8 lip 2012

Czy tak pachnie szczęście?

Zauważyłyście, że posty na blogu pojawiają się ostatnio jak w zegarku- co drugi dzień? Przysięgam, że jest to czysty przypadek! Swoją drogą (nie wiem czy już Wam o tym wspominałam) uwielbiam wykorzystywać leniwe, niedzielne popołudnia na urzędowanie w tym naszym kosmetyczno-urodowym światku. Blogowanie tego dnia i o tej porze "smakuje" wyjątkowo dobrze!

Apropo blogowania- mam jakiś mały zastój w kosmetycznych recenzjach, za którymi pewnie część Wam już zdążyła się stęsknić. Ostatnio na blogu dominowały haule zakupowe, nie zabrakło też tematów związanych z modą, kulinariami jak i tych bardziej prywatnych. Teraz wracamy do dawnego stanu rzeczy. Przynajmniej na chwilę. :)

Aromatyczna sól do kąpieli brzoskwinia&mango Tutti Frutti Farmona

Sól do kąpieli, to dla mnie tego typu produkt, od którego nie wymagam zbyt wiele. Ma zmiękczać skórę, nie wysuszać jej, ładnie pachnieć i przede wszystkim- umilać kąpiel.  

Sól firmy Farmona zamknięta jest w wygodnym, mieszczącym 600 g produktu opakowaniu. Sięgałam po nią za każdym razem kiedy miałam ochotę na dłuższą, relaksującą kąpiel w wannie, a także do pielęgnacji stóp. Jest bardzo wydajna. Używam jej od końca kwietnia, a póki co zużyłam co najwyżej 1/4.

Producent twierdzi, że produkt zawiera fitoendrofiny- cząsteczki szczęścia, które mają wprowadzać nas w dobry nastrój i dodawać pozytywnej energii. W takie magiczne działanie ja co prawda nie wierzę, ale trzeba przyznać, że sól pachnie prześlicznie- świeżo, owocowo, wakacyjnie, a taki zapach pobudza i zdecydowanie przywołuje same miłe wspomnienia. 

Ogólnie sól oceniam pozytywnie. Mimo, że nie posiada żadnych większych właściwości pielęgnacyjnych, to  spełnia wszystkie moje wymagania i oczekiwania. Nie wysusza skóry, pozostawia ją miękką, czystą i przyjemnie pachnącą. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to płatki kwiatów, które dla jednych będą pewnie miłym zapachowym dodatkiem, ale mnie szczerze powiedziawszy odrobinę denerwują, kiedy pływając w wannie najczęściej po prostu przyklejają się do ciała. Więcej minusów nie zauważyłam. 

Czy kupię ten produkt ponownie? Nie przywiązuję się do jednej soli, często je zmieniam, ale myślę że zimą chętnie sięgnę po tą ponownie. Fajnie będzie poczuć w łazience zapach tropikalnego lata, kiedy za oknem śnieg, mróz, a do wakacji cały czas jeszcze daleko.

Na koniec obietnice producenta i skład dla ciekawskich:


To tyle jeśli chodzi o zapach szczęścia. Uciekam dopić teraz poranną kawę na balkonie, a potem zmykam do ogrodu. Mam zamiar skorzystać dzisiaj z uroków lata na całego i zaliczyć w końcu pierwszą kąpiel w basenie. Może uda mi się złapać trochę słońca? 
Nie żegnam się z Wami jednak na długo, mam ostatnio milion dwieście pomysłów na nowe notki, które zamierzam czym prędzej wcielić w życie, także najdalej jutro rano możecie spodziewać się kolejnego odzewu z mojej strony. 

Tymczasem... udanej niedzieli! :)
  
W tym miejscu dziękuję firmie Werner i Wspólnicy  za udostępnienie mi tego produktu w celu jego przetestowania i zrecenzowania i jednocześnie zapewniam iż moja opinia na jego temat jest szczera i całkowicie obiektywna.

6 lip 2012

Tangle Teezer- kultowa szczotka czy zwykły kawałek plastiku?

