do niego należy. :) Tonik ma oczyszczać i odświeżać i dokładnie tak działa. Do tego nie podrażnia i nie pozostawia po sobie uczucia ściągnięcia. Nie zauważyłam co prawda żadnych właściwości nawilżających, ale za to bardzo fajnie koi skórę, pewnie za sprawą pantenolu, który znajduje się zaraz na początku składu. Ponadto tonik nie zawiera alkoholu (nie znoszę tego!) i pachnie bardzo przyjemnie, wyraźnie czuć tutaj ziołowe ekstrakty. :) Opakowanie też mi się podoba- jest proste, a w końcu w prostocie siła. Dozownik "na klik" wydobywa odpowiednią ilość produktu i jest szczelny. Bez obaw możemy wrzucić go do walizki czy zabrać ze sobą w podróż.
Kliknij aby powiększyć

ŻEL:
+ opakowanie z zamykaną pompką
+ delikatny, ziołowy zapach
+ dobrze oczyszcza, radzi sobie z makijażem
+ daje uczucie czystości i odświeżenia
+ nie podrażnia
+ skład
- rzadka konsystencja, przez co produkt jest średnio wydajny
- ma tendencje do przesuszania skóry
- dostępność (nie widziałam tych produktów stacjonarnie)

TONIK:
+ estetyczne, wygodne, szczelne opakowanie
+ delikatny, ziołowy zapach
+ oczyszcza, odświeża, koi
+ nie podrażnia, nie lepi się
+ skład
- dostępność (nie widziałam tych produktów stacjonarnie)
- cena (o ile żel wystarcza mi na długi czas, to toniki schodzą u mnie jak woda i bardzo często je kupuję)


Podsumowując: cieszę się, że miałam okazję przetestować te kosmetyki, bo nie dość, że do tej pory Mythos było dla mnie kompletną nowością, to jeszcze fajnie się u mnie spisały. Tonik jest świetny, bardzo dobrze odświeża skórę zaraz po przebudzeniu, ale jest też taką kropką nad i po wieczornym demakijażu. Robi wszystko to, co tonik robić powinien. Żel również przypadł mi do gustu, choć przy częstym stosowaniu może delikatnie przesuszać skórę, uważajcie. :) Duży plus za przyjemny skład tych produktów i bardzo ładne opakowania. Polecam Wam znajomość z tymi kosmetykami. U mnie, posiadaczki cery mieszanej sprawdziły się dobrze, jest duża szansa, że sprawdzą się i u Was. Jeżeli jesteście zainteresowane odsyłam Was do strony producenta, znajdziecie tam więcej informacji na ich temat (KLIK). :)

Znacie serię kosmetyków Mythos? Miałyście okazję ich używać? :)


W tym miejscu dziękuję firmie Flax za udostępnienie mi tych produktów w celu ich przetestowania i zrecenzowania i jednocześnie zapewniam iż moja opinia na ich temat jest szczera i całkowicie obiektywna.

4 wrz 2013

Jak kot napłakał, czyli sierpniowe mini zakupy.

Przy okazji jednego z ostatnich postów, a konkretnie sierpniowego projektu DENKO, odważnie chwaliłam się Wam, że mam powody do dumy, bo zużywanie poszło mi naprawdę nieźle. Nie wiem na ile można wierzyć relacji "dużo zużywam, to mało kupuję", ale patrząc na sierpniowy bilans zysków i strat kosmetycznych, wydaję się być jej potwierdzeniem. ;)
Po ostatnich zakupowych szaleństwach i małym rachunku sumienia, długo borykałam się z poczuciem winy odnośnie tego, ile wydaję na kosmetyki, bo mam ich w cholerę i jeszcze trochę, i mocno postanowiłam sobie poprawę. ;) Miałam oszczędzać, miałam zużywać, miałam nie kupować. I chyba mi się udało! Nowości jest naprawdę jak kot napłakał!


