13 sie 2013

O lipcowym ShinyBox- recenzja zbiorcza.

Wpadłam chyba w jakiś wir pisania, dopiero co pojawiły się dwa posty, a już zapraszam Was na kolejny. I nadal mi mało! :) Wena i niesamowita motywacja, która z kolei jest nie niczyją inną jak tylko Waszą zasługą, zdecydowanie mnie nie opuszcza. Gdyby jeszcze czasu było trochę więcej, dni były dłuższe, a aparat zechciał ze mną współpracować, zanudzałabym Was na śmierć swoją obecnością. Póki co z niewielkim niedosytem, zostawiam Was z mini recenzjami produktów, które znalazłam w lipcowym ShinyBOXie, a sama uciekam czytać, edukować się i rozpocząć mozolny trening swojej cierpliwości. Do napisania... niebawem. :) (Tzn szybciej niż myślicie! :))


W licowym pudełku znalazło się aż osiem produktów i mimo, że na pierwszy rzut większość z nich wydawała mi się trafiona, to niestety nie wszystkie kosmetyki przypadły mi do gustu.

Po miesiącu intensywnego testowania tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że woda termalna Uriage, była najmocniejszym ogniwem całego boxa.


Woda termalna pochodząca z alpejskiego źródła. Naturalnie izotoniczna, dzięki czemu nie wymaga osuszania po aplikacja. Idealna do pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Łagodzi, koi, regeneruje skórę. Dodaje jej blasku i witalności.

Poświęciłam jej osobny post i właśnie tam odsyłam wszystkich, którzy mają ochotę przeczytać na jej temat coś więcej (KLIK).

Drugi kosmetyk Uriage, to również produkt dobry, ale nie na tyle, żebym tęskniła za nim albo pokusiła się na zakup pełnowymiarowego opakowania, przynajmniej do takich wniosków doszłam po zużyciu niewielkiego, bo tylko 15 ml opakowania.


Każdego dnia ten lekki i nietłusty krem dostarcza skórze uczucia świeżości i utrzymuje odpowiednio dopasowany poziom nawilżenia. Unikalny skład chroni skórę przed zanieczyszczeniami środowiska, pozostawiając ją zdrową i promienną. Doskonale nadaje się jako baza pod makijaż.

Krem jest bardzo lekki i błyskawicznie się wchłania. Nie zrobił mi krzywdy, nie zapchał mnie, ani nie podrażnił, jednak nie zauważyłam też jakiegoś zbawiennego działania na moją skórę. Według mnie trochę za słabo nawilża, ostatnio wolę jednak tłustsze, bardziej treściwe kremy, nawet na dzień. Ten pod makijaż jest co prawda idealny, świetnie pracuje i współgra z podkładem, nie roluje się, nie waży jednak zdarza mu się pozostawiać na skórze uczucie ściągnięcia... Szczególnie kiedy wcześniej zastosuję maseczkę oczyszczającą. Jest ok, ale szału nie robi, być może 15 ml to za mało, abym zdążyła się w nim zakochać i docenić jego działanie...


Idźmy dalej. Co do obecności L'OCCITANE w lipcowym Shiny również się nie pomyliłam, nie pałam miłością do werbenowej serii i nic na to nie poradzę.



Każde naciśnięcie butelki uwalnia rześki cytrusowy aromat. Eteryczne olejki werbeny, pomarańczy, geranium oraz drzewa cytrynowego wygładzają i pielęgnują nawet najbardziej wrażliwą skórę.

Żel jak żel- nie sprawił, że moja skóra stała się nagle piękniejsza i bardziej nawilżona, pod względem właściwości pielęgnacyjnych zachowuje się jak każdy inny żel przeciętniak, który możemy dostać nawet za 5 zł. Ale tańsze przeciętniaki przynajmniej ładnie pachną. :) Mnie ten zapach po prostu nie leży, według mnie nie jest ani trochę orzeźwiający i świeży i do złudzenia przypomina mi olejek Sesa. Niestety.

Z balsamem z tej samej serii jest nie inaczej...


Mleczko o lekkiej konsystencji, które szybko się wchłania, dając skórze uczucie komfortu. Eliminuje uczucie napięcia i swędzenia skóry, delikatnie nawilża i odżywia skórę. Posiada świeży, cytrusowy aromat.

... również nie zauważyłam nadzwyczajnych właściwości pielęgnacyjnych... Trzeba jednak przyznać, że produkt szybko się wchłania, jest lekki i pod względem konsystencji wydawałoby się, że idealny na lato, ale... to opakowanie wkurza mnie niemiłosiernie! Jest sztywnem twarde i nawet na początku, od razu po otwarciu ciężko jest wydobyć z niego produkt. Miałam zamiar wrzucić tą miniaturkę do torebki i zużyć jako coś w rodzaju kremu do rąk, ale nie wiem czy mam ochotę za każdym razem przeklinać to koszmarne opakowanie.


Żeby nie było, że cały czas tylko narzekam, pozachwycam się trochę Grashką, a konkretnie ich bazą pod cienie, która była jednym z dwóch produktów pełnowymiarowych w lipcowym pudełku.  :)


Baza przyczynia się do niezwykłej intensywności i długotrwałości makijażu. Dzięki niej kosmetyki nie zbierają się w załamaniach skóry niezależnie od budowy oka. Posiada cielisty odcień, a jej konsystencja ułatwia dokładną aplikację.