Ze szczotką Tangle Teezer jest trochę tak jak z Beauty Blenderem- albo ktoś ją kocha, albo ma za zupełnie zbędny kosmetyczny gadżet, na który najzwyczajniej w świecie szkoda pieniędzy. Ja osobiście nigdy nie uważałam, że nie można się bez tej szczotki obejść, ale nie będę też ukrywać, że zawsze po cichu o niej marzyłam i przez długi czas zajmowała honorowe miejsce na mojej liście życzeń. W maju, wraz z przypływem luźniejszej gotówki, postanowiłam w końcu sprawdzić na czym polega jej fenomen, a dzisiaj przychodzę do Was z długo wyczekiwaną jej recenzją.
Jeżeli cały czas zadajecie sobie pytanie, czy warto zainwestować 50 zł w ten osławiony kawałek plastiku, to zapraszam do czytania. :)

Ja wybrałam TT w kolorze różowym- Bubble Gum Pink i zapłaciłam za nią dokładnie 47,90 zł. Zainteresowanym podaję link do sprzedawcy u którego ją nabyłam, całe szczęście transakcja przebiegła pomyślnie i bez najmniejszym problemów- KLIK.

Powiem tak- ja nie wymagałam od niej cudów. Nie liczyłam, że moje włosy staną się nagle super gładkie, zdrowe i idealnie proste. Szczotka, to szczotka. Ma włosy czesać, a nie cudownie je regenerować. Nie oczekujmy więc od niej nie wiadomo czego! Nie zastąpi nam przecież odpowiedniej pielęgnacji!

* Swoje podstawowe zadanie spełnia natomiast znakomicie- czesanie włosów TT to prawdziwa przyjemność. Nic nie ciągnie, nie szarpie, nie boli. Ten niepozorny kawałek plastiku bez problemu radzi sobie nawet z największymi kołtunami, nie łamie włosów podczas szczotkowania, bez względu na to czy są suche czy mokre.

* Szczotka świetnie sprawdzi się też do masażu głowy i rozprowadzania na włosach gęstych odżywek czy masek. Tym bardziej, że utrzymanie jej w czystości nie sprawia najmniejszych problemów (szampon dla dzieci + ciepła woda w zupełności wystarczą).

 * Pytacie czy TT wyrywa włosy? Wyrywać raczej nie wyrywa, bo czesze naprawdę delikatnie, ale nie ma się też co oszukiwać i łudzić, że na szczotce nie znajdziemy nawet jednego włoska (szczególnie jeśli ktoś ma problem z nadmiernym wypadaniem- tak jak ja). Ja ich znajduje całą masę, przy każdym szczotkowaniu, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest wina szczotki... Co ma wypaść to i tak wypadnie. Podejrzewam, że gdybym użyła zwykłego grzebienia to włosów byłoby jeszcze więcej.

* Minusy? Dla jednych będzie nim na pewno cena. Ze swojej strony mogę powiedzieć jeszcze, że nie raz zdarzyło mi się, że szczotka wypadła mi z ręki, jakoś jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego specyficznego kształtu. Żałuję też, że wersja standardowa nie ma tej nakładki, wtedy bez problemu można by włożyć ją do torebki czy zabrać w podróż, a tak trzeba korzystać z kartonika, żeby ząbki się nie powyginały i nie uszkodziły (albo kupić wersję kompaktową, która jest jeszcze droższa). Zauważyłam też, że czasami ma tendencje do elektryzowania włosów.

Czy warto więc wydać 50 zł na TT?
Ja jako posiadaczka długich, cienkich, podatnych na łamanie i ciężkich do rozczesania włosów (szczególnie po umyciu) mogę powiedzieć, że tak. Nie żałuję swojego zakupu i utwierdzam się w tym za każdym razem kiedy sięgam po zwykły grzebień. Różnica w szczotkowaniu włosów jest wtedy kolosalna! Ale nic dziwnego, do dobrego zawsze łatwo się przyzwyczaić. :)
Natomiast jeżeli macie włosy krótkie, które nie sprawiają Wam większych problemów, albo oczekujecie że szczotka nada Waszym włosom blasku, będzie zapobiegać rozdwojonym końcówkom, albo jeszcze innych cudów, to możecie sobie ten zakup odpuścić, wyrzucicie tylko pieniądze w błoto.
Moim zdaniem grunt to zdrowe, racjonalne podejście, a w połączeniu z nim Tangle Teezer może okazać się naprawdę fajnym kosmetycznym gadżetem, nie tylko dla włosomaniaczek, który na pewno ułatwi codzienną pielęgnację. Nie jest to produkt niezbędny, ale na pewno przydatny, który ja po ponad dwóch miesiącach używania kupiłabym ponownie.

 A jak jest z Wami? Macie TT? Chciałybyście mieć? A może uważacie tą szczotkę za zwykły, niewarty swojej ceny kawałek plastiku? Czekam na Wasze komentarze!

4 lip 2012

Czerń i latem się nosi.