Nieszczęśliwym trafem mój zakupowy szlaban, zbiegł się z natrafieniem na firmowe stoisko Ziaji... Naprawdę biłam się z myślami! Ostatecznie wzięłam tak zachwalany przez Was na blogach
  • szampon i płyn do kąpieli w jednym, o zapachu lodów waniliowo-ciasteczkowych z serii Maziajki. Boże, jak to pachnie! Gdybym miała wskazać najlepiej pachnący kosmetyk na świecie, to właśnie znalazłam swojego faworyta. A do tej pory myślałam, że nic nie przebije żelu malinowo-waniliowego OS i serii kakaowej z Ziaji. Zapach jest idealny, mega słodki i dosłownie chce się go zjeść. Normalnie jakby ktoś czytał w moich gustach. ;)
  • kremowe mydło do rąk o zapachu herbaty z cynamonem wzięłam w ręce dosłownie w ostatniej chwili przy kasie. Skusiła mnie pompka, cena (4,99 zł) i wizja zapachu, którym mogłabym rozkoszować się w chłodne, jesienne wieczory pod prysznicem. Pomijam w tym momencie zupełnie fakt, że produktów do kąpieli mam tyle, że mogłabym w nich pływać. :D

Powstrzymałam się przed zakupem czegoś jeszcze, chociaż wcale nie ukrywam, że ochotę na wszystkie te masła do ciała, olejki i żele do twarzy miałam ogromną!

W sierpniu kupiłam też wodę termalną Uriage, o której trąbię Wam od kiedy tylko znalazłam miniaturkę w ShinyBox oraz korektor w płynie z Essence, z którym miałam okazję zakumplować się już wcześniej. Doczekał się nawet na moim blogu recenzji. Jeżeli jesteście zainteresowane, odsyłam Was TUTAJ.

Z moich zakupów to by było na tyle, ale to jeszcze nie koniec nowości!
Dzięki uprzejmości pewnego miłego Pana, któremu właśnie dziękuję publicznie na blogowej antenie (:*:*), stałam się bogatsza o kolejne dwa produkty. Na odżywkę do włosów Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji z morelą i olejkiem migdałowym co prawda sama go naciągnęłam, ale szarlotkowe masełko z Farmony, to już była jego inicjatywa. I chwała mu za to, bo zapach ma nieziemski, nieziemsko poprawił mi też humor tą małą kosmetyczną niespodzianką, nie wspominając już o tym, że samo masełko idealnie będzie pasować do herbacianego mydełka z Ziaji.


I to tyle jeśli chodzi o moje sierpniowe nowości. Pozostaje teraz tylko czekać aż Wy pochwalicie się swoimi kosmetycznymi zdobyczami i prosić o trzymanie kciuków, żebym w sierpniu wytrwała w zakupowym odwyku i nie kupiła siedemdziesiątego siódmego lakieru do paznokci. ;) Trzymajcie się ciepło, ja wracam do książek!

2 wrz 2013

Ulubione w sierpniu na dzień dobry!

Zapraszam dzisiaj na post na dzień dobry i udane rozpoczęcie tygodnia. ;)
Po pracowitym weekendzie, przychodzę do Was z zestawem moich sierpniowych ulubieńców, czyli kosmetyków które w minionym już miesiącu (Chryste, jak ten czas leci!) zdążyłam poznać/pokochać/odkryć na nowo/docenić po czasie (niepotrzebne skreślić ;)) Udało mi się zebrać sześć produktów, z czego o czterech zdążyłam Wam już na blogu trochę wspomnieć. Pozostałe dopiero dzisiaj doczekają się mini recenzji. Zapraszam!


Choć cały czas darzę miłością szczerą i bezgraniczną micel z Biedronki, w tym miesiącu miałam okazję wykonywać demakijaż przy pomocy nowości L'Oreal, która bardzo przypadła mi do gustu. Mowa o płynie micelarnym Ideal Soft, któremu poświęciłam osobny post. Jeśli go przegapiłyście, odsyłam Was TUTAJ.

Woda termalna Uriage to już w ogóle mój hit i największe odkrycie tego miesiąca. Za każdym razem kiedy po nią sięgam, zastanawiam się jak mogłam odkryć ją dopiero teraz... ;) Cudowny kosmetyk! Zanim znów sklecę całą pochwalną litanię na jego temat, chyba lepiej będzie jeśli po prostu napiszę, że TUTAJ znajdziecie pełno recenzję tego produktu.

Masło do ciała z Perfecty zauroczyło mnie swoim waniliowo-pomarańczowym zapachem i właśnie ze względu na zapach, przypadło go gustu zdecydowanie bardziej niż wersja czekoladowo-kokosowa, którą w tym miesiącu wydenkowałam. Z największą przyjemnością będę sięgać po nie również we wrześniu, bo oprócz zapachu, bardzo podoba mi się też gęsta, treściwa konsystencja tego produktu i oczywiście jego działanie. Fajnie nawilża i dba o stan naszej skóry, szczególnie w chłodniejsze dni, bo nie ma się co oszukiwać, że na upały ten kosmetyk jest zwyczajnie za tłusty. ;) Jeżeli macie ochotę przeczytać o innej wersji zapachowej tego masła, zajrzyjcie TUTAJ.