Już samo opakowanie sprawia bardzo pozytywne wrażenie! Wygląda elegancko, schludnie i jest bardzo praktyczne. :) To co znajdziemy w środku wypada wcale nie gorzej. Baza bardzo fajnie wyrównuje koloryt powieki i przedłuża trwałość cieni, które utrzymują się na niej właściwie przez cały dzień. Ma przyjemną konsystencję, a jej aplikacja to czysta przyjemność.


Producent zapewnia, że produkt fajnie sprawdza się również na ustach- tutaj uczucia mam raczej mieszane, gdyż nie zauważyłam, żeby baza przedłużała trwałość pomadki. Nie jest to dla mnie jednak wielkim minusem, nie odczuwam z tego powodu niedosytu, takie wynalazki nie są mi szczególnie potrzebne. ;) Jeśli chodzi o bazę- jestem na tak.

Myślałam, że podobnie będzie w przypadku cienia tej samej marki, ale tutaj trochę się pomyliłam...


Wyjątkowa formuła i delikatna konsystencja sprawiają, że cienie doskonale się mieszają i cieniują. Formuła cieni została przygotowana przede wszystkim do stosowania na mokro. 

Mimo, że kolor w opakowaniu bardzo mi się podobał, to na oku wygląda po prostu na rudy... Do tego jest słabo napigmentowany, kiepsko współgra z innymi cieniami i właściwie nadaje się tylko do nakładania na mokro i do robienia kresek/podkreślania dolnej powieki. O blendowaniu można właściwie zapomnieć.... bo nie ma czego blendować, pigmentacja jest naprawdę kiepska. Szkoda!


O dziwo (!) dużo lepiej spisały się na moich powiekach śmiesznie tanie cienie Wibo, które razem z lakierem, były gratisowym prezentem w lipcowym pudełku.


Kolory bardzo pasują do moich zielonych oczu, a same cienie na bazie trzymają się całkiem nieźle. Byłam naprawdę zaskoczona, bo nie tak pamiętam te duo, którego w innym zestawieniu kolorystycznym miałam okazję używać na początku liceum. Pigmentacja jest naprawdę fajna, zobaczcie same:


Dla porównania z cieniem Grashka (pierwszy od lewej):


Lakier w malinowym odcieniu z delikatnymi drobinkami, który producent oznaczył numerem 172 to zdecydowanie mój ulubieniec!


Bardzo fajnie się aplikuje, nie smuży i kryje już przy dwóch warstwach. Kolor ma przepiękny i z trwałością też wcale nie jest najgorzej. Noszę go na paznokciach już piąty dzień i mam jedynie lekko zdarte końcówki. :)



Sama pewnie nie wrzuciłabym go do koszyka i nie zwróciła uwagi akurat na ten konkretny kolor, dlatego tym bardziej się cieszę że znalazłam go w Shiny, na pewno będzie często gościł na moich paznokciach!

Podsumowując: woda termalna Uriage, baza pod cienie i lakier- super! Miniaturka kremu do twarzy i gratisowe cienie z Wibo sklasyfikowały się u mnie mniej więcej po środku, natomiast z kosmetyków L'OOCCITANE i perłowego cienia Grashka raczej nie jestem zadowolona...
Teraz pozostaje tylko czekać na sierpniowe pudełko i mieć nadzieję, że mimo wszystko okażę się ciut lepsze niż edycja lipcowa.

A co Wy sądzicie o lipcowym ShinyBOX? Który z kosmetyków oceniacie jako najbardziej, a który jako najmniej trafiony? :)

16 komentarzy:

  1. miałam ten żel z werbeną, zdecydowanie za drogi

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba tylko z Uriage byłabym zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pudełko raczej średnie, najbardziej mnie zainteresowała woda termalna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jakoś nie jestem przekonana do takich pudełek wolę kupować co chcę a nie czekać na niespodziankę z której mogę potem nic nie używać

    OdpowiedzUsuń
  5. Woda Uriage - moje odkrycie lata :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawi mnie ta woda Uriage :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się , że najlepszy produkt to woda uriage ,sama bym wypróbowała :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Po kremie Uriage spodziewałam się czegoś więcej. Ale chyba tylko dlatego, że woda podniosła poprzeczkę dość wysoko i od biednego małego kremu wymagałam zbyt wiele:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie miałam a ni jednego kosmetyku z tego pudełka :(

    OdpowiedzUsuń
  10. a jak ci sie podoba sierpniowy shiny??

    OdpowiedzUsuń
  11. W tym miesiącu średnio się spisali

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam tę serię lakierów z Wibo - mam niebieski i wygląda nieziemsko! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ooo, zakupy w Bdg :))) (odnośnie ostatniego posta) Niedługo się wybieram do Focusa :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam Twojego bloga za delikatność, tak pomyślałam, że może to właśnie Ty pomogłabyś mi przerobić mój szablon?:>

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie kupuję tego boxa, ale widzę, że w lipcu nie ominęło mnie nic, co chciałabym przetestować.

    OdpowiedzUsuń

Z góry dziękuję za każdy komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...