Pisałam Wam już, że zakupy są dla mnie najlepszym poprawiaczem nastroju? Pisałam. I nic się w tej kwestii nie zmieniło. Dlatego po ostatnich gorszych dniach postanowiłam, a właściwie postanowiliśmy (:*) zawitać w końcu do centrum handlowego. Wyprzedaże potrafią działać na mnie lepiej niż balsam działa na letnią opaleniznę. Co tu dużo mówić, jest lepiej! Przynajmniej chwilowo. I nawet dwieście włosów na grzebieniu dzisiaj aż tak nie przeraża. Od czasu do czasu warto więc chyba pozwolić sobie na taki wypad i oderwanie się od rzeczywistości, nawet jeśli przynosi ono tylko krótkotrwałe znieczulenie.

***
Zastanawiałam się czy zrobić jeden trochę większy (zbiorczy) haul ubraniowy, czy podzielić go na kilka części, ale z racji tego, że wiele z Was nie mogło się już doczekać prezentacji moich nowych nabytków, postanowiłam nie dać Wam czekać zbyt długo i pokazać co nieco już dzisiaj. Ciąg dalszy oczywiście nastąpi. :)

A tymczasem zapowiadana w poprzednim poście spódniczka z ZIPem. A właściwie dwie spódniczki z ZIPem.

Jak wiecie uwielbiam bandażowe spódniczki, a w połączeniu z suwakiem to już w ogóle kradną moje serce. Mam już co prawda podobną i spódniczkę i sukienkę, ale to tego typu rzecz, którą wiem że będę nosić i która na pewno nie będzie leżała w szafie. Świetnie wygląda nawet z najzwyklejszym topem. To dla mnie prawdziwy okaz idealny, tym bardziej że kosztowała jedynie niecałe 40 zł. :)

A to kolejny dowód na to, że jestem maniaczką H&Mu!
Dla jednych będzie do kawałek szmatki w serduszka, ale mnie połączenie zwiewnego materiału, uroczego motywu i po raz kolejny suwaka, absolutnie urzekło. Spódniczka kosztowała 59,90 zł i była dostępna też w kolorze jasno różowym. To dobra alternatywa dla tych, którzy nie do końca przepadają za czernią latem.

***
Powiem Wam szczerze, że post planowałam zdecydowanie dłuższy, nie miałam zamiaru skończyć pisania po załadowaniu dwóch zdjęć, ale jestem tak totalnie wykończona tym dzisiejszym lataniem po sklepach i dwudziestoma siedmioma stopniami w cieniu, że mózg przestaje mi pracować. Marzę o popołudniowej drzemce!
Wcześniej jednak wpadnę do kuchni, gdzie już od dziesięciu minut pachnie naleśnikami i zrobię sobie koktajl z ostatnich już pewnie w tym sezonie truskawek. Zdecydowanie potrzebuję stężonego roztworu cukru... i witamin. :)

Pozdrawiam Was serdecznie! :)

1 lip 2012

Czerwcowe denka + mini zakupy, czyli wyrównuję straty.

Miałam ochotę napisać tu kilka słów od siebie, ale chyba jednak tym razem wyjątkowo sobie daruję, oszczędzając zmartwień "troskliwym", złośliwym anonimkom, którzy nie mając większych problemów i zawsze wiedząc lepiej, zamartwią się o moje zdrowie psychiczne i zalecają wizytę u psychologa. :D Pozdrawiam Was serdecznie! Jeżeli ktoś ma tu problem z samym sobą, to na pewnie nie jestem to ja.

A dzisiaj w roli głównej moje czerwcowe zużycia. Plan się powiódł- tym razem pustych opakowań jest aż 8! Zła, siódemkowa passa trwająca od ponad trzech miesięcy w końcu została przełamana! No cóż, lepiej późno niż wcale. :)