Z różem sprawa wygląda trochę inaczej. Nie wiem czy już Wam o tym wspominałam, ale mam czas kiedy tego typu produkty mogłyby dla mnie w ogóle nie istnieć, po czym pewnego pięknego dnia, zmieniam zdanie o sto osiemdziesiąt stopni i stają się moim nieodłącznym elementem makijażu. Aktualnie przechodzę stadium drugie, a moja właśnie trwająca różomania sprawiła, że szczególnie upodobałam sobie swój najnowszy nabytek, mianowicie róż Catrice w odcieniu 070 Iced Caramel Macchiato.
To piękna mieszanka chłodnych odcieni różu, która daje bardzo naturalny efekt na policzkach. Polecam ten róż szczególnie początkującym, naprawdę nie sposób zrobić sobie nim krzywdę. ;) Taki interes wyniesie Was mniej niż 20 zł.

W sierpniu nie mogło też zabraknąć letnich kolorów na paznokciach. Zarówno o soczystej malinie od Wibo #172 jak i miętusku z edycji limitowanej Essence, już Wam na blogu wspominałam. Gdzie? TU i TU. ;)


Nie mogę Wam też nie wspomnieć o soczewkach, z którymi w sierpniu w końcu postanowiłam się zaprzyjaźnić. Wadę mam niewielką, jednak mimo wszystko trochę utrudnia mi ona codzienne funkcjonowanie, szczególnie na uczelni. Początki nie należały do najłatwiejszych, podejście numer jeden do założenia tego wynalazku skończyło się u mnie płaczem, ale trening rzeczywiście czyni mistrza.
W sierpniu używałam soczewek B&L Soflens, ale chętnie wypróbowałabym coś innego. Zastanawiam się nad Air Optix Aqua albo Acuvue Advance. Używałyście? Możecie coś powiedzieć na ich temat?

Na koniec jeszcze mały bonus, czyli jak wygląda robienie zdjęć na bloga od kuchni... :P


Ściskam i czekam na Wasze komentarze, mam nadzieję że zechcecie podzielić się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami sierpnia. ;)

31 sie 2013

Paczka od kokardi.pl i nie tylko!

Dzwoni domofon, odbieram, otwieram, a tam... listonosz, który ostatnio szczerze mnie rozpieszcza!
Wczoraj dotarła do mnie paczka od sklepu kokardi.pl i koniecznie muszę pochwalić się Wam jeszcze ciepłą jej zwartością. :) Z góry najmocniej przepraszam Was za zdjęcia, robiłam je późnym wieczorem, przy przepalonej żarówce, w dodatku telefonem...


Dzięki uprzejmości Pani Ani otrzymałam:
  • żel pod prysznic cieszącej się niesamowitą popularności marki Balea o zapachu Fiji Passionfruit
  • dwa cienie w kremie Stay Colored! marki P2: 

Pierwsze testy mam już za sobą, ale dokładnych recenzji możecie spodziewać się za jakiś czas. :)

Pani Ania pomyślała też o Was i udostępniła dla moich czytelniczek -10% kod rabatowy: blog10 na cały asortyment przy zakupach powyżej 25 zł (bez wysyłki). Kod ważny jest do 5 września, więc jeśli macie ochotę zaopatrzyć się w kosmetyki brytyjskich, niemieckich i rosyjskich marek takich jak: Balea, Alverde, P2, Receptury Babuszki Agafii, Baikal Herbals, Planeta Organica, Love2mix Organic, Batiste i inne... to odsyłam Was na TUTAJ lub na facebookowy profil (KLIK). :)

***

W ostatnim miesiącu poszczęściło mi się też w konkurach i udało mi się wygrać dwa rozdania. ;) Niewiarygodne! ;) Czuję się jakbym obrabowała drogerię!

U Siouxie zgarnęłam trzy produkty marki Isadora. Cienie już zdążyłam pokochać, natomiast tusz i lakier jeszcze czekają na swoją kolej.


Dzięki wygranej u Wery stałam się z kolei bogatsza o zestaw kosmetyków Lirene z serii Youngy 20+, dwa produkty Balea oraz lakiery Joko. Czy muszę dodawać, że do te pory cieszę się jak dziecko? ;)


Na zdjęcie nie załapał się jedynie BB Cream z tej samej serii, który poleciał już do siostry. ;)


Dziękuję dziewczyny! :)

Czy Wam też sprzyjało ostatnio szczęście w konkursach? Jeżeli macie ochotę- możecie spróbować swoich sił u mnie. Po więcej szczegółów odsyłam Was TUTAJ.