1. Żel pod prysznic kokos Isana- właściwie to miałam go praktycznie na wykończeniu już w maju. Bardzo się polubiliśmy, na pewno do niego wrócę. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
2. Wygładzająca odżywka z olejkiem z Babassu Isana- na blogu pojawił się na jej temat oddzielny post. Zainteresowanych przekierowuję TU.
3. Ziaja intima (brzoskwinia)- to już chyba moje ente opakowanie, za każdym razem wracam do tego produktu, jestem z niego zadowolona.
4. Skoncentrowany krem do rąk odżywczo-wybielający kozie mleko Ziaja- na temat tego kremu też nie będę się rozpisywać, bo TUTAJ pojawiła się recenzja.
5. Micelarny żel do mycia twarzy i demakijażu BeBeauty- mój bezwzględny ulubieniec, zawsze mam w zapasach kolejne opakowanie. Więcej na jego temat TU.
6. Bezacetonowy zmywacz do paznokci (zabijcie mnie, ale nie pamiętam jaka to firma, a opakowania już wyrzuciłam)- zmywacz jak zmywacz, nie przywiązuję do nich większej uwagi, sięgam po pierwszy lepszy. Ten jak dla mnie też jest w porządku.
7. Peeling myjący (pomarańcza) Joanna Naturia- te peelingi od pewnego czasu robią furorę na blogach urodowych i ja też jestem ich zwolenniczką. Dobrze usuwają martwy naskórek,skóra po ich użyciu jest gładka i miła w dotyku i dobrze przygotowana do dalszej pielęgnacji. W dodatku peelingi  ładnie, orzeźwiająco pachną, na plus zaliczam też małe opakowanie w sam raz na przykład na wakacyjny wyjazd. No i oczywiście cena, są śmiesznie tanie. Polecam. :)
8. Jogurtowy balsam do ciała o zapachu czekolady Dairy Fun- recenzja tego balsamu była moją pierwszą (KLIK), postanowiłam skusić się na niego ponownie- tylko i wyłącznie ze względu na zapach, bo jest szalenie śliczny! 

Tak się tym razem złożyło, że większość produktów z czerwcowego projektu DENKO była już recenzowana, podsumowanie zużyć nie zajęło mi więc zbyt wiele czasu, a sam post nie przypomina jeszcze tasiemca. Dlatego ponudzę Was jeszcze trochę.

Przy okazji ostatnich małych, dosłownie półgodzinnych zakupów, zaopatrzyłam się w kilka drobiazgów wyrównując tym samym drobne straty w swojej kosmetyczce. Tak zwany bilans wyszedł więc prawie na plus.

Pomadka ochronna pure&natural (oliwka i cytryna) Nivea- zamierzałam kupić Carmex w sztyfcie, ale były tylko ten w tubce, za którym swoją drogą nie przepadam, dlatego zdecydowałam się wrócić do pomadek Nivea. Wybrałam tę wersję, bo polecała ją callmeblondiee i póki co nie żałuję. Ślicznie pachnie i dobrze nawilża, jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona! Kosztowała 7 zł z kawałkiem.
Żel pod prysznic borówka&wanilia Alterra (edycja limitowana)- miałam na niego ochotę od dłuższego czasu, mimo że moje pierwsze podejście do Alterry (maska do włosów z granatem i aloesem) nie było do końca udane. Jeszcze go nie używałam, ale pachnie prześlicznie. Recenzja na pewno pojawi się za jakiś czas.
Cień do powiek My Secret z serii Matt #508- do tej pory malowałam się głównie beżami i brązami, ale ostatnio naszła mnie ochota na szarości. Potrzebowałam cienia matowego, bo perłowych mam całkiem sporo. Wybór padł właśnie na ten, kosztował 5,99 zł. Po pierwszym użyciu mogę stwierdzić, że trochę ciężko się nim pracuje, pomimo użycia bazy... Pod koniec dnia zaczął też rolować mi się w załamaniu powieki. Ale sam kolor jest naprawdę śliczny, dobrze napigmentowany, bardzo fajnie sprawdzi się w makijażu smoky.

Ten suwak na zdjęciu, to fragment mojej nowej spódniczki, którą pokażę Wam już przy następnej okazji. Nie ma sensu żebyście tracili czas przed komputerem, kiedy za oknem taka piękna pogoda. Wszystko dosłownie topi się w słońcu! Więc dobra książka w dłoń, kocyk pod pachę i korzystajcie z uroków lata. A wieczorem polecam dłuuuuugi spacer. Do następnego razu!

29 cze 2012

Rozsypka?

Chyba jeszcze nie czas by stres, nerwy i strach schowały się po kątach... Znowu potrzebuję pobyć sama ze sobą, swoimi wątpliwościami i rozczarowaniem. I rozpaczliwie szukając wyjścia ewakuacyjnego, spróbować pogodzić się z tym co staje się coraz bardziej nieosiągalne. Nikt nie mówił, że realizacja marzeń jest łatwa... Ale żeby aż tak?

Jeansowa marynarka- H&M
Top- H&M
Legginsy- Cubus
Trampki- Converse 
Torebka- H&M
Na paznokciach- Wibo Trend Edition (retro style) #2

Prosiłyście o nowy post, a ja na razie nie mam głowy na nic ambitniejszego. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...