Tymczasem zmykam, pora zmobilizować się do nauki, bo sądny dzień coraz bliżej... Jestem znerwicowana, zmęczona i znowu obgryzam paznokcie. Możecie na mnie nakrzyczeć, a później trochę mnie pocieszyć... :(

30 sie 2013

Ochronny krem-eliksir Garnier Hydra Adapt.

Jestem więcej niż pewna, że słyszałyście o nowej serii kosmetyków Hydra Adapt od Garnier, w skład której wchodzą kremy do twarzy. Jest ich aż pięć i każdy z nich przeznaczony jest do innego rodzaju cery, tak aby każda z nas mogła wśród nich znaleźć coś dla siebie. Ja od ponad miesiąca mam przyjemność testować Ochronny Krem-Eliksir, który według producenta skierowany jest do cery normalnej i delikatnej, zapewnia dwudziestoczterogodzinne nawilżenie i wzmacnia barierę ochronną. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii na jego temat, to tradycyjnie już zapraszam do dalszej części recenzji. :)


Opakowanie o pojemności 50 ml w postaci wygodnej tubki, która pozwala nam na higieniczną aplikację, jest zabezpieczone dodatkowo tekturowym kartonikiem. Znajdziemy na nim m.in informację, że krem będzie odpowiedni również dla posiadaczek cery wrażliwej. Moja jest co prawda mieszana, jednak nie zdarzyło mi się, żeby krem mnie podrażnił czy zapchał mi pory. Używałam go każdego dnia pod makijaż, nie zauważyłam żeby przyczynił się do powstawania niedoskonałości albo obciążył moją skórę.


Krem ma ładny, lekko cytrynowy kolor i bardzo przyjemny zapach. Konsystencja jest lekka, jednak nieco tłusta, krem wchłania się dość długo i nie całkowicie. Pozostawia na skórze lekki, błyszczący film, który na pewno znajdzie swoich przeciwników. Mimo to bardzo dobrze pracuje z podkładem, nie roluje go, choć konieczne jest przypudrowanie twarzy.


Duży plus za filtr SPF20, nie jest to może największa przeciwsłoneczna ochrona, ale jak dla mnie zupełnie wystarczająca. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne, to właściwie nie mam się do czego przyczepić. Krem bardzo fajnie nawilża skórę, przynosi jej natychmiastowy komfort, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, czyli robi dokładnie to co dobry krem nawilżający do twarzy robić powinien.

Przyjrzyjmy się jeszcze na chwilę składowi:


Na samym początku znajduje się woda, następnie gliceryna, filtry UV, jest też trochę substancji odżywiająco-zmiękczających, natomiast ekstrakty roślinne znajdują się mniej więcej po środku składu. Dalej znajdziemy trochę barwników i właściwie wszystkiego po trochu- znowu pojawiają się ekstrakty roślinne, substancje zmiękczające, regulujące lepkość itp. Na samym końcu substancje zapachowe, a parabenów zgodnie z obietnicą producenta  nie widać.

Podsumowując: Ochronny krem-eliksir to na pewno produkt warty wypróbowania. Mimo drobnych minusów, jakie w nim dostrzegłam, udało mi się polubić się z tym produktem. Jest lekki, fajnie nawilża, nie podrażnia, nie zapycha i co bardzo ważne- zawiera ochronę przeciwsłoneczną. Plus za brak parabenów w składzie i wygodne, higieniczne opakowanie w postaci tubki. Jestem skłonna zaopatrzyć się w kolejny egzemplarz, a to chyba najlepszy dowód na to, że mojej cerze ten krem odpowiada. :)

PLUSY: 
+ lekka konsystencja
+ SPF 20
+ przyjemny zapach
+ wygodne opakowanie
+ przyzwoite nawilżenie, brak uczucia ściągnięcia
+ krem nie zapycha, nie podrażnia
+ można go stosować na noc
+ brak parabenów w składzie
+ cena (w promocji 9 zł)

MINUSY:
- krem dość długo i nie całkowicie się wchłania i pozostawia na skórze lekko tłusty film


Skusiłyście się na krem Garnier Hydra Adapt? Jakie są Wasze wrażenia? